Zaloguj

Zaloguj

bulls pelicans

Ile po przegranym meczu z Sixers widziałem 'proroczych' wpisów jakoby walka o play offs się skończyła. Dzisiaj widzę tyle samo wpisów, które dają Bykom już pewne miejsce w fazie pucharowej. Bulls mają tylko teoretycznie najłatwiejszą drogę spośród ekip walczących o miejsca 5-9. Wygrana z Pelicans na pewno jest dużym krokiem, ale najważniejsze by teraz Byki nie straciły formy i po prostu wygrały pięć ostatnich spotkań ze słabszymi od siebie drużynami.

Już pierwsza walka Lopeza przy zbijaniu piłki pokazała, że Chicago mimo meczu day-to-day nie odpuszczą. Robin Lopez jest od All Stars cichym bohaterem tej drużyny, a z w starciu Pelicans czekało go największe wyzwanie pod koszem, jakie w NBA może spotkać. Na tle Cousinsa i Davisa od początku wyróżniała się jego agresywna postawa, która udzieliła się reszcie ekipy i goście z Wietrznego miasta od razu budowali kilkupunktową przewagę. Bulls w tym starciu postawili na taktykę, by dać się wystrzelać podkoszowemu duetowi przeciwników, a do minimum ograniczyć wpływ na wynik ich kolegów. W pierwszej kwarcie to zagrało, bo choć DeCousins i ‘Mewa’ zdobywali punkty, często nawet spod samej obręczy, to nie mogli liczyć na żadnego z kolegów, a oddawane przez nich rzuty z dystansu, powodowały tylko straty posiadań dla ich teamu. Po 12 minutach pełnoprawny ZESPÓŁ z Chicago prowadził z najlepszym osamotnionym frontcourtem ligi 28-21.

Drugi unit wybiegł na parkiet niczym Byk na arenę żądny krwi trzymającego płachtę matadora. Run 7-0 był całkiem sympatycznym rozpoczęciem drugiej kwarty. Duet Valentine-Portis znów zapragnął przypomnieć mi, że nie omieszkałem widzieć kiedyś w nich przyszłość tej drużyny. W pierwsze 4 minuty ci panowie trzy razy przedziurawili siatkę w koszu rywali rzutami z dystansu. Pelicans odpowiedzi na rzuty młodych Bulls szukali w powrocie do gry swoim duetem liderów. Bobby jednak nawiązał do swoich najlepszych meczów i po obu stronach parkietu wnosił sporo jakości. Run 18-4 poprowadzony przez niesamowitego Butlera w końcówce pierwszej połowy dał Bykom olbrzymie (niebezpieczne jak dla nich) 16- punktowe prowadzenie po połowie meczu. Jimmy wyrównał rekord kariery i w pierwszej połowie zdobył 25 oczek (9/11 FG).

Niebezpiecznie od dwóch celnych trójek drugą połowę zaczęli miejscowi, ale w Bulls swoje show zrobił Nikola. Trafił trójkę, a potem w obronie, w dwóch kolejnych akcjach blokował przeciwników,

by jeszcze wymusić stratę Cousinsa.

To wszystko w pierwsze dwie minuty tej części. Przez większość kwarty Byki kontrolowali wynik i solidnie grali w ataku. Zabrakło jednak im trochę szczęścia w dalszych minutach i dość wyraźnie przegrali całą trzecią kwartę: 24-32, dawało im to jednak wciąż prowadzenie w meczu 87-79. Jimmy Butler miał na swoim koncie 34 punkty.

 

Rezerwowi Byków, którzy ropoczęli czwarte rozdanie na boisku, po raz kolejny w tym meczu wyglądali solidnie na tle rywali grających z jednym ze swoich liderów na boisku. Po trójce Valentine’a Chicago w czwartej minucie tej kwarty prowadziło znów 19 punktami. Pelicans odpowiedzieli runem 8-0. Bulls od siedmiu spotkań grają jednak nową jakość w rzutach dystansowych. Nawet Lauvergne przebywający długie minuty na parkiecie trafiał swoje próby z daleka.

Momentami Cousinsowi (niemożliwe) puszczały nerwy i zaliczył dwa głupie faule w ataku na rozgrywających Bulls. Nic dziwnego, kiedy dostawał szkołę koszykówki od Portisa, który rzucał mu sprzed twarzy, albo zawieszał go pump fake’ami niczym rookie. Natomiast gdzieś obok ciągle krążył Rondo, próbując jeszcze frustrację rywala powiększać. Na 3 minuty do końca meczu było 10 punktów przewagi dla przyjezdnych. 90 sekund później już tylko 6. Sędziowie nie gwizdnęli ewidentnego faulu Davisa na rzucającym z rogu Lauvergne i Pelicans mieli szansę podciągnąć wynik.

W akcji dwóch na jednego Zipser efektownym blokiem powstrzymał jednak ich zapędy

 

i kiedy Jimmy trafił kolejny niesamowity rzut – wygrana stała się faktem.

 

 

Plusy:

- Jimym Butler. To był jeden z tych jego meczów, kiedy grał na włączonym ‘Jordan mode’. W pierwszej połowie trafiał wszystko. W drugiej, kiedy było trzeba. Zdobył 39 punktów wcale nie forsując gry pod siebie.

- Rondo – w Chicago już nawet nie kryją sięz tym, ze Hoiberg tylko rotuje składem. To RR prowadzi decydujące narady i ustala taktykę. Bronią go wyniki, także niech dalej będzie grającym coachem.

- Lauvergne zdobył 15 punktów. To była mniej więcej ta ilość jakiej spodziewałem się w jego wykonaniu po zsumowanie wszystkich trafień jakie zdobędzie jako Byk. Okazuje się, że upór coach w trzymaniu go na parkiecie procentuje.

- Portis Show. Cousins wyglądał momentami w obronie jak zagubione dziecko, a z drugoroczniaka Bulls aż kipiała pewność siebie. 21 punktów, 10 zbiórek. 

 

 

- 3 bloki Niko. Nie rzucał dużo, ale w obronie pracował bardzo ambitnie. 

- Trójki

Minusy:

- Choćby Lauvergne rzucał po 20 punktów co noc, to zawsze z rozżaleniem będę patrzył na smutnego siedzącego gdzieś na końcu ławki Felicio.

Z niecierpliwością czekam na sędziego, który będzie miał jaja i wywali Cousinsa za pyskowanie już w pierwszej kwarcie meczu. Ten gość poza tym, że swoim zachowaniem daje potwierdzenie wielu rasistowskich stereotypom, to jeszcze całe spotkanie nie zamyka ust. Domaga się gwizdania fauli przy każdym kontakcie przeciwnika z nim – może i umiejętności ma wielkie, ale klasy za grosz. Poniżej kilka perełek w jego zachowaniu.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież