Zaloguj
Menu główne

bulls magic

Mecz prawdy w United Center miał potwierdzić czy Byki zagrają w play-offs, czy zmarnują zdawałoby się idealną sytuację na ostatniej prostej. Trzeba ich pochwalić, nie tylko nie zmarnowali okazji, ale zagrali wręcz doskonały mecz. Podrażniona ambicja Byków po ostatnich porażkach uderzyła rykoszetem w młodą ekipę Magików. Jednocześnie Cavaliers postanowili oszczędzić liderów przeciwko Heat i przegrali po dogrywce. Ostatni mecz sezonu z Nets TRZEBA wygrać.

 

Już wyjściowy skład Magic sugerował, że goście nie mają zamiaru pomagać Bulls na ich drodze do fazy po sezonowej. Wrócił Vucevic, był (słynny ostatnio) AG, Payton, Fournier i do piątki wskoczył Terence Ross. Gospodarze zaczęli jednak ze sporą energią w obronie i w pierwsze dwie minuty dwukrotnie przechwytywali piłkę i oglądaliśmy blok Lopeza, a potem Wade’a.

Mecz rozpoczął się 14-2 dla naszych.

Dobrze spotkanie zaczął zastępujący Rondo, Jerian Grant – miał 5 punktów i 4 asysty w połowie pierwszej kwarty. Dodatkowe efektownie zmasakrował kamerzystę.

Chicago grali na pełnej koncentracji i ponad 60% skuteczności przez pierwsze całą pierwszą odsłonę. Mocne wejście z ławki zaliczył Zipser – trafiając dwa kolejne rzuty. Cała ekipa pokazała się z dobrej strony i po kwarcie z dobrą efektywnością po obu stronach parkietu prowadzili wyraźnie 34-13. Butler i spółka wymusili w pierwszej odsłonie pięć strat rywali.

Drugą kwartę głupio zaczął Wade, bo zawiesił się w obronie na obręczy i w efekcie rywalom nie tylko przyznano punkty – mimo że piłka nawet nie była blisko obręczy, ponadto dostali oni rzut po faulu technicznym i rzut wolny. Łącznie 4 punkty dla gości. Na szczęście DWade naprawiał ten błąd swoją grą w ataku, gdzie dyrygował młodymi.

Podobała mi się też gra Portisa, który nie tylko trafił dwie trójki, ale też walczył – jak to ma w zwyczaju w tych swoich lepszych meczach.

Dodatkowo tradycyjnie, cieszyła mnie obecność na boisku Felicio, który nie ustrzegł się błędów, ale walczył jak równy z równym z potężnie zbudowanym Biyombo. Nie mogę nie wspomnieć, co wyprawiał Grant, który pokazywał, że sporo nauczył się od starszego kolegi Rondo i okraszał mecz m.in. takimi podaniami:

Ogólnie całą drugą kwartę Byki kontrolowali przewagą, momentami osiągając nawet 30 oczek. Ostatecznie zryw ofensywnych Magic w końcówce połowy poprawiły ich osiągnięcie i po 24 minutach Byki optymistycznie prowadzili 64-37. 13 punktów zdobył Mirotic, po 10 RoLo i Jimmy.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wolno Chicago zaczęli drugą połowę i dopiero w drugiej minucie Nikola kolejną (swoją trzecią) trójką dał im pierwszą zdobycz punktową.

Trochę nie mogli znaleźć swoich skuteczności Wade i Butler, ale wyręczali ich partnerzy, a Lopez świetnie grał pod koszem.

Nie mogłem jednak zrozumieć jednej rzeczy. Bulls kompletnie odpuszczali Vucevica na półdystansie, za co center rywali odwdzięczał się seriami trafień. Nie był to jednak wielki koszt dla Byków, bo sami w ofensywie sprawowali się poprawnie. Środkową część trzeciej kwarty ubarwiły nam dwie akcje Mirotic-Butler, które lider Bulls skończył wsadami.

Jeszcze przed końcem kwarty Grant pobił swój rekord kariery asyst i uzbierał double double, gdy dobrym podaniem obsłużył Lopeza. Ponadto gospodarze powiększyli swoją przewagę ponad granicę 30 punktów i przekroczyli próg 90 oczek przed upływem 36 minut gry.

Rezerwowi Bulls wcale nie zamierzali odpuszczać na początku czwartej kwarty. Do gry po raz pierwszy w spotkaniu dołączył Denzel Valentine, który zapewne musiał na łąwce odpokutować za ostatnie nieudane w jego wykonaniu mecze.

Pojawienie się już w piątej minucie kwarty Cannana i Lauvergne’a świadczyło o tym, że mamy już ‘garbage time’. W połowie ćwiartki przewaga gospodarzy wynosiła sporo ponad 30 oczek i raczej interesowaliśmy się wynikiem w Miami, niż drżeliśmy o rezultat. Tego już nie dało się przegrać, a rozochoceni ostatnimi szansami, by pokazać się w NBA w tym sezonie, rezerwowi Byków jeszcze zwiększyli przewagę do 47 punktów, wygrywając 122-75.

Plusy:

- Jerian Rajon Grant – 17 punktów, 11 asyst (rekord kariery). Zrekompensował brak Rondo w tym meczu w 110%.

- RoLo, Niko, Jimmy – ciągnęli wynik od samego początku i nie zawodzili. Ich dwójkowe akcje były ozdobą spotkania.

- Fajnie starali się rezerwowi i lubię jak mimo, że to czas na naukę dla nich to grali na poważne i podciągnęli jeszcze wynik.

- Dominacja Bulls na zbiórce. 54-37.

- Powrót do rotacji Felicio, który o lata świetlne wyprzedza umiejętnościami Lauvergne’a.

- Wygrana 47 punktami to trzecia najwyższa różnica wygranej w całej historii Bulls.

Minusy:

- Miał być Valentine, ale uratowały go dwie ładne trójki w garbage time.

- Po wręcz doskonałym meczu – grzechem byłoby się czegoś na siłę doszukiwać.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

FacebookTwitterRSS