jimmy butler rajon rondo e dwyane wade chicago bulls

Parę tygodni temu liczyliśmy się z tym, że Chicago Bulls skończą już na 82 grach i po sezonie regularnym spokojnie rozpoczną długie urlopy. Przyzwoita końcówka pozwoliła obronić 8 miejsce i chwilowo powalczyć z najlepszym na wschodzie zespołem z Bostonu.

Razem z Markiem i Dawidem rozpoczynamy obszerne podsumowania najpierw pod kątem indywidualnym, następnie zespołowym, a na samym końcu wylejemy gorzkie żale pisząc, czego my byśmy oczekiwali w trakcie najbliższego draftu, lata, miesięcy i sezonów. We wszystkim postaramy się zachować zdrowy rozsądek i nie pisać, że za 2 miesiące będzie u Nas Millsap, Durant i Patty Mills :)

Tradycyjnie zapraszamy Was do dyskusji!

Rajon Rondo ( 69 spotkań, 42 w S5, 7,8 Punktów, 6,7 Asyst, 5,1 Zbiórek )

Jimmy Butler ( 76 spotkań, 75 w S5, 23,9 Punktów, 6,2 Zbiórek, 5,5 Asyst )

Dwyane Wade ( 60 spotkań, 59 w S5, 18,3 Punktów, 4,5 Zbiórek, 3,8 Asyst )  

Marcin Więckowski

Jimmy Butler – Na sam początek przytoczmy najważniejsze cyfry Butlera z tego sezonu, które czwarty rok z kolei są coraz lepsze. 23,9 punktów, 6,2  zbiórek, 5,5 asyst, 1,9 przechwytów – wszystko to najlepsze statystyki w karierze, gracza który przyzwyczaił Nas do rozwoju. Jimmy jest na ten moment jedyną pozostałością ery Thibsa w Chicago. Jedynym graczem, który utożsamia się z walką, zawziętością, defensywą, w skrócie jest symbolem organizacji Naszych czasów. Jimmy Butler to Najlepsze co spotkało organizację od MVP sezonu Rose’a i w 1000% jestem pewny, że Bulls powinii inwestować w budowę teamu właśnie pod niego. Jednak powinna być to budowa z głową, sensem, podparta jakąkolwiek analizą. Jeśli kolejny rok z rzędu Gar Forman zafunduje nam partyzantke to stracimy gracza formatu All-Star za pakiet nie lepszy niż ten, który otrzymaliśmy za Taja i Douga.

Moja ocena dla Jimmy’ego to mocne 5. Absolutny top ligi, ciężko byłoby go wkleić do dziesiątki najlepszych graczy NBA, ale na pewno jest w TOP20 z mocnym naciskiem na fakt, że Jimmy w kolejnym sezonie będzie jeszcze wszechstronniejszy, lepszy, skuteczniejszy.

Jedyny niedosyt jaki mam w przypadku Jimmy’ego to brak przejmowania gry w czwartych kwartach, tak jak miał to w zwyczaju robić kilkunastokrotnie w trakcie RS. Te one man show jakie robił w Q4, serie punktowe i wielkie clutch rzuty to by była wisienka na torcie, tego bardzo dobrego w jego wykonaniu sezonu.

Dwyane Wade – Nikt mu nie zabierze tego, co w swojej karierze osiągnął. Mimo całej sympatii dla jego postaci, docenienia w jak pozytywny sposób budował relacje w drużynie szczególnie w pierwszej części sezonu, podziwu jak łatwo dogadał się z Jimmy’m i jak bardzo pomógł Butlerowi stać się lepszym graczem to niestety Wade to teraz jedynie nazwisko. Widać po Flashu zmęczenie organizmu, widać jak bardzo nie chce mu się katować nóg mocna pracą w obronie. Są oczywiście momenty kiedy potrafi przejąć mecz, ale to tylko fragmenty. Na przestrzeni całego sezonu nie odczuwam żeby Dwyane zrobił pod kątem sportowym zbyt dużą różnicę, a w głowie siedzi cały czas sytuacja kiedy Rondo wprost zarzucił Wade’owi, że młodym graczom brakuje jego pracy na treningach.

Ocena za całokształt to w moim odczuciu po prostu 4. Na parkiecie był przyzwoity, swoje zrobił poza, na pewno jego przyjście dobrze się $przedało i było opłacalne wizerunkowo.

Rajon Rondo – Gdybym miał oceniać część sezonu po All Star Weekend dałbym mu pewnie 5 jak Jimmy’emu, biorąc pod uwagę cały sezon bardzo ciężko mi ocenić Rajona. Z jednej stony Rondo w trakcie sezonu zrobił to co większość fachowców i dziennikarzy wiedziała że zrobi. Popadł w konflikt z trenerem, miał mini wojenkę z Wade’m i Jimmy’m w social media, utracił miejsce w rotacji, miał swoje długie i haniebne serie niecelnych rzutów z gry oraz 400 minut bez oddanego osobistego.

Z drugiej jednak strony już od Summer League można było dostrzec, kim Rondo może być dla młodych graczy. Rajon jako jedyny z graczy Bulls objeździł z drużyna całą ligę letnią, jeździł na spotkania Portisa i Granta w DLeague, był zawsze tam gdzie była młodzież Bulls. Każdy raport z treningów miał w sobie zapiski o pracy Rondo z m.in. Miroticiem czy wspomnianymi graczami.  

Niech oceną Rajona będzie fakt, że bardzo liczę na to, że w przyszłym roku w Chicago z duetu Rondo/Wade będzie tylko ten pierwszy.

Marek Miernik

Wade - Przyjście Dwayne'a było przede wszystkim ruchem marketingowym i nie sądzę, że w Chicago w zarządzie ktoś miał inne wizje związane z jego obecnością. Absolutny pewniak do Hall of Fame zawitał do swojego rodzinnego miasta, by pomóc tej ekipie obrać nowy kierunek przebudowy. D-Wade ma za sobą nie tylko mistrzowskie tytuły, ale i olbrzymie doświadczenie w tym, jak być liderem drużyny, ale także jak być opcją numer dwa. Przyjście tego weterana miało być wartością dodaną, gdyby drużyna dostała się do fazy play-off.

Po planach i oczekiwaniach następuje rzeczywistość. W tej Wade nie wygląda już jako zbawca Chicago czy bożyszcze fanów z United Center. Na pewno jako pozytyw trzeba przyznać fakt, że w tym wieku Flash rozszerzył swój repertuar zagrań o rzuty dystansowe. Wielu wydawało się to niemożliwe. W czterech meczach sezonu Wade trafiał więcej niż 3 razy zza łuku – w każdym z tych przypadków robił to na skuteczności powyżej 55%. Najbardziej jednak na niego liczyłem w PO. Tutaj nie do końca był tym co Chicago potrzebowali – notował przeciętne (jak na niego) 15.0 punktu, trafiając jednocześnie tylko 37% rzutów.

Z drugiej strony, poza jakimś wpływem na rozwój Butlera, nie był mentorem dla młodszych graczy. Nie trafiamy na cytaty, gdzie Portis mówiłby o nim, że był dla niego jak brat (powiedział tak o Rondo). Mam wrażenie, ze właśnie D-Wade zrobił trochę fermentu w drużynie i w pewien sposób oddzielił Jimmy’ego od reszty. Dodatkowo w momencie, kiedy najbardziej na niego liczyliśmy – zawiódł. Dla mnie jest ojcem porażki w meczu numer 4. Jego przestrzelony layup sam na sam z koszem i głupie straty zniweczyły wszystko. W RS miał kilka dobrych spotkań, był najgorętszy w czwartych kwartach, ale ostatecznie Bulls grali najlepszy basket, kiedy on leczył kontuzję. To dobitnie pokazało, że ten 12-krotny All Star nie jest Bykom potrzebny do dobrej gry. Dodatkowo jego kontrakt mocno obciąża budżet i jedyną opcją przemawiającą (ze strony Bulls) za tym, żeby został, jest fakt, że może być mocnym argumentem przetargowym przy próbie ściągnięcia jakiejś innej gwiazdy do ‘Wietrznego miasta’. Kiedyś udało mu się to z LeBronem w Heat.

Mimo to uważam, że najkorzystniej byłoby Bykom pozbyć się usług byłego gwiazdora Miami i poszukać na rynku agentów, młodszych i perspektywicznych graczy podkoszowych. Wiemy jednak, że decyzja należy do gracza. Rondo z Butlerem prezentują świetny basket, a możliwość grania większymi minutami dla młodszych (Valentine, Grant) może okazać się kluczowa w przyszłości.

Rondo - Od zawsze doceniałem klasę tego gracza. Kiedy przychodził do Bulls, to moje oczekiwania były spore. Nie zwracałem uwagi na fakt, że znany jest z psucia team chemistry i problemów z trenerami. Chociaż i nimi uraczył nas w trakcie tego sezonu. Wyrzucony przez Hoiberga z rotacji pokornie przyjął swoją nową rolę wchodzącego z ławki. Kiedy wielu postawiło już na nim krzyżyk i spekulowało się, gdzie Bulls powinni go oddać, on wrócił i zamknął usta wszystkim hejterom. Historia tego sezonu w wykonaniu Rajona to chyba ten motyw, który zapamiętam najbardziej z tego roku. Od pierwszych spotkań sezonu, kiedy przeciwnicy nie patrzyli nawet w jego stronę, gdy rzucał do kosza z odległości większej niż trzy metry, po spotkania, w których potrafił ukłuć minimum trzy razy zza łuku – zdarzyło mu się to 4 razy. To, że nie jest aż takim słabym strzelcem pokazał już w zeszłym sezonie w Sacramento, kiedy rzucił rekordowe 62 trafienia zza łuku. W tym sezonie trafił 50 razy na przyzwoitej skuteczności 37.6%, przy czym pragnę zauważyć, że po przerwie na mecz gwiazd jego skuteczność z dystansu wynosiła 46.7%.

Powrót do rotacji i w końcu do pierwszej piątki była efektem ciężkiej pracy, nie tylko nad swoimi umiejętnościami, ale i nad charakterem. Z meczu na mecz Rondo dawał tej drużynie więcej. Kwintesencją całej historii są dwa niesamowite występy RR w play-offs, w których poprowadził Byki do niespodziewanych wygranych nad faworyzowanym Bostonem. Z całym przekonaniem mówię, że gdyby nie jego kontuzja, to Bulls wyszliby z tej konfrontacji zwycięsko.

Nie mniej jednak jego rozwój i jego olbrzymi wpływ na młodych zawodników, którzy w wywiadach rozpływają się nad jego postawą, daje jasny sygnał, że Bulls nawet nie powinni rozważać opcji rezygnacji z jego kontraktu. Jednocześnie (po cichu) położyłbym przed nim dwa kolejne: jeden na to, by jeszcze za rozsądny pieniądze dodać opcję dla drużyny na przedłużenie jego kontraktu o kolejne dwa lata, a drugi na to by po skończeniu kariery przyjął posadę asystenta trenera w ‘Wietrznym mieście’.

Butler - W końcu otrzymał rolę, na jaką zapracował. Był liderem tej ekipy. Tak jak oczekiwaliśmy. Niestety obowiązki ofensywne sprawiły, że nie był aż tak imponującym defensorem, jak dawniej, ale wciąż to jeden z najwartościowszych graczy, którzy robią różnicę po obu stronach parkietu. Nie to, co tegoroczny MVP.

Co jest niesamowite to fakt, że Butler szósty sezon z rzędu robi progres statystyczny. O 3 punkty poprawiła się jego średnia punktowa (z 20.0 do 23.9 ppg – 14 w lidze). Ponadto miał najlepsze statystyki sezonu pod względem:

- zbiórek (6.2)

- asyst (5.5)

- przechwytów (1.9)

- trafionych trójek (91)

- skuteczności z linii (86.5%)

- rzucanych i trafianych wolnych (585/676) – trzecie i czwarte miejsce w NBA

- przechwytów (143) – czwarty w lidze (tyle samo co Curry)

Jego offensive rating wynosił 122.7. Natomiast w statystyce o nazwie Offensive Win Shares uzbierał 10% i był to trzeci wynik w lidze (ustępował jedynie Hardenowi i Thomasowi z Celtics).

W statystyce plus/minus był 10 w lidze z wynikiem 6.9.

Jak dla mnie Butler jest już absolutnie w top ligi, szybki przegląd statystyk bezdyskusyjnie to potwierdza. Próżno za to w statystykach wpływu na wygrane drużyny szukać tak 'hypowanego' Paula George'a. To wokół Butlera Chicago powinni budować drużynę. Takiego zawodnika nie jest wcale łatwo wyłapać w drafcie czy na rynku wolnych agentów, nie mówiąc o talencie duetu Pax/Forman do wymian. Nie wyobrażam sobie, żeby w Chicago nie zrobiono wszystkiego, by uszczęśliwić Jimmy’ego. Jedyne czego mu potrzeba to trochę solidniejszych graczy obok i pomysłów trenera nieograniczających się do grania izolacji pod niego w kluczowych momentach spotkania. Jimmy nie wymusza posiadań i nie próbuje na siłę produkować statystyk. Wielokrotnie w tym sezonie pokazał, że potrafi zejść na dalszy plan, kiedy ktoś inny jest ‘on fire’ i jednocześnie powrócić, gdy drużyna tego potrzebuje. Cała kwintesencja tego sezonu to właśnie to, że drużyna za często go potrzebowała przez cały mecz, a tak nikt nie jest w stanie sam grać przez cały sezon. Nawet Michael bez solidnej ekipy nic w NBA nie ugrał.

Dawid Jama:

Rondo - Rajon w tym sezonie przeszedł przez wszystko. Począwszy od trudnych chwili kiedy utracił miejsce w pierwszej piątce, a nawet wypadł z rotacji; poprzez konflikt z Butlerem i Wade’em; kończąc już na tych momentach, w których fani Byków nosiliby go na rękach - a więc końcówce marca i playoffs, gdzie pozwolił Nam przez chwilę uwierzyć w pokonanie Celtów i kto wie jakby dalej potoczyła się rywalizacja, gdyby nie złamanie kciuka. Wtedy właśnie kiedy go zabrakło dobitnie przekonaliśmy się jak istotnym klockiem w układance jest Rondo. Bez niego na parkiecie organizacja gry nie istniała i Bykom jakby odcięto dopływ prądu. Ponadto, śmiem dywagować, że być może w dłuższym okresie czasu lepiej działałby nie mając obok siebie Dwyane’a Wade’a. Nieraz już spotykałem się z opiniami, że dwójka zawodników, którzy nauczeni są kreacji i dłuższego przytrzymania piłki niekoniecznie dobrze współdziałają. A czy rzeczywiście sobie przeszkadzają? A mam pojęcia. Jednak jakimś trafem tak się akurat złożyło, że rozgrywający rozkręcił się w końcówce sezonu, kiedy Flash odniósł eliminującą go z gry na trzy tygodnie kontuzję. Tak, czy inaczej drużyna z Rondo jest po prostu lepsza. Potwierdzają to zresztą te proste statystyki, które pojawiły się ostatnio na fanpagu. I pomijając to co widoczne gołym okiem, wystarczy posłuchać wypowiedzi młodszych zawodników o tym, jak Rondo potrafi zarządzać drużyną, czy co chwila rzucać pomocnymi radami - po prostu uczyć. Na pytanie, czy zostawiłbym go na kolejny rok odpowiem parafrazując słowa Jimmy’ego Butlera – „Oczywiście, że tak. W tym roku był dla nas wielki.”

Butler - Z nim mam taki problem, że po prostu go pokochałem i stał się dla mnