Zaloguj

Zaloguj

bullsheat

Chicago Bulls po raz drugi w sezonie poradzili sobie z Miami Heat. Tym razem w Wietrznym Mieście podpieczni Hoiberga byli górą 105:100, jednak znów był to wyrównany mecz z niemałymi emocjami w końcówce.

 

Pierwsza kwarta:

Tradycyjna dla początków spotkania gra kosz za kosz zakończyła pierwszą kwartę prowadzeniem Byków 29:27.

Świetnie w spotkanie wszedł Jimmy Butler, który po pierwszych dwunastu minutach miał na koncie 11 punktów trafiając 4 z 6 rzutów. Robin Lopez często nie radził sobie z najlepszym zbierającym ligi Hassanem Whiteside’em, który równie szybko zyskał identyczny wynik, co skrzydłowy Byków. Na sam koniec głęboką trójką popisał się Mirotic, która jednak była jedyną w całym meczu dla zespołu z Wietrznego Miasta: {vine}5xUBFZpxlWP{/vine}

Druga kwarta:

Na ławce Byków doszło do zmiany – Felicio zastąpił fatalnego ze Spurs Canaana i na starcie drugiej kwarty na parkiecie widzieliśmy McDermotta, Mirotica, Felicio, Wade’a oraz Valentine’a. Obecność Brazylijczyka, który w dziewięć minut uzbierał 6 punktów i 6 zbiórek w końcu odmieniła oblicze benchu Bulls. Wciąż najbardziej Bykom szkodził Whiteside, do którego przyłączył się Goran Dragic, kończąc drugą kwartę z jedenastoma punktami. W ostatnich minutach niefrasobliwość i chaos obu ekip ostatecznie wyrównały stan rywalizacji 55 do 55 (w kwarcie 28:26).

Trzecia kwarta:

Trzecia kwarta to show Dwyane’a Wade’a. Skończył z jedenastoma oczkami, ale najbardziej zaskoczył wszystkich swoim dziesiątym dunkiem w tym roku. Trzydziestopięciolatek pofrunął w United Center jak przed trzydziestoma laty Michael Jordan. Poniżej dwie powtórki akcji meczu, które można oglądać bez przerwy.

{vine}5xUnndQMnBA{/vine}

{vine}5xUnXjJa1mH{/vine}

Miami Heat zaczęli się coraz częściej gubić, co po drugiej stronie parkietu nadało wiatru w żagle Panu z obrazka wyżej. Tak właśnie Bulls przeprowadzili run 18:2, z czego 11 należało do Wade’a. Niestety, nieudane akcje indywidualne w końcówce lekko stopiły trzynastopunktową przewagę Byków. 75:83 (20:28).

Czwarta kwarta:

Podopieczni Erika Spoelstra mimo rozgrywania czwartego mecz w ciągu pięciu dni rzucali na skuteczności 56% i mocno przycisnęli Chicago Bulls. Cztery minuty przed końcem trójka Johnsona zbliżyła Heat na dystans tylko jednego punktu i zrobiło się nerwowo. Całe szczęście chwilę potem faulowany Jimmy Butler wykorzystał rzuty wolne i uspokoił na chwilę United Center. Na chwilę, bo przy stanie 98:101 faul w ataku popełnił Taj Gibson, goście nie trafili, w kolejnej akcji jednak Byki również i dopiero 13 sekund przed końcem meczu Heat ponownie mieli jeden punkt straty. Naturalnie od razu po kontakcie z piłką został faulowany Jimmy Butler, który wykorzystał dwa rzuty wolne. Następnie szansę na akcję trzypunktową i dogrywkę przepuścił Richardson, który nie złapał piłki, Bulls przejeli i kolejne rzuty Butlera zakończyły spotkanie. 105-103 (25:22)

 

PLUSY:

+ Nieobecny ostatnio Felicio dobrze wszedł mecz i mimo, że z biegiem czasu gasł, to skończył z sześcioma zbiórkami i był jasnym punktem łatwki.

+ Trzecia kwarta będąca we wcześniejszych meczach najsłabszym punktem w meczu, tym razem wyszła doskonale i Byki potrafili zdominować przeciwnika run'em 18:2.

+ Dwayne Wade i Jimmy Butler znów prowadzili Byków – 59 pkt., 10 zbiórek, 22/24 FT.

 

MINUSY:

- 1/8 zza łuku. W Chicago nie ma strzleca?

- Lepsza już wersja ławki, ale to dalej nie to. Ławka po raz trzynasty z rzędu przegrała mecz.

 

BOXSCORE

 

Dawid Jama

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież