Zaloguj
Menu główne

rondopowiedzmijakgracprosze

Niestety potwierdziły się wszelkie przypuszczenia jakie zaczęto snuć kilka godzin przed meczem, kiedy świat obiegła informacja o kontuzji dłoni Rajona Rondo. Masa osób zaczęła wówczas dywagować, czy Chicago Bulls są jeszcze w stanie nawiązać walkę i dokończyć serię z Boston Celtics bez głównego kreatora gry. Jak się okazało - nie, nie są. Luka jest bardzo widoczna i Wietrznym Mieście nie mamy teraz rozgrywającego.

 

Już sam początek spotkania nie wyglądał obiecująco. Celtowie na obwodzie czuli się bardzo pewnie, z łatwością rozdawali sobie czyste pozycje i kwartę skończyli ze skutecznością 7/11 trafionych trójek. Byki nie miały argumentów, Jimmy Butler trudno miał o wypracowanie sobie czystego rzutu i spudłował pięć z sześciu prób. Nikola Mirotic od razu pozwolił sobie na wysłanie komunikatu, że nie będzie dziś bohaterem, zaczynając od dwóch cegieł spadających na obręcz przyjezdnych. Na szczęście później nieco się poprawił, jednak nie była to jego noc. 33:15

Drugi garnitur coacha Brada Stevensa znów nie dorównał poziomem do zaczynających mecz kolegów i w pewnym momencie ciągnęli za sobą skuteczność 4/18, pozwalając gospodarzom na wyprowadzenie runu 11-0. W akcjach ofensywnych bostończyków cała odpowiedzialność spadała na Isaiaha Thomasa i ten mimo osamotnienia raz za razem penetrował obronę Byków i zdobywał punkty spod kosza. Po drugiej stronie najwięcej robił Dwyane Wade, który szedł do szatni z dwunastoma oczkami. Po przerwie zresztą dołożył jeszcze 6 i stał się najbardziej efektywnym zawodnikiem swojej drużyny w tym spotkaniu. 11:26 (44:41)

Początek trzeciej ćwiartki nie zachwycał, obie drużyny co chwilę pudłowały. W drugiej części tej odsłony Celowie przypomnieli sobie schematy z piewszych minut i znów zaczęli sypać trzypunktowym pyłem. 33:22 (77:63)

Ostatnia odsłona nie przyniosła niczego nowego. Nieco bardziej ożywił się Butler i razem z Wade'em próbowali jeszcze złapać wynik, ale było już za późno, a i strata za duża - w szczytowych momentach dochodziła bowiem do 15 punktów. 

 

PLUS

+ Dwyane Wade - gdyby nie on, Byki skończyłby dużo gorzej. Oscar za drugoplanową rolę, o którą ostatnio prosił zasłużony.

 

MINUSY

- Pozwolenie na wbicie sobie 14 trójek - rekord organizacji w meczu playoffs.

- Brak rozgrywającego! Występ Jeriana Granta, a tym bardziej wchodzącego bezpośrednio z ławki Michael Cartera-Williamsa to żart. Obaj łącznie zdobyli 8 punktów (3/10), 5 zbiórek, 3 (!) asysty, 2 odbiory i 7 strat. Dla porównania statystyki Rajona Rondo z poprzedniego meczu - 11 (5/11) pkt/9zb/14as/5odb/3str. Gdyby ten zagrał jedną ręką wyszłoby na to samo. 

- 14 asyst Rondo w drugim meczu, których wyżej wspominam, to suma całego zespołu Chicago Bulls w starciu nr 3.

- Tym razem Jimmy zawiódł - miał 1/7 z gry po pierwszej połowie i tylko druga odsłona, w której ugrał 6/14 uratowała go przed skończeniem z fatalną oceną. Musi się otrząsnąć.

- Cristiano Felicio - tak, mimo całej sympatii do niego, muszę podążyć za domagającym nie zlinczowania tłumem i zganić go za ten mecz. Mimo, że zdobył najwięcej zbiórek w zespole -  11 (5+6), to w grze obronnej bywał bardzo nieporadny. Do tego doszła zerowa skuteczność rzutowa - jedyne dwa punkty zdobył po dunku. Za mało na 22 minuty gry.

 

Mecz nr 4 w nocy z niedzieli na poniedziałek o 0:30!

 

SKRÓT

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

FacebookTwitterRSS