bulls nets

Nets to nie jest drużyna z najwyższej półki NBA. Są nawet stawiani jako kandydat do ostatniego miejsca w Konferencji Wschodniej. Żadna jednak z ekip nie poddaje się na starcie rozgrywek, stąd i drużyna z Brooklynu zaliczyła już sensacyjne zwycięstwo, gdy pokonała Pacers. Byki w poprzednich sezonach różnie radzili sobie w spotkaniach, gdzie byli faworytami, a poza tym to NBA, i nigdy nie można być pewnym łatwego meczu. Tym razem jednak się udało.

Bulls tak jak poprzednie dwa spotkania sezonu starcie w Brooklynie zaczęli bardzo mocno i błyskawicznie przemieszczali się między strefami ataku i obrony. Doskonałym kończącym okazywał się Taj Gibson, któremu do kosza wpadał każdy rzut, w tym szczęśliwy alley oop z Wadem. Po 5 minutach pierwsza piątka Byków prowadziła 18-9 i trener rywali skorzystał z nieprzysługującego mu timeoutu. Największym zagrożeniem ze strony gospodarzy był Brook Lopez, z którym nie radził sobie jego brat, ale Bulls próbowali zapobiegać temu przez podwajanie go. Taka taktyka zdała egzamin i w pierwszej kwarcie goście zaliczyli run 15-4 i dlatego też praktycznie przez całą kwartę utrzymywali przewagę na dwucyfrowym poziomie. Po 12 minutach gry Byki otarły się o kolejną 40 punktową kwartę i wygrywali 38-20.

Słabiej Bulls zaczęli drugą odsłonę, Szczególnie problemy ze skutecznością miał Doug McDermott, który pudłował mimo otwartych pozycji. Na domiar złego w akcji obronnej uszkodził kolano MCW i zwijając się z bólu leżał przez chwilę na parkiecie. Musiał opuścić boisko. Byki z czasem wróciły jednak do dobrej formy i tylko podwyższyli przewagę, która po jednej z trzech trójek Canaana (zwanego też teraz Canonem) wynosiła nawet 25 oczek. Rezerwowy PG Byków zakończył pierwszą połowę z 13 punktami i 100% skutecznością – (4/4 FG, w tym 3/3 FG). Bulls rozdali 17 asyst przy 25 trafieniach z gry i zdominowali Nets na ich parkiecie 65-41.

Zdecydowanie za dużo nonszalancji pojawiło się w grze Bulls na początku drugiej połowy co spowodowało, że kilka udanych akcji zaliczyli gospodarze. Zaczynali odzyskiwać przez to pewność siebie i chęć do gry. Nie na długo - Byki prowadzeni przez Butlera i jego wjazdy szybko wrócili do swojej gry, gdzie praktycznie byli nie do zatrzymania dla dziurawej defensywy przeciwników. W tej kwarcie Taj Gibson dozbierał double double, a Jimmy 20 punktów. Co prawda nie niszczyli zza łuku, ale zdarzyły się pojedyncze sukcesy i w tej materii - strzelający jak ruska katiusza Nikola czasami zaliczył też celne rzuty z daleka.

W czwartej kwarcie doszło do ciekawej sytuacji — kibice Nets zgromadzeni w hali (zapewne rozczarowani postawą swojej drużyny) zaczęli budzić się i reagować głośno, gdy Wade miał piłkę. Ten rozbudzał ich entuzjazm, popisując się zagraniami wprost ze streetballowych parkietów. Jednak przy ponad trzydziestopunktowej przewadze, Hoiberg zabrał kibicom rywali nawet tę rozrywkę. Z czasem okazję do pokazania się dostawali rezerwowi gracze. Pokazali oni przede wszystkim, że mimo gry o pietruszkę potrafią walczyć i na wyróżnienie w garbage time zasłużyli przede wszystkim Bobby Portis (w końcu) i Denzel Valentine.

Plusy:

- Raczej plusy zdominują moją pierwszą w tym sezonie relację, bowiem Byki przejechały się po Nets jak czołg po maluchu. Ogólnie duży plus za to, że chłopaki zagrali tak jak się powinno ze słabszymi, ograniczając szansę rywali na podjęcie walki do minimum, Nets od drugiej kwarty praktycznie nie zbliżyło się na mniej niż 20 punktów.

- Gibson - jest fenomenalny. Gra basket, jaki dotychczas zdarzał mu się tylko w najlepszych meczach. Wygrywa zbiórkę, kończy wszystko blisko obręczy, a jak mu się znudzi to staje na piątym metrze i ładuje jump shoty. 14 punktów (7/9 FG) i 11 zbiórek w 25 minut gry.

- Butler - lider, nie szarżuje, nie skupia na sobie gry, ale kiedy wymaga tego sytuacja bierze piłkę i robi swoje - 22 punkty i 6 zbiórek.

- Canaan (albo raczej Cannon) - rozstrzelał przeciwnika, nie grał źle w obronie - super backup na PG - 5/7 z gry i 15 oczek z ławki.

- Felicio - dla mnie niedoceniany, ale robił sporo roboty na desce i świetnie pomaga w obronie - widzę progres z meczu na mecz - 4 punkty, 7 zbiórek.

- Zbiórki to wizytówka nowych Bulls - 58 - to kosmiczne liczby.

- Nie ma co rozwodzić się nad tym, jak dobrze Byki zagrali jako drużyna ze słabymi Nets, ale ci sami Nets wygrali niedawno z Pacers, więc jeszcze bym ich nie skreślał. Byki mieli 50% z gry, 26 asyst i aż 9 bloków. Trafili 17 na 18 prób z linii rzutów wolnych.

MInusy:

- Mirotic i McDermott mocno falowali w tym spotkaniu, obaj zaliczyli po pudłach z pozycji bardziej niż otwarte.

- Kontuzja Michaela Cartera-Williamsa - pierwsze sygnały w zasadzie nie mówią, czy i jak poważna może być kontuzja lewego kolana tego gracza.

- Aż 19 strat, wiele wynikających z rozluźnienia i przeszarżowania, jeśli chodzi o próby dzielenia się piłką.

- To nie był jakiś wybitny mecz Rondo i Wade'a.

 

Oceny zawodników:

Dwyane Wade   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.96 (51 Votes)
Jimmy Butler   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.42 (52 Votes)
Rajon Rondo    1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.60 (47 Votes)
Robin Lopez   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.91 (41 Votes)
Taj Gibson   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.52 (57 Votes)
Nikola Mirotic   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.54 (38 Votes)
Michael Carter-Williams   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.64 (36 Votes)
Doug McDermott   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.91 (38 Votes)
Denzel Valentine   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.81 (39 Votes)
Bobby Portis    1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.63 (40 Votes)
Isaiah Canaan   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.33 (47 Votes)
Cristiano Felicio   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.64 (35 Votes)
Paul Zipser   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.59 (40 Votes)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież