Zaloguj

Zaloguj

bulls pistons

Mecze typu day-to-day to w tym sezonie bolączka Chicago Bulls. Próżno było szukać optymistów przed wyjazdowym meczem w Detroit, nawet wśród najbardziej zagorzałych kibiców drużyny z 'Wietrznego miasta'. Niestety w ostatecznym rozrachunku nie mogę nawet nikogo pocieszyć - czarny scenariusz się zdarzył.

Już niejako tradycyjnie Bulls zrezygnowali na początku spotkania z gry w obronie i niespecjalnie przeszkadzali Tłokom w zdobywaniu punktów. Drummond dostawał takie podanie pod kosz, że można mieć wrażenie, że właśnie trwa przedmeczowa rozgrzewka. Po drugiej stronie goście musieli za to wykazywać się nie lada kunsztem, by zdobywać swoje punkty. Diametralnie poprawiła się gra gości, gry parkiet opuścili Wade i motający się jak demoniczne stworzenie Gibson. Wóczase, gdy przewaga Detroit urosła powyżej 10 oczek, Byki zrobili run 7-0 prowadzeni przez Rondo (8 punktów 1 Q). Koncertowo za to zepsuli końcówkę, a rzucony przez Miroticia airball po czasie na koniec kwarty pięknie uwieńczył ich grę i rezultat 21-32 po 12 minutach gry.

{vine}5P0v35bTUYB{/vine}

Na początku drugiej kwarty Chicago wyglądali jeszcze gorzej, a wspierani przez gwiżdżących w jedną stronę sędziów miejscowi, budowali, dzięki 100% skuteczności, jeszcze większą przewagę. Trener Hoiberg reagował jeszcze bardziej chaotycznie od swoich zawodników. Rotował składem na zasadzie wyliczanki i co najmniej kilka ustawień mieliśmy okazję oglądać po raz pierwszy razem w tym sezonie na parkiecie. W tym szaleństwie całkiem ciekawym ustawieniem była gra na trzech wysokich, bez klasycznego rozgrywającego. Wówczas na boisku obok Wade'a i Butlera grali Mirotic, Gibson i Felicio. Brazylijczyk to najpozytywniejszy element tej części: bił się o zbiórki i naprawdę miał kilka hustle plays. Całą kwartę utrzymywał się obraz słabej gry i poziom sędziowania umożliwiający Detroit kontrolowanie przewagi. W całym tym szambie jednak można znaleźć pozytyw, bo w samej końcówce (bez Rondo na parkiecie) Byki zrobili run 10-0 i przegrywali w połowie pojedynku 44-51. 16 punktów miał Butler, a dziesięcioma oczkami wsparł go Wade.

{vine}5P00LKuZede{/vine}

Na drugą połowę Chicago przygotowało kontynuację dobrej gry, bo zaczęli ją od runu 6-0 (łącznie 16-0). Zanim w trzeciej minucie kwarty punktów nie zdobyli gospodarze. Do gry w końcu włączyli się podstawowi wysocy Byków, zwłaszcza Taj odnalazł swoją dyspozycję z obecnego sezonu i raz za razem punktował spod kosza (w połowie kwarty miał 11 punktów i 5/7 FG). W 7 minucie Bulls po raz pierwszy od początku spotkania wyszli na prowadzenie. Jimmy też jeszcze w trzeciej kwarcie przekroczył 20 punktów (15 mecz z rzędu z 20+ – pobity rekord Jordana!) – miał ich 24. Byki natomiast po kompromitującej pierwszej części odzyskali równowagę i prowadzili przed decydującymi 12 minutami: 72-71.

Mocno w defensywie obie ekipy zaczęły decydujące starcie, a wisienką obrony Bullsów, była blok z pomocy Felicio, którym potraktował Isha Smitha.

{vine}5P0x9P3YA3A{/vine}

Po obiecującym początku Chicago – stanęli w momencie, w którym na chwilę z boisko został zdjęty Butler. Rondo nie tylko nie miał asyst, ale jeszcze nie potrafił nawet celnie rzucić z linii rzutów wolnych. W 5 minucie ostatniej ćwiartki Pistons objęli prowadzenie 83-75. W obozie Bulls grał tylko Jimmy, reszta nic nie potrafiła trafić. Gospodarzom wpadało wszystko, prowadził ich Ish Smith. Przy 9 punktowej stracie na 3 minuty do końca, Bulls wdrożyli w życie taktykę z faulowaniem fatalnie rzucającego wolne Drummonda – (1/4 FT w tym czasie) i ten szybko został zdjęty przez trenera Van Gundy’ego. Może jakby Bykom wpadało to byłaby jakaś szans, ale nic z tego i Bulls przegrali trzeci mecz z rzędu.

Plusy:

Butler – chociaż zaczął słabo, to oglądając go, ma się wrażenie, że mógłby zdobywać punkty w każdej akcji – 32 punkty, 6 zbiórek, 4 asysty.

Dobra trzecia kwarta, która jednak byłą tylko promykiem w tym słabym meczu Bulls (wygrana 28-20).

Felicio – walczył i chociaż brakuje mu jeszcze sporo umiejętności, to swoim zaangażowaniem i sercem do gry – kupił mnie w tym spotkaniu.

Jakimś cudem udało się wygrać zbiórki 45-44. Ogólnie Chicago udało się mocno ograniczyć poczynania Andre Drummona.

Minusy:

Tradycyjnie – ławka rezerwowych. Coś tam szarpał Niko, walczył Christiano, męczył Cannan, ale tak jakby ich nie było.

Tradycyjnie – trójki – 2/15 – Niko lubował się w nietrafianiu nawet w obręcz.

Prawie tradycyjnie – Rondo – naliczyłem mu dwa przebłyski geniuszu i dobrą pierwszą kwartę, potem każdą jego próbę rzutową można liczyć jak straty.

Rzuty wolne – Byki są raczej solidni w tym elemencie. Tym razem mimo 100% (10/10) Butlera spudłowali aż 9 razy na 32 rzuty. Mam teorię, że przez to przegrali mecz, bo przy stanie 75-76 RR spudłował dwa rzuty – dając szansę Bulls na wyrównanie i potem poszło seria 8-0 dla rywali.

 

BOXSCORE

 

Oceny zawodników:

Jimmy Butler
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.56 (24 Votes)
Robin Lopez
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.06 (16 Votes)
Taj Gibson
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.41 (17 Votes)
Nikola Mirotic
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 0.96 (14 Votes)
Dwayne Wade
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.17 (21 Votes)
Isaiah Canaan
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.27 (13 Votes)
Cristiano Felicio
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.87 (15 Votes)
Jerian Grant
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 1.92 (13 Votes)
Rajon Rondo    1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.50 (17 Votes)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież