Zaloguj
Menu główne

bulls celtics game 4

Stan serii 2-2. Bulls wciąż grają bez Rondo. Nikt jeszcze nie wygrał we własnej hali. Pojedynki punktowe Butlera i Thomasa ozdobą serii. Pytanie przed game 5 - czy naprawdę jest tak źle, że Byki już są bez szans?

 

Trochę jeszcze z efektem poprzedniego pojedynku Bulls zaczęli to spotkanie i po dwóch fatalnych błędach w obronie, gdy zostawili bez krycia Bradleya, ten ukarał ich dwoma trójkami. Boston zaczęli mecz 14-4, zanim otępiały coach na ławce Bulls wziął czas. Cztery oczka to cały dorobek Byków w pierwsze pół kwarty. Grali fatalnie i to nie było tak, że nie wiadomo jak Celtics walczyli czy bronili. To Bulls na czele z beznadziejnymi Grantem i Miroticiem wyglądali jak dzieci prowadzone we mgle. Dodajemy do tego przywiezionych chyba tym samym, co zawodników Bostonu sędziów i mamy kolejne fatalne rozpoczęcie Bulls: 18 do 30. O tym, jak zdesperowany w swoich pomysłach jest Hoiberg, najlepiej świadczy wprowadzenie Canaana jako PG, jeszcze w pierwszej kwarcie.

Chociaż na początku drugiej kwarty jeszcze Canaan trafił trójkę, to za chwilę trzema odpowiedzieli przyjezdni i zrobił się jeszcze mniej ciekawie niż wcześniej. Pięknym popisem tego, jak stronniczy byli arbitrzy spotkania było przyznanie podwójnego przewinienia technicznego, po tym, jak Smart popchnął Butlera przed wybijaniem piłki spod kosza.

Za to Felicio zostały odgwizdane jeszcze trzy (zdecydowanie nie play-offowe) faule w minutę później. Zapewne niepotrzebnie tak efektownie skończył akcję wcześniej. Run 8-0, na jaki zdobyli się gospodarze, był jednak tylko promykiem w tym mrocznym widowisku. Chociaż obudził się Niko i trafił dwie trójki, to przewaga wciąż była znacznie powyżej 10 oczek dla gości. Dobrze grał Canaan, który niemal poetycko obiegał zasłony i w obronie uprzykrzał życie Thomasowi.

Popychany przy zbiórce pod własnym koszem Felicio otrzymał od sędziów kolejne przewinienie i na boisku pojawił się nawet Lauvergne. W pierwszej połowie Hoiberg wykorzystał 11 zawodników. Boston+sędziowie vs Chicago  w 1/2 spotkania było 57-46. Jedynie Jimmy był traktowany dobrze, bo dostawał ‘swoje’ gwizdki i miał 17 oczek, z czego aż 11 z linii.

Hoiberg nie bał się zaryzykować i wystawił do pierwszej piątki w drugiej połowie świetnie spisującego się Canaana, który jeszcze miesiąc wcześniej, wchodził na parkiet tylko po to, by przybijać piątki kolegom. To on wymusił czwarty faul Thomasa, gdy stanął mu na drodze, gdy ten szarżował na kosz, a chwilę potem trafił trójkę (ostatni raz 2 razy trafił zza łuku w listopadzie 2016) czym poderwał nie tylko kolegów z ławki, ale i całe United Center, które tęskniło za posiadaniem ‘małego wojownika’.

W połowie kwarty rozgrzana do czerwoności hala w Chicago w końcu mogła emocjonować się meczem. Byki po wolnych Butlera wyrównali na po 63 – run 12-0 miejscowych. Mimo posiadania przez Thomsa czterech fauli Stevens przywrócił go do gry, ten zaś niestety przejął ten mecz i sam stanowił całą ofensywę Celtów.

Niestety przy 65 licznik Byków stanął, a gwizdki sędziów wręcz szalały, kiedy tylko którykolwiek z zawodników Bulls wywołał podmuch powietrza w okolicach gwiazdora gości. Ja rozumiem wszystko, ale połowa z odgwizdanych fauli nie byłaby gwizdnięta, gdyby dotyczyła jakiegokolwiek innego gracza na boisku. Chicago pozwolili na run 9-0 Thomasowi i przed ostatnią kwartą znów przegrywali 70-79.

 

Niczym Byk na arenę wskoczył na ostatnią kwartę Portis, gdy dwukrotnie punktował dla swojej ekipy. W Bostonie jednak szalał Thomas, który uczestniczył w zdobyciu kolejnych 21 punktów z 23  drużyny od końcówkj trzeciej kwarty.

Kiedy była szansa na zmniejszenie dystansu to najpierw Wade nie trafił layupa sam na sam z koszem, potem płakał, że uderzył się w rękę i nie zebrał piłki, a następnie rzucił takiego loba do Butlera, że Celtowie z łatwością przejęli i zrobili kontrę.

Chicago zabrakło atutów, by tej nocy przeciwstawić się Thomasowi i spółce. Dodatkowo dziwne rotowanie składem (zwłaszcza w 4Q) Hoiberga nie pomogło.

 

Plusy:

- Canaan - chociaż Hoiberg wykończył go fizycznie, to zrobił kawał dobrej roboty na Thomasie w obronie.

- Butler robił co mógł, ale nie dostał wsparcia - miał 33 punkty i rzucał aż 23 razy z linii, gracze Bostonu naprawdę nie przebierali w środkach przeciwko niemu.

- Całkiem dobrze pokazał się Portis (8pt, 8zb), nie wiedzieć czemu grał dość mało w tym spotkaniu.

Minusy:

- Od Wade'a oczekuje przede wszystkim liderowania w kluczowych momentach. Tym razem to w zasadzie jego fatalne zachowania zaprzepaściły szansę na odrobienie wyniku.

- Grant, MCW - ich występ określam jednym słowem - tragedia.

- Nikola - mimo dobrej drugiej kwarty oddał kilka tak głupich rzutów, że nie mogę ogarnąć, co mu siedzi w głowie.

- Hoiberg i jego głupia rotacja: nagle zrezygnował z Portisa i grał Lauvergne. Trzymał Canaana, gdy schodził Thomas. Nie wpuszczał Lopeza w czwartej kwarcie bardzo długo. Trzymał na siłę nieskutecznego Niko na boisku. Zaczął mecz Grantem - mimo, że wszystko wskazuje na to, że ten nie wytrzymuje psychicznie i gra jak sparaliżowany. Wpuścił do gry jeszcze bardziej przestraszonego Lauvergne'a, nie dał drugiej szansy Felicio, mimo że ten robił sporo dobrego w obronie. Nie pomógł drużynie.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

FacebookTwitterRSS