bulls hornets
W tym roku kibice Chicago nie czekają na święta z wielkim optymizmem, ponieważ ostatnie mecze naszych ukochanych Bulls to pasmo porażek. Chartlotte to nigdy nie było dobre miejsce na odwrócenie niemocy, nie była takowym i tym razem.

Nie wiele rzeczy irytuje mnie bardziej, niż kiedy wyróżniającym się zawodnikiem w meczu przeciwko Chicago jest którykolwiek ze znienawidzonych przeze mnie braci Zellerów. Tak natomiast rozpoczęło się to spotkanie i miejscowi szybko osiągnęli kilkupunktowe prowadzenie. Niespodziewanie po stronie Chicago 5 z pierwszych 11 punktów zdobył Rondo (półdystans, trójka) i Chicago dość szybko te straty odrobili. Bulls rzucali punkty praktycznie całą szerokością grającego składu, podobnie ambitnie całym zespołem walczyli o zbiórki, gdzie na uwagę zasługuje spora pomoc graczy z pozycji obwodowych. To w efekcie przełożyło się na korzystny wynik po pierwszej kwarcie: 26-22.

 

Imponującą postawę po pierwszej kwarcie kontynuuował na początku drugiej Niko - w 3 minuty gry zdobył on 7 punktów. Zaczynam mieć wrażenie, że w końcu wraca do formy. Niestety później podobnie jak reszta drużyny zatracił skuteczność - dostał przy okazji trzy czapy. Po serii 15-0 Hornets to oni przejęli prowadzenie. Dzięki Bogu, że Bulls mają Butlera, bo nie zapowiadało się, żeby ktoś mógł tę niemoc chicagowską przerwać, dopóki on tego nie zrobił. Łącznie w tej kwarcie Szerszenie zrobili run 21-4 w 7 i pół minuty. Ta indolencja ofensywna Byków sprawiła, że w połowie meczu przegrywali wyraźnie 40-48. W zasadzie tylko izolacje dla Wade'a (8 punktów) i kilka akcji Butlera (8pt) to były elementy, na które warto było zwrócić uwagę.

 

Z animuszem rozpoczęli drugą połowę gracze Chicago i już w drugiej minuty zrobili run 9-0 i wyszli na prowadzenie. Trzecia kwarta to czas, gdy z reguły drugi bieg wrzuca Jimmy. Nie inaczej było i w pojedynku z Hornets. To JB21 brał na siebie ciężar zdobywania punktów, niestety nie mógł liczyć na wsparcie kolegów. W końcówce nieco wsparł go dopiero trójkami McDermott, ale Bykom brakowało dobrej postawy w obronie i zastawienia deski. Po 3 kwartach Hornets prowadzili z przyjezdnymi z Chicago 75-67, po tym, jak w sposób koszmarny rozegrali ostatnią akcję w 3 części.

 

A propos wracania do formy to Doug w tym spotkaniu pokazywał się naprawdę z dobrej strony i widać, że Bulls coraz częściej konstruują akcję, po których to on jest egzekutorem rzutów dystansowych. Jego trafienia na początku kwarty dały nam trochę nadziei na korzystne rozwiązanie. Brakowało jednak skuteczności i w zasadzie w okolicy połowy kwarty przy 12 punktowym prowadzeniu gospodarzy rozstrzygnięcie było przesądzone. Ekipę z 'Wietrznego miasta' stać było jeszcze na zejście do 6 punktów straty i przepychankę Robina Lopeza z Williamsem - nigdy nie widziałem takiego wybuchu złości u sympatycznego centra Byków. Przy okazji z boiska zostali wyrzuceni z boiska Taj Gibson i RoLo. Myślę, że po tym spotkaniu gospodarze w pierwszej kolejności powinni piątki przybić sobie z sędziami, którzy stanowili dla Hornets tej wigilijnej nocy lepszy support niż ich rezerwowi.

 

BOXSCORE

 

Plusy:

- Wracajacy do formy Doug, który sprawia (wspólnie z Niko), że chicagowska ławka cokolwiek wnosi do gry. 

- Praktycznie od początku sezonu pozytywne wrażenie robi Robin Lopez, szczególnie jego walka na ofensywnej desce zasługuje na uwagę. 

 - Niezawodny jak zawsze Jimmy Butler - 26 punktów, 4 zbiórki, 4 asysty - sam nie wygra nam wszystkich spotkań.

- Zbiórka wygrana - 52:48.

MInusy:

- Gospodarskie sędziowanie. Praktycznie każda sporna piłka była dla gospodarzy, a faule widziane były też tylko po jednej stronie parkietu.  Po prostu parodia nie sędziowanie - faule odgwizdane jako przewinienie Felicio w czwartej kwarcie to była już przesad i pomoc arbitrów dla gospodarzy celem utrzymania prowadzenia.

- Słaba skuteczność Bulls z gry i trochę lepsza niż ostatnio za trzy - 7/22 zza łuku.

- Zabrakło skuteczności w kluczowych momentach i zastawienia deski przy kilku ważnych akcjach Chicago.

 

Oceny zawodników:

Dwyane Wade   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.63 (4 Votes)
Jimmy Butler   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.25 (4 Votes)
Robin Lopez   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.25 (2 Votes)
Taj Gibson   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.67 (3 Votes)
Nikola Mirotic   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.83 (3 Votes)
Doug McDermott   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.33 (3 Votes)
Rajon Rondo   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.00 (3 Votes)
Cristiano Felicio   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 1.25 (2 Votes)
Jerian Grant   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.00 (2 Votes)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież