2634909 orig

Serdecznie zapraszam na 3 część naszego podsumowania. To ostatnia tak ogólna kategoria, dziś Ja, Marek i Dawid puszczamy plusy i minusy skończonego dla nas sezonu. W kolejnych tekstach będzie trochę więcej analiz i filmów. Kto się zgadza, kto by Coś dodał?

Marcin

PLUSY:

Jimmy Butler – Jimmy przez 90% sezonu grał jak All-Star, brał odpowiedzialność jak lider, ciągnął niejednokrotnie zespół w czwartych kwartach w pojedynkę. Cyfry i najlepsze w karierze wyniki w punktach, zbiórkach, asystach, celnych osobistych itd. To idealne zwieńczenie tego świetnego pod kątem indywidualnym sezonu.

Rajon Rondo – patrząc chronologicznie od początku sezonu to Rondo przeszedł kolejno następującą drogę -> szczyt, dno, szczyt, dno, szczyt by na samym końcu wypaść z najważniejszych spotkań playoffów. Rondo ma swój charakter, nie uniknął kontrowersji, jednak swoją postawą na parkiecie i poza okazał się autorytetem dla części drużyny i mógł okazać się x-factorem serii z Bostonem.

Robin Lopez – zdrowy, silny, z przyzwoitym rzutem. Od 3 lat nie mieliśmy tak mocnego filaru na pozycji Centra.

Paul Zipser – Od anonimowego Niemca w Listopadzie do Zipsanity w Kwietniu. Pojedyńcze występy jeszcze o niczym nie świadczą, ale nie raz, nie dwa i nie trzy w tym roku głośno mówiliśmy, że to dobra decyzja rozwijać i stawiać na niego niż na Douga NoBucketsa.

Playoffy – musimy nauczyć się cieszyć z małych rzeczy, a awans do fazy playoffs po tak bezpłciowym sezonie to jest sukces. Bulls mieli swoje problemy, czuli oddech Heat w końcówce i nie zapomnijmy, że za plecami Chicago w tabeli Wschodu zostały drużyny z Charlotte i Detroit.

MINUSY:

Dwyane Wade – miał piękne chwile, miał spotkania gdzie przejął widowisko, szczególnie w początkowej fazie sezonu był magnesem teamu. Okres po ASW był niestety po prostu przeciętny, plotki o odpuszczaniu treningów, fatalna praca w defensywie na parkiecie. Wade sprawiał wrażenie jakby z każdym kolejnym spotkaniem miał po prostu dość tego sezonu. Dwyane to postać którą uwielbiam i szanuje, jednak nie za samą sympatię i walory artystyczne czyt. Zdjęcia na Instagramie nikt nam nie da sukcesów sportowych.

Denzel Valentine, Bobby Portis – to nie jest wina Denzela i Bobby’ego, że ich nazwiska znajdują się w minusach. Statystycznie zrobili za mało żebym cieszył się i wylewał gratulacje za każdy pojedynczy dobry występ. Problemem Chicago była w tym roku nieregularność, niesystematyczność i przełożyło się to zarówno na grę, jakość, jak i dzielenie minutami poszczególnych graczy. Dziwaczny sposób rotacji sprawił, że czy to Denzel, czy Bobby czy dalej patrząc Grant, MCW dobre występy w NBA przeplatali zesłaniem do D-League. Ostatnie 2 miesiące były w wykonaniu powyższego duetu bardzo optymistyczne i głęboko wierzę, że kolejny sezon to dla obu graczy będzie pod kątem sportowym przełom i nagły wzrost roli w drużynie i statystyk.

Nikola Mirotic – patrząc na jego już 3 lata za oceanem -> Niko to nie jest gracz na NBA.

Jerian Grant, MCW, Isaiah Canaan – temu trio można zarzucić wszystko i nic. Przyzwoite występy mieszały się z tragicznymi. Oznaki resztek potencjału gdzieś po drodze zostały przykryte sufitem możliwości.

Lauvergne, Payne, Morrow – z tej trójki na delikatny, mały plus zasłużył jedynie Morrow, który kiedy już dostał parę minut wyglądał jak całkiem przyjemny weteran. Rozumiem idee czemu zostali oddani Gibson i McDermott, nie rozumiem i nie zrozumiem koncepcji czemu akurat za taki nijaki pakiet.

Komunikacja – Nudne byłoby narzekanie 300 razy w czasie 200 dni na trenera. Najwiekszy zarzut do coacha na przestrzeni całego roku to brak odpowiedniej komunikacji i dialogu z drużyną.

Nie do przyjęcia są i będą dla mnie sytuacje kiedy w wywiadach pojawiają się cytaty typu „ nie wiem czemu zostałem odesłany do Windy City, nie rozmawialiśmy o tym, nie wiem czy zagram „

Marek

Plusy:

- Historia Rondo i podróż po spadku ze szczytu na sam koniec ławki, po to, by powrócić na niego, osiągając jeszcze wyższy poziom. Chyba każdy, kto oglądał serię z Bostonem, wskaże jako jedną z głównych przyczyn załamania gry Bulls właśnie kontuzję RR.

- Rozwój młodych. Mimo wszystko Valentine, Portis czy Felicio mieli kilka okazji, by pokazać się w tym sezonie z dobrej strony i dać nadzieję, że mogą wejść na wyższy poziom w przyszłości.

- Zipser. Jeszcze daleki jestem od pisania bałwochwalczych hymnów na jego cześć, ale jego wejście do pierwszej piątki i kilka naprawdę porządnych występów każą mi wierzyć, że ma potencjał na naprawdę solidnego gracza. Moim zdaniem z nowych graczy Chicago pokazał największym potencjał defensywny.

- Może do tego jeszcze nie dojdzie, ale myślę, że po tym sezonie jesteśmy krok bliżej od zwolnienia bezpłciowego menadżera, jakim jest Gar Forman.

- Robin Lopez – grał równo i naprawdę zaskoczył (sądzę, że nie tylko mnie) swoją równą postawą i tym jak dobrze wyglądał na tle nawet najlepszych graczy podkoszowych w lidze. Do tego półdystans miał nie gorszy niż Pau Gasol.

- Awans do play-offs. Mówcie sobie co chcecie – te emocje i radość z dwóch pierwszych spotkań w Bostonie sprawiła, że te przez kilka dni naprawdę miałem lepszy humor i więcej optymizmu. Choćby dlatego warto było walczyć do końca o miejsce numer 8.

- Jak na ostatnie lata to udało się Bykom przejść większość sezonu bez poważniejszych urazy ważnych graczy. Niestety o jedną kontuzję za dużo.

Minusy:

- Wymiana z OKC. Payne – no proszę – może powinien wesprzeć skład Luvabulls. Bagietka francuzka – nie ma to warunków fizycznych, atletyzmu, umiejętności, psychiki, potencjału ani talentu, by grać na poziomie NBA. Starał się jak mógł, ale jak dla mnie to gracz stricte europejski i tam powinien kontynuować karierę. Paradoksalnie najwięcej wnosił Morrow, tego jednak nie zauważył Hoiberg.

- Niko czemu mi to robisz? Uwielbiam Miroticia i od początku jego pobytu w Chicago ściskam mocniej kciuki, kiedy wbiega na boisko. Wtedy nadchodzi moment, gdy naprawdę nie jestem w stanie ogarnąć jego zachowania na boisku. Te beznadziejnie oddawane rzuty, niepotrzebne podniecanie się i próby z 9 metrów, utrata koncentracji przy ustawieniach w obronie – zawiódł na całej linii i nie wiem, czy podoba mi się fakt, że management zdecydował wciąż w niego inwestować. Chyba że mają namiary na dobrego psychologa, bo cały czas uważam, że tylko chaos, który czasami podczas meczu ma w głowie sprawia, że nie jest zawodnikiem, na jakiego liczymy.

- Wade – nie tylko nie okazał się zbawcą swojego rodzinnego miasta, ale i grał trochę lekceważąco w obronie. Mimo że miał momenty, to nie jest wart pieniędzy, jakie inkasuje i z powodu słabego ruchu GM-a musimy liczyć, że jacyś frajerzy zaoferują mu lepszą ofertę.

- Hoiberg – temu poświęcimy osobny artykuł…

Dawid

PLUSY:

+ CEL MINIMUM. Jakby nie było Bulls – ledwo, bo ledwo – ale weszli do playoffs.

+ BUTLER. Nad nim już się wystarczająco rozpłynąłem w artykule sprzed dwóch dni. Po prostu - Butler.

