bulls nuggets

Bulls przerwali serię czterech kolejnych wygranych i w kompromitującym stylu ulegli młodej drużynie z Denver. Bez formy był Jimmy Butler i mimo rekordowej dyspozycji punktowej Rondo (19 oczek) i solidnej postawy Wade'a (również 19) mecz skończył się w okolicach połowy ostatniej kwarty. Jokic z trzecim triple double w karierze.

Dobrze spotkanie zaczął Portis, który w pierwsze dwie minuty dwa razy przechwycił piłkę, miał też celną trójkę z rogu. Cała drużyna spokojnie wchodziła w spotkanie i dobrą obroną rekompensowali przeciętną grę w ataku. M.in. problemy ze skończeniem alley oopów miał Butler. Mimo to już w połowie kwarty wszyscy starterzy zaliczyli trafienie. W ekipie gości europejski duet Galinarii/Jokić rzucał na początku bezbłędnie – 6/6 FG i trzymał ich ofensywę. Po 12 minutach miejscowi prowadzili 25-2, a najwięcej 6 oczek miał Lopez.

 

‘Skowyrnym’ (polecam film Czas Surferów) wsadem drugą kwartę rozpoczął Felicio. Ta część miała podobny przebieg do pierwszej, tylko teraz Bulls grali swoim ustawieniem „younger and more athletic” + Rondo. PG Byków przeszedł sam siebie, bo miał 10 punktów w 10 minut przebywania na parkiecie. Przebłyski (nierzutowe) miał Niko, który pierwsze ładnie ‘zczapował’ przeciwnika, a potem zapodał genialny extra pass do Felicio. Brazylijczyk był w tej części niesamowity. Kończył alley oopy, trafiał z faulem, zbierał znad głów rywali (4/4 FG). Chicago mieli już dwucyfrową przewagę, kiedy zszedł Rondo, a przeciwnicy trafiać zaczęli z dystansu i zniwelowali stratę, a nawet na chwilę przejęli prowadzenie w końcówce kwarty. To jednak Byki za sprawą swoich weteranów wrócili na odpowiednie tory i w połowie spotkania wynik brzmiał 59-56 dla gospodarzy.

Byki nieco odskoczyły na początku drugiej połowy. Nadal dobrze dysponowany rzutowo był Portis. Nuggets nadrobili straty – zaczynam dostrzegać geniusz Jokicia - i w połowie trzeciej kwarty znów rezultat był na styku. Niesamowity dzień rzutowy zaliczał Rondo, który opuszczony na półdystansie – trafiał, zaliczył serię kolejny 7 punktów dla swojej drużyny. To jednak w obliczu tragicznie słabej gry Butlera było za mało. Nuggets nie tylko dostawali gwizdki od sędziów za piękne oczy, ale też kontrolowali swoją deskę. Gra Bulls, w której na siłę szukali pozycji dla Butlera, okazała się nietrafiona i po 3 kwartach to Nuggets prowadzili 91-83. Rondo miał rekord sezonu – 19 oczek.

Jeszcze gorzej niż końcówka trzeciej zaczęła się czwarta kwarta. Payne kontynuował swój festiwal pudeł – 0/6 FG i 0/3 z dystansu, a Hoi posadził na ławce Wade’a i Butlera. Goście notowali run 21-4. Wszedł Wade i ekipy urządziły sobie konkurs trójek. W 4 minuty Galinarii sprzedał Chicago trzy celne rzuty z dystansu. Denver trafili 8/10 za trzy w 12 minut gry i skończyli mecz. Bulls po przespanej drugiej połowie przegrali mecz z prowadzonymi przez Jokicia Nuggets 107-125.

Plusy:

- Rondo. Jakby rzucał tak zawsze, jak tej nocy – byłby w top5 rozgrywających w lidze.

- Wade – nie wiem czemu nie grał od początku kluczowej 4Q, Grał dobrze, ale było już pozamiatane.

- Felicio – był niesamowity w drugiej kwarcie i solidny w tych kilku minutach, które łaskawie oddał mu Hoiberg.

- Portis – awans do pierwszej piątki służy mu. Kiedy gra na pełnym zaangażowaniu jest wartościowym zawodnikiem.

Minusy:

- Butler cały mecz zmagał się z problemami ze skutecznością. Nic mu nie chciał wpaść. Ciągnął drużynę w dół.

- Po prostu Nuggets mieli dzień rzutowy. W pewnym momencie trafiali wszystko, choć obrona Byków wcale nie funkcjonowała tak źle.

- Gwizdki. Nie dość, że momentami aptekarskie to jeszcze korzystne tylko dla jednej strony i bez krzty konsekwencji. Dno większe niż nieskuteczność Bulls w czwartej kwarcie.

- Lopez większość razy rzucał z odległości nie większej niż 2 metry od obręczy – nie przeszkadzało mu to masowo nie trafiać.

- Niko – TRZY– tyle wartych zapamiętania zagrań miał (moim zdaniem) w tym meczu.

 

BOXSCORE

WNIOSKI:

Bulls nie mogą jako pierwszej zagrywki w ataku mieć ustawionej izolacji na Butlera, co miało miejsce przez większość drugiej i trzeciej kwarty, kiedy JB był na boisku.

Lopez albo mniej rzuca, albo z bliska trafia. Felicio powinien grać więcej.

Payne jest cienki. Prawdopodobne zwolnienie MWC to będzie błąd. Portisowi należy się więcej minut kosztem Niko. Valentine również zasługuje na więcej okazji do gry.

Już wiem po co w drużynie jest Canaan - ktoś musi przybijać wszystkim piątki przy prezentacji pierwszej piątki. Benny ma pomocnika.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież