Zaloguj
Menu główne

jimmybutlerjestsmutny

W szóstym meczu serii Boston Celtics dokończyli to, co zdawało się być nieuniknione już po trzecim spotkaniu, kiedy kontuzji nabawił się Rajon Rondo. Bykom kolejny raz zabrakło argumentów i swoją przygodę z playoffs kończą na pierwszej rundzie. 

 

Celtowie zaczęli mocno, od trzech trafionych rzutów z dystansu. Byki jednak nie pozostawały dłużne i odpowiadały bardzo dobrze znanymi nam indywidualnymi zagrywkami - wjazdami pod kosz i wyłapywaniem fauli Jimmy'ego Butlera oraz hakami Robina Lopeza. Niestety defensywa znów nie zachwycała. Odnosiłem często wrażenie, że Canaan jedynie biega z Thomasem, który z łatwością może rozdawać piłki do ustawionych na "łuku" partnerów.

Druga kwarta już wymknęła się spod kontroli. W ciągu pierwszych pięciu minut, kiedy rezerwowi Brada Stevensa zdobyli 12 punktów, podopieczni Hoiberga odpowiedzieli jedynie spinem Wade'a. Po powrocie do gry starterów przewaga Celtics przestała gwałtowanie rosnąć, jednak wciąż trójki Smarta (2/3), Crowdera (3/6), czy Bradleya (3/4) trzymały różnicę. Do przerwy mieliśmy 54 do 41 dla przyjezdnych. 

Wszelkie ostatki nadziei zostały pogrzebane w trzeciej ćwiartce, kiedy Bulls grając Portisem, Carter-Williamsem, czy Zipserem stanęli jak wryci i ni stąd ni zowąd pozwolili wypracować Celtics 30 punktową przewagę. 

Dalsza historia nie ma już znaczenia. Ostatnie 12 minut spotkania były formalnością. Z porażką i zakończeniem przygody z playoffs pogodzili się już wszyscy - i cicha publiczność; i Fred Hoiberg, który spokojnie siedział na swoim krześle; i zawodnicy, którzy przed długimi wakacjami nie chcieli złapać żadnej kontuzji i unikali kontaktu z rywalami jak ognia.

 

Na pochwałę zasługuje Jimmy Butler, który pomimo boleści kolan, które miały jego występ postawić pod znakiem zapytania, walczył i przez 31 minut dołożył 23 punkty (9/17).  

Dwyane Wade pożegnał sezon rozgrywając jeden ze swoich najgorszych meczów w barwach Byków. Przez 19 minut obecności na parkiecie oprócz rozdania 3 asyst nie zrobił nic - skończył z fatalną skutecznością 1/12.

Reszta zawodników jakby nie widoczna, oprócz wspomnianego wyżej Butlera oraz Robina Lopeza, który zdobył 10 punktów, żaden nie przekroczył dwucyfrowego dorobku.

Mecz jak i całą serię rozstrzygnęły trójki - 76 do 42 trafionych rzutów z dystansu na korzyść bostończyków.

 

SKRÓT

 

Sport wydawał się być piękny, kiedy po pierwszych dwóch meczach pozwolił nam uwierzyć na dokonanie historii i wejście w rolę biblijnego Dawida, który z ósmej pozycji w Konferencji, pokonuje wielkiego Goliata - Boston Celtics, zwycięzcę owej klasyfikacji. Los jednak się odwrócił przeciwko Bykom - zabrał nam Generała Rajona Rondo i wszelkie spekulacje, jakoby drużynie z Chicago w tym momencie odłączono prąd się potwierdziły. Sport nagle stał się brutalny i szczery - w czterech kolejnych spotkaniach wygrała drużyna lepsza.

 

Zwieńczając piosenką Beatelsów - Let It Be - Niech tak będzie... Czekamy na lato, zmiany i kolejne sezony - miejmy nadzieję, dużo lepsze. Kampania 2016/2017 zakończona.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

FacebookTwitterRSS