+ MIŁE NIESPODZIANKI (NIERÓWNA GRA). Byki stały się jedynym zespołem w NBA, który miał więcej wygranych z drużynami z topu, niż z tymi z dolnej części tabeli. Zwycięstwa z takimi gigantami jak Golden State Warriors, San Antonio Spurs, Los Angeles Clippers, Toronto Raptors, czterokrotnie Cleveland Cavliers no i dwa małe „niespodziewajki” w playoffs cieszyły mordkę. Ale…  

MINUSY:

- PSIKUSY (NIERÓWNA GRA). …Była też druga strona medalu. To o czym wyżej pisałem działa również w drugą stronę i staje się jednocześnie minusem. Oprócz niespodzianek były fatalne blamaże z najsłabszymi ekipami ligi. Wśród pogromców podopiecznych Hoiberga znalazły się takie tuzy jak Knicks, Mavericks, Lakers, Suns, czy Nets. Aż się odechciewało patrzeć na taką grę. Ot, taka dziwna przypadłość.

- POMYŁKI TRANSFEROWE. Tak, McDermott być może był bezużyteczny i jego oddanie pozwoliło wybić się Valentinowi i Zipserowi, ale wymiana Taja Gibsona – istnego potwora pod koszem to jakieś… nieporozumienie. W zamian z Oklahomy dostaliśmy Tancerza, Jakiegoś Francuza i Gościa, Który Odważył Się Wziąć Koszulkę z Nr 1 (ale tylko na jeden dzień).. A tak na serio, żeby nie było, że nie pamiętam ich nazwisk. Na Camerona Payne’a szkoda strzępić klawiatury – gość nie radził sobie w D-Leauge. Anthony Morrow jako czwarta opcja na pozycji rozgrywającego był używany zazwyczaj w czwartej kwarcie, kiedy Byki miały za wielką stratę, godziły się z porażką i po prostu oszczędzano zawodników bardziej kluczowych. Jedynie Joffrey Lauvergne jako trzeci środkowy Byków miał jakiś większy wpływ, choć wciąż bardzo promilowy. Również jak koledzy grał resztki, ale przynajmniej był w rotacji, spędził 240 minut na parkiecie, trafił 6 trójek, 16 razy zebrał i coś tam w playoffs pokazał. Przywoływanie dla porównania statystyk Taja Gibsona nie ma sensu. On robił więcej w jednym meczu niż cała trójka w trzy miesiące. I tak - wiem, że Taj latem mógły odejść za darmo, ale w końcu nie dowiemy się czy by tak się stało. Z resztą - za darmo, czy z tę trójkę… Co za różnica? Niestety kolejny rok utwierdził mnie w przekonaniu, że Gar Forman jest managerem pokroju tego, który rządzi w Sacramento Kings…

- NIERÓWNA ŁAWKA. Młodzi, których z osobna podsumowaliśmy wczoraj byli bardzo nierówni. Pamiętam moment, w którym przez kilkanaście meczów podawano statystyki mówiące o tym, że drugi garnitur Byków jest najsłabszy w całej lidze (najmniej rzucanych punktów, najwięcej traconych, asysty, rzuty za 3 – wszystko). Potem ta tendencja się nieco zmieniła, ale i tak ławka nie została jakąś mocną stroną Chicago Bulls.

- AFERA I WSTYD. Dobrze pamiętamy „instagramową wojnę”. Jednak wygląda na to, że szybko wszystko się uspokoiło i podobno już nie ma żadnych nieporozumień.

- FRED HOIBERG I JEGO 22 RÓŻNE WYJŚCIOWE PIĄTKI. Nasz coach mieszał jak tylko się dało. Potrafił wykluczyć Rondo z rotacji, potem w wyjściowej piątce mieszać pomiędzy Carter-Williamsem a Jerianem Granem; znów posadzić Rondo na ławce i wreszcie przywrócić go do dawnej pozycji. Efekt był taki, że żaden z rozgrywających nie mógł złapać regularność i formę. A id bierności i nic nie robienia podczas meczów aż się włos na głowie jeży. Nieważne, to tylko drobnostki. Na temat pracy Hoiberga poświęcimy oddzielny artykuł, tymczasem zapowiadająco tylko wkleję „tytuły” kolejnych „minusów”:

- FRED HOIBERG I JEGO ROTACJA

- FRED HOIBERG I JEGO AUTORYTET WŚRÓD ZAWODNIKÓW

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież