Zaloguj

Zaloguj

bulls grizzlies

Ostatnie odliczanie sezonu zasadniczego 2015/2016 czas zacząć. Mecz z Memphis mógł być początkiem cudu i wspaniałej drogi Bulls do play-off. Nie tylko nie był, ale okazał pokazem bezsilności, braku wiary i niemocy, jaka towarzyszy Bykom przez niemal cały sezon. Matematyczne szanse w obliczu porażek Pistons i Pacers wciąż są. Konieczne jest jednak by Chicago, chociaż spróbowali powalczyć.

Nie śledzę na co dzień wydarzeń w Memphis, więc zdziwiło mnie, że w ich pierwszej piątce gra Chris Andersen. Myślę, że podobnie dla niektórych zaskoczeniem jest gra Portisa, a nie Miroticia w s5 Byków. Od początku obie ekipy grały na słabej skuteczności, a Rose i Butler mogli ‘pochwalić się’ spudłowaniem layupów. W połowie kwarty wynik brzmiał 8 do 7 dla gospodarzy z konferencji Zachodniej. Pierwsi rezerwowi (Brooks, Mirotic) pojawili się w 8 minucie gry. Pierwsza piątka Bulls rzucała bowiem bardzo przeciętnie, ale korzystała też na indolencji rzutowej gospodarzy. Do tego goście fatalnie zbierali i w np. w jednej akcji pozwoli Grizzlies na 4 zbiórki w ataku. Rzucający tylko z najbliższej odległości Randolph miał 10 punktów w pierwsze 12 minut. Chicagowscy Hiszpanie uzbierali po 6 (2 trójki Niko). Bulls przegrywali po pierwszej kwarcie 21-23.

Fatalnie goście rozpoczęli drugą kwartę pozwalając przeciwnikom na 5-0 run. Moim zdaniem zbyt wielkim optymizmem wykazywał się Hoiberg, który ustawił na boisku jako dwóch najlepszych obrońców swoich rookie (Holiday, Felicio). Szybko wrócił za ‘sabotażystę’ Brooksa Rose i Chicago w końcu coś trafili. Sam Derrick dwa razy efektownie skończył spod obręczy. Nie da się ukryć, że spotkaniu towarzyszyło gospodarskie sędziowanie. Wyrywanie piłki z rąk graczy Byków czy popychanie przy zbiórce pod koszem wkrótce stało się czymś normalnym w spotkaniu i w zasadzie nikt nie zwracał na to uwagi. Bykom udało sięw tej częście stracie 5 razy piłkę w 6 minut. Obrona zaginęła i zawodnicy Memphis trafiali seryjnie, wychodząc na dwucyfrową przewagę. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem 54-44 gospodarzy. 18 punktów i 8 zbiórek miał Zach Randolph. Wśród Bulls 11 oczek i 4 zbiórki notował Gasol – jedyny widoczny gracz s5 Byków w tym spotkaniu.

Chociaż Chicago mają za sobą rozegranych ponad 70 spotkań i niektórzy gracze grają ze sobą naprawdę długo, to nie dostrzegałem tego na parkiecie. Ogólnie wrażenie marazmu i zniechęcenia wręcz bije od zawodników Bulls. Światełkiem w tej mgle jest m.in. Portis, do którego należał początek drugiej połowy. Był wszędzie: zbierał, rzucał i walczył. Czasem coś trafił też Rose (4/11 FG), ale gospodarze bardzo dobrze rzucali z półdystansu – Barnes miał 14 oczek w piątej minucie tej części, a Randolph do arsenału zagrań w bezpośredniej bliskości kosza dokładał celne rzuty z 4-5 metra. Przewaga Memphis przez większość czasu wahała się na poziomie kilkunastu punktów, dochodząc nawet do 20. Miejscowi zaliczyli nawet run 14-4. Dzięki akcji 3+1 rookie Holidaya Bulls udało się nie przegrywać ponad 20 punktami przed ostatnią częścią. Wynik 65-83 nie wyglądał jednak wiele lepiej.

Na początku czwartej kwarty Bulls zaliczyli swóją 14 stratę i nawet świetna dyspozycja rzutowa zza łuku Miorticia – 4/6 – nie miała szans pomóc wygrać tego pojedynku. Z ciekawszych wydarzeń tej kwarty – to widzieliśmy niesamowity blok z pomocy Holidaya. Na parkiecie pojawili się jeszcze Rose i Butler, ale od początku nic nie wskazywałoby Bulls, chociaż podjęli próbę odrabiania strat. Kolejne doświadczenia zbierał za to Felicio, który wyrasta na jeden z największych progresów w Bulls w tym sezonie. W połowie kwarty Byki niemal dwukrotnie (run 10-0) zredukowali swoją stratę, wbrew temu co mnie sięwydawało. Tutaj jednak wtrącili się sędziowie – walkę o zbiórkę Felicio zakwalifikowali jako faul w ataku i dali wolne dla rywali. To nakręciło gospodarzy – odskoczyli na 15 oczek i praktycznie na 4 minuty do końca gry było po spotkaniu. Chicago, nie wiedzieć czemu, do końca grali starterami, ale na niewiele się to zdało. Byki dociągnęli do 20 strat i przegrali wyraźnie 92-108.

 

Plusy:

- Gasol – 17punktów (7/13 FG), 10 zbiórek, 4 bloki.

- Mirotic – w końcówce sezonu to on jest MVP Bulls – 20 punktów (6/9 za trzy) i 8 zbiórek.

- Po raz kolejny podobała mi się gra Felicio i Holidaya.

- Miał dobre momenty Bobby Portis – 12 punktów, 7 zbiórek.

- Niezłe trójki – 11 trafionych na 29 prób.

Minusy:

-Zbyt często widziałem coś takiego, że jeden z liderów (Rose, Butler, Gasol) dostają piłkę, a reszta zespołu z zaciekawieniem jedynie obserwuje co zrobi.

- Dunleavy – jedynie faulował w tym meczu i dlatego można było zauważyć, że w ogóle gra. Mam nadzieję, że to jego ostatni sezon w Wietrznym mieście – statystów nie potrzeba.

- Chyba już nawet Butlerowi się nie chce – 2/8 FG, 2 straty i brak zaangażowania.

- 20 strat – w tym momencie sezonu to wygląda jakby robili je specjalnie.

- Nie widziałem, żeby Chicago chcieli wygrać to spotkanie.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież