Zaloguj

Zaloguj

bulls raptors

Raptors nie lubią spotkań z Chicago, tym bardziej w Chicago. Dzięki dobrej postawie rezerwowych i powrocie Butlera nadal DeRozan i spółka nie będą mieć miłych wspomnień z pojedynków z Bulls. I chociaż znów z 23-punktowej przewagi zrobiła się pięciopunktowa, to wszystko skończyło się po myśli fanów Byków (przynajmniej tych, co nie chcą tankowania).

 

 

Mocno w spotkanie z Raptors wszedł Taj, który był autorem pierwszych 6 z 8 punktów dla Bulls. Jak wspominał na twiterze Marcin, Chicago z Butlerem od początku meczu grali lepszą jakościowo koszykówkę. Jakby tak solidnie grali w meczu z Timberwolves, jestem pewien, że by nie przegrali. Dobra obrona po obu stronach i ciężka przeprawa ze zdobywaniem punktów to najlepsza charakterystyka dla obrazu pierwszej kwarty. Większości, bo gospodarze koncertowo zagrali ostatnią minutę i wyszli dzięki nie na prowadzenie 24-18.

 

Po 4-0 na początku drugiej kwarty, Chicago dozbierali run 14-1 w cztery minuty gry. Portis znów grał z zaangażowaniem, a Felicio udzielał się w obronie i efektownie dobijał niecelne próby kolegów (wyrówanie rekordu kariery - 3 wsady w spotkaniu). Gra rezerwowych wyglądał dobrze po obu stronach parkietu – nawet Doug trafił jakąś trójkę. Nie spadła jakość, gdy zaczęli wchodzić starterzy a Jimmy, grając naprawdę swobodnie, notował w połowie kwarty trzeci przechwyt w meczu (17 razy w tym sezonie grał z trzema stealami na koncie). W pewnym momencie Chicago miało dwa razy więcej punktów w drugiej odsłonie niż ich przeciwnicy (26-13) i po runie 16-0 prowadzenili 50-31 – Rondo miał w tym czasie 10 punktów i 2/2 zza łuku. Do końca kwarty drużyny gralły punkt za punkt, Byki wykorzystując naprawdę dobrą dyspozycję rezerwowych, którzy w połowę meczu zdobyli 31 punktów,  prowadzili pewnie 58-39.

 

 

Druga połowa rozpoczęła się pod znakiem aptekarskich gwizdków w obie strony i przebudzeniu Lopeza, który w końcu trafił coś z gry. W międzyczasie goście niemal zrównali swoje starty z celnymi rzutami (mieli 17 strat i 18 trafień). Również Chicago zdarzyło się sporo prostych błędów, ale utrzymywali przewagę dzięki całkiem przyzwoitej formie strzeleckiej. W przedostatniej minucie tej części RoLo trafił raz jeszcze, po podaniu JB i dzięki temu Butler miał double double z 10 asystami (ósmy raz w swojej karierze zaliczył DD z asystami). Przez słabą końcówkę kwarty (zwłaszcza straty i błędy w obronie) Bulls stracili nieco przewagi i przed Q4 prowadzili 78-64.

 

 

Po tym, jak Raptors przedłużyli swój run do 15-6 na początku czwartej kwarty przewaga miejscowych spadła do 10 oczek. Niemoc przełamał celną trójką Valentine. Hoiberg próbował na początku ostatniej odsłony ustawienie z grą bez klasycznej czwórki, z osamotnionym Felicio pod koszem, ale na dzień dzisiejszczy ten eksperyment nie wyszedł. Nie przeszkadzało to temu przypadkowi co trenuje Bulls, na siłę trzymać się tego ustawienia do 9 minuty kwarty, gdy na boisko wrócił Gibson. Myślałem, że w tym meczu obejdzie się bez takich, ale sędziowie wybitnie pomagali w czwartej kwarcie gościom. Jakby chcieli się zrewanżować za wcześniejsze pomyłki na ich niekorzyść. Efekt run 8-1 Raptors i jedynie 5 punktów przewagi miejscowych na 150 sekund do końca. Bulls jednak udźwignęli końcówkę i dzięki celnie rzucanym wolnym wygrali to spotkanie.

 

Plusy:

- Dobra pierwsza połowa i świetna obrona w niej.

- MCW – duża dojrzałość i świetna obrona - cichy bohater.

- McDermott – przez takie spotkania twierdzę, że Doug nie jest jeszcze stracony dla Chicago.

- Ławka rezerwowych. Mimo przerzedzonego składu rezerwowi Byków zagrali jeden z najlepszych meczów sezonu.

- Super występ Rondo w pierwszej połowie. W drugiej dostał od trenera zaledwie parę minut.

- Byki nie przegrały z Raptors od 2013 roku. Seria podtrzymana.

- Felicio – to jest gość. Akcja „wygryzamy Lopeza ze składu” in progress.

 

Minusy:

- Kolejne roztrwonienie przewagi przez Bulls (było już tylko -5)

-  Ciągłe płakanie graczy z Raptors (Lowry i DeRozan). Szczytem hipokryzji była akcja w przedostatniej minucie meczu, kiedy DeRozan uderzył wręcz specjalnie z tyłu Butlera, po czym biegł w stronę sędziego kwestionując decyzję. Słabe to

- Aż 17 strat.

- Grant – po raz kolejny niewidoczny i nie wiele wnoszący.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież