18279999 456024024733090 1522603793 n

Po ocenie BIG3, czas na przyszłość (?) organizacji i ligi. Młodzi, niedoświadczeni gracze nie mieli łatwo u Thibsa, przyjście Freda Hoiberga miało to zmienić. Nic bardziej mylnego, bardzo skomplikowany system rotacji poszczególnymi graczami, czasem niemal losowy dobór meczowej 12-stki spowodowały, że zarówno dla zawodników grających 2-gi sezon, jak i debiutantów ostatnie pół roku pełne było wzlotów i upadków.

Cristiano Felicio – 66 spotkań, 0 w S5, 4,8 Punktów, 4,7 Zbiórek, 57,7% z gry

Bobby Portis – 64 spotkania, 13 w S5, 6,8 Punktów, 4,6 Zbiórek, 48,8% z gry, 33,3% z obwodu

Jerian Grant – 63 spotkania, 28 w S5, 5,9 Punktów, 1,9 Asyst, 36,6% z obwodu

Denzel Valentine – 57 spotkań, 0 w S5, 5,1 Punktów, 2,6 Zbiórek

Paul Zipser – 44 spotkania, 18 w S5, 5,5 Punktów, 2,8 Zbiórek, 33,3% z obwodu

Marcin:

Mam duży problem z oceną młodych zawodników przede wszystkim przez brak logiki i konsekwencji w dawaniu szans poszczególnym graczom. Mając w głowie niedawne playoffy nasuwają się plusy duetowi Zipser/Portis, mając w głowie drugą część sezonu na pochwałę zasługuje Denzel, biorąc pod uwagę całokształt można wyróżnić jak swoje szanse wykorzystywał Felicio, a koniec końców, mimo, że był chyba najrówniejszy z tej piątki, Jerian Grant wypada w moim zestawieniu jak bezzębna wersja Kirka Hinricha dla ubogich.

Patrząc na zaawansowane statystyki, Offensive i Defensive rating to świetnie wypada Felicio, przyzwoicie Bobby, solidnie Grant, beznadziejnie Denzel i Zipser. Porównując osiągnięcia w przeliczeniu na 100 posiadań najefektywniejszy jest Bobby, a tuż za nim kolejno Felicio, Grant, Valentine i Zipser.

Ostatnie 2 sezony, a może doświadczenia zawodowe nauczyły mnie patrzenia długofalowo na pewne rzeczy i tak moje oceny podyktowane są nie tylko cyframi za minione rozgrywki, ale i potencjalną przydatnością w Chicago, czy lidze przez najbliższe lata. Oceniać będę rosnąco.

Jerian Grant – 3

24-letni już zawodnik, który na parkiecie niestety niczym się nie wyróżnia i w niczym nie stanowi przewagi. Czasem solidny, sporadycznie punktujący, z przeglądem pola nie lepszym niż Moore, Dinwiddie czy inni rozgrywający, których Chicago niedawno żegnało. Nie widzę go w Chicago, nie widzę go w NBA. Ma jeszcze rok ważny kontrakt, mam nadzieję, że ten 1,7mln.$ to będzie trzecia opcja na rozegraniu

Cristiano Felicio – 3+

Uwielbiam tego zwierzaka. Pozytywny człowiek, którego historia ma na dziś dzień happy-end podobny do historii życia Jimmy’ego Butlera. Robi postępy, rozwija się to nie podlega dyskusji. Niestety jego 206/209cm. nie pozwoli mu stać się czołowym rim protectorem, a sufit warsztatu technicznego i możliwości rozwoju nie pozwolą stać się istotnym graczem na pozycjach 4/5.

Felicio to dla mnie taki odpowiednik Nerlensa Noela, niestety bez rzutu to jest i będzie gracz nijaki, w obecnej NBA po prostu nijaki.

Paul Zipser – 4

„Zipsanity”!!! Niespodzianka i to jaka z każdym kolejnym miesiącem sezonu. Przyzwoite warunki fizyczne, nieustępliwość w defensywie, rok temu o tej porze grał w Pucharze Niemiec, w niespełna 12 miesięcy awansował z krajowego podwórka do fazy playoff w NBA, gdzie przyczynił się nawet do wygranej z najlepszą drużyną Wschodu. Ciesze się, że kosztem Douga McDermotta ktoś wpadł w Chicago na pomysł rozwoju tego gracza. Mocna psychika, jeszcze głupie nawyki, ale jestem pewny, że to postać, która ma wszystko by być ważnym elementem rotacji.

Denzel Valentine – 4+

Pierwszej połowy sezonu w ogóle nie liczę, dla mnie istotne jest to, co Denzel pokazywał kilkukrotnie w drugiej części sezonu. Valentine ma flow, czuje się dobrze robiąc na parkiecie show, jest seryjnym shooterem, ma wszystko to, czego chcesz od nowoczesnego gracza na pozycjach 1-2. Niech pracuje nad defensywą, troszczy się o kolana i dopieszcza nadgarstek, dla mnie to jest mega steal tego draftu i gracz, który w przyszłym sezonie będzie robił różnicę

Bobby Portis – 4++

Gracz, który rywalizację ma we krwi. Drugie spotkanie z Bostonem, to w moim odczuciu mecz na który Bobby czekał od urodzenia. Podobnie jak w przypadku Denzela trudno wymagać żeby tak młodzi gracze nie popełniali na parkiecie błędów skoro w jednym meczu grają +20 minut, by w następnym nie powąchać parkietu przez choćby minutę. Patrząc na dyspozycje Nikoli Miroticia na dziś dzień i ewentualny brak wzmocnienia na pozycj PF na przyszły sezon, już dziś powiedziałbym Portisowi, że jest starterem na sezon 2017-18 – niech walczy i pokaże w ostatnim roku rookiee kontraktu na co go tak naprawdę stać. Od Marca Bobby grał świetnie, a procent z gry i obwodu na poziome odpowiednio +40% i +50% to były liczby w TOP5 wysokich graczy.

Marek:

Postanowiłem zrobić to na zasadzie porównania ich statystyk i osiągnięć w tym sezonie.

minuty występy MPG PPG RPG
Valentine 976 57 17,12 5,1 2,6
Grant 1028 63 16,32 5,9 1,8
Zipser 843 44 19,16 5,5 2,8
Portis 1000 64 15,63 6,8 4,6
Felicio 1040 66 15,76 4,8 4,7

Zacząłem od przytaczania średnich meczowych, ale te pokazuję nie tylko strasznie małe wartości (w przypadku graczy grających po 15 minut), ale i nie są obiektywne, dlatego zestawienie oparłem na statystykach w przeliczeniu na 36 minut spotkania.

PER36 PPG TRB AST STL % 3PT%
Valentine 10,7 5,6 2,3 1,1 35,4% 35,1%
Grant 13,0 3,9 4,2 1,6 42,5% 36,6%
Zipser 10,2 5,3 1,5 0,6 39,8% 33,3%
Portis 15,7 10,6 1,3 0,6 48,8% 33,3%
Felicio 10,9 10,8 1,4 0,9 57,7% 0,0%

Ogólnie – jestem zadowolony z występów naszych młodych zawodników, chociaż mam obiekcje czy 24-letni Grant to wciąż taki prospekt (Niko, MCW czy Isaiah mają po 25 lat) i nie do końca widziałbym go w tej grupie. Każdy z nich miał lepsze i słabsze momenty. Każdy wylatywał z rotacji i zdarzały się mu momenty, gdy był jej ważnym ogniwem. Najlepszym określeniem na formę całej grupy jest słowo – sinusoida.

Tak przedstawiają się dla przykładu (najlepszego moim zdaniem z tej grupy) zdobycze punktowe Portisa w kolejnych meczach sezonu.

Mój ranking:

5. Jerian Grant

Najstarszy z tej grupy miał najwięcej okazji, by pokazać pełnię swoich możliwości. Odgrywał rolę pseudo startera przez gros spotkań i raczej zawdzięczał ją temu, że nie należy do rozgrywających, którzy lubią trzymać piłkę. Ma jakiś repertuar zagrań, całkiem solidny rzut. Jednak jest słabym obrońcą, kompletnie pozbawionym boiskowej charyzmy i waleczności. Nienawidzę takich typów zawodników, stąd też taka moja surowa ocena. Play-offy obnażyły jego największy problem – słabą psychikę. Momentami bał się nawet kozłować i potrafił się zgubić przy najmniejszym pressingu. 11% za trzy, kiedy miał zastąpić Rajona, chyba nikogo nie przekonują. Moim zdaniem Grant powinien szukać sobie nowego miejsca, bo umiejętność przeprowadzania piłki przez połowę i rzucania z wolnych pozycji to za mało, by grać w pierwszej piątce drużyny z takimi ambicjami, jakie mają w Chicago.

4.Paul Zipser

Zipsanity pojawiało się w pojedynczych spotkaniach i przede wszystkim w meczu numer 2 fazy play-offs. Pamiętajmy jednak, że w pierwotnym założeniu, wybrany z numerem 48, zawodnik miał w ogóle nie powąchać parkietu. Skończyło się natomiast na 44 rozegranych spotkaniach i 18 wyjściach w pierwszej piątce. Z dwójki rookie to on zyskał większe uznanie trenera i wystąpił w 20 z 21 końcowych spotkań RS. Zagrał też po najmniej 13 minut w meczach PO. Swoją lepszą postawę w końcówce uwieńczył meczem z 21 oczkami (5/7 za trzy) przeciwko Nets. Zipser ma mocną psychikę, dobre warunki fizyczne (203 cm, 97 kg) i papiery na solidnego all-around playera. Niestety przy okazji popełniał koszmarne błędy, głupie straty czy źle ustawiał się w obronie. Niemniej jednak zrobił progres i patrząc, że gra praktycznie za jedzenie to rezygnacja w tym momencie z jego usług byłaby co najmniej ruchem nierozsądnym. Zobaczymy jak przepracuje off-season i jak bardzo może się poprawić – nie chce wyrokować, ale przy dobrym rozwoju to może być dobra alternatywa dla Niko, jeśli ten nie uda się w końcu na szczerą rozmowę z psychologiem.

3.Cristiano Felicio

Mój ulubieniec w tej bandzie. Każda minuta spędzona przez niego na parkiecie to okazja dla mnie, by analizować jego silne strony i słabości. Zastąpił nam Gibsona w specjalizowanie się w dunkach. Był świetnym kończącym spod obręczy (65,5%), a co ciekawe im mecz był bardziej wyrównany, tym lepiej znosił presję. Trafiał 64% rzutów, kiedy różnica między drużynami była mniejsza niż 5 punktów. Trzy razy w tym sezonie zrobił double double, miał offensive rating na poziomie 126 punktów na 100 posiadań (jeden z najwyższych w ekipie). Miał lepszy procent zbieranych piłek (12.8%) na atakowanej tablicy nawet od Lopeza i najwyższy procent łącznie - 16.1% zbiórek padało jego łupem, gdy grał. Wciąż nie zapominajmy, że w koszykówkę na najwyższym poziomie bawi się dopiero od 2014 roku. Jego progres jest jednak bezsprzeczny. I chociaż nadal musi pracować nad pracą nóg w obronie, wymuszaniem fauli rywali, unikani własnych, rzutem z półdystansu i masą innych rzeczy to jako zmiennik z ławki musi być doceniony przez zarząd Bulls.

2.Denzel Valentine

Z nim wiąże spore nadzieje na przyszłość Bulls. Ściągnięty w drafcie miał być nowym uzupełnieniem i graczem kompletnym, który poradzi sobie na każdej pozycji od 1 do 3. Denzel miał w tym sezonie przebłyski, miewał też słabsze momenty. Zyskał fanów i na pewno pokazał, że drzemie w nim spory potencjał. Jestem ostrożny w ocenianiu możliwych progresów młodych graczy, ale z optymizmem patrzę na to, co może on w przyszłości znaczyć. Ten sezon był dla niego rozruchowy i Valentine kilka razy dał nam próbkę swoich umiejętności. Dla mnie kluczowa jest jednak inna rzecz, którą pokazał – jego mentalność i mocna psychika. Nie boi się rzucać w trudnych momentach (game winner w finale ligi letniej też o tym świadczy), czy brać na siebie odpowiedzialności. Jeśli teraz tylko jego skille dołączą do jego mentalnych przymiotów, to jeszcze przed trzydziestką Butlera możemy mieć piorunujący uzupełniający się duet na obwodzie.

1.Bobby Portis

Zdecydowanie słabo zaczął i pierwsza połowa sezonu mu nie wyszła. Chimerycznie podchodził do gry, przeplatając spotkania, gdzie walczył całym sercem (tzw. Noah mode), z takimi, gdzie ginął gdzieś w bezpłciowości. Jednak kiedy dostał szansę zastąpienia Gibsona w pierwszej rotacji, to poziom jego gry podskoczył. Solidny jump shot, bardzo pewna zbiórka i dobry chwyt piłki, waleczność i chyba nie przesadzę, jak powiem, że Portis to obecnie najlepszy defensor podkoszowy w Chicago w grze jeden na jeden. Bulls pozbywając się Taja za worek ziemniaków i francuzką bagietkę pokazali, że stawiają na Bobby’ego. Ten ma papiery na granie i mecz numer 1 z Celtics był tego pokazem. Smaczku całości dodaje fakt, że sam zawodnik stwierdził, że grał ostatni miesiąc z urazem stopy, bo bał się stracić miejsca w rotacji. Ten sezon to krok w przód dla tego młodego (wciąż) zawodnika. W przyszłym będzie musiał udowodnić, że Pax/For i Hoiberg słusznie pokładają w nim nadzieją.

Dawid:

PORTIS: Mam wrażenie, że Bobby swój drugi sezon w NBA jakby przespał. Nie dostał zbyt wielu szans od Hoiberga, ciągle pozostawiając za plecami Nikoli Mirotica (oraz Taja Gibsona do połowy sezonu, ale ten przecież był nietykalny). Najbardziej irytowało to, że nawet kiedy Hiszpan zupełnie sobie nie radzi i tylko katuje Nas kolejnymi cegłami rzucanymi z dziesięciu, czy jedenastu metrów, coach ciągle nie potrafił zaufać bardziej ułożonemu Bobby’emu, który przez to pierwsze trzy, cztery miesiące miał nawet problem z wejściem do rotacji.

Po wytransferowaniu Taja Gibsona do Oklahomy City Thunder od razu wskoczył do pierwszej piątki, jednak równie szybko z niej wypadł i tylko trzynastokrotnie miał okazję do takiego rozpoczęcia meczu. Po All-Star Game nie eksplodował formą, jednak już te piętnaście ostatnich meczów sezonu miał znakomite i gdyby nie równie dobry Mirotic (tak Mirotic miał taki okres) pewnie znów by powrócił do starting lineup, a przecież w pierwszym meczu playoffs to właśnie on był ojcem sukcesu zwycięstwa Byków, kiedy w końcówce punktował raz za razem. Jeśli managment zrobi z Niko, to co powinien – niech Portis zostanie. Jeśli nie, szkoda jego kariery, niech rozwija się gdzie indziej jak E’twaun Moore czy Tony Snell…

FELICIO: U niego utarła się już chyba opinia, że być może bogiem koszykówki nie będzie, ale ma potencjał na dobrego rzemieślnika i chyba, rzeczywiście to do niego pasuje. Moim zdaniem był bardzo nierówny. W pierwszej części sezonu spisywał się naprawdę dobrze. Kiedy Lopezowi nie wychodziły haki, często Cristiano robił więcej pożytku i swoją walecznością wkupił się w serce niejednego Byczego kibica. Eksplozja formy przypadła na przełom grudnia i stycznia.

sJNDmDX

Miał jednocześnie rozsypane po całym sezonie momenty, w których nie robił nic. Zazwyczaj nawet za dużo nie próbował rzucać, tylko po prostu wydawał się bezużyteczny – za wolny, ociężały i dający się z dziecięcą łatwością wymanewrować – bez zbiórek.

D-Leauge ewidentnie wydawało się być wtedy za dla niego za niskim poziomem – popisy przeciwko 87ers wydają się bułką z masłem. Zresztą - przypomnijmy sobie zeszłoroczne lato, gdzie Felicio był jednym z większych kotów Summer League. 

Tak, czy siak - możliwości ma. Niech przepracuje ostro całe lato, ustabilizuje się psychicznie, nabierze sił na cały sezon, a nie pojedyncze zrywy i powalczy o miejsce w wyjściowej piątce.

ZIPSER: Nie było go za wiele. Gdyby nie oddanie Doug McDermotta i kontuzja Dwyane’a Wade’a pewnie ledwo byśmy go kojarzyli, wystarczy spojrzeć na jego aktywność przez pierwsze trzy miesiące. 

 4u0MwG3 1

W końcówce kampanii dostał nieco ważniejszą rolę i wskakiwał kilka razy na pułap 10-15 punktów, a dodatkowo bardzo dobrze pokazał się w drugim meczu playoffs. Choć jeszcze nierówny, w nim również widzę potencjał. Mógłby stać się niezłym strzelcem i naprawdę mocną opcją z ławki. A jak nie wypali, zawsze jest Valentine…    

VALENTINE: Czternasty wybór draftu nie oczarował, ale też nie zawiódł. Nie mogę przypomnieć sobie jakiegoś bardziej spektakularnego występu w jego wykonaniu, ale to przez to, że podobnie jak Zipser – do lutego grał ochłapy. Potem jego rola nieco wzrosła, Hoiberg często kombinował z nominalnymi pozycjami i Denzel nieco pograł. Zauważyłem u niego wielkie zadatki na kogoś w rodzaju playmakera – świetny przegląd pola oraz niewyszukane podania. Tu jednak czasami pojawia się taka tendencja, że lubi przekombinować i nieraz można było się uśmiać jak Valentine po prostu rzucał piłkę w skupisko zawodników. Ale przecież kiedy gra zespołowa mu nie siądzie zawsze może straszyć z dystansu - zawsze te 3, 4 trójki stara się trafić. Niemniej, ma czas na naukę. Tymczasem i tak już wydaje się dobrą opcją z ławki.

GRANT: I na koniec ten, który dzierżył najważniejszą rolę spośród rookie i „drugoroczniaków”. Znajduje się w tym niemały paradoks, bo przecież na pozycji rozgrywającego panuje największa konkurencja. Hoiberg po wymianie z Oklahomą City Thunder miał w drużynie, aż pięć „jedynek” – Rondo, Payne’a, Caanana, Carter-Williamsa i właśnie Granta. Rondo jak dobrze wiemy wypadł na dłuższy moment z obiegu, o Canaanie każdy zapomniał, a Payne chyba nie był w ogóle brany pod uwagę. Jerianowi w pierwszej piątce udało się rozegrać 28 gier (w 63 brał udział) i zupełnie nie wiem jak go ocenić... Jak dla mnie nie ma ani jakiejś znaczącej zalety, ani wady. Wydaje się być troszkę za słabo zbudowany, za wolny jak na 193 cm wzrostu, a średnia dwóch asyst na mecz z pozycji point guarda jest przecież żenująca (dwa razy sprawdzałem, czy patrzę w dobrą statystykę). Spędził cztery lata w college’u i jak na „młodego” jest już nieco “stary”. W playoffs, po wypadnięciu z gry Rondo razem z Carter-Williamsem pokazał, że nie można na niego liczyć. Myślę, że trzeba szukać zupełnie nowego supportu na tę pozycję. 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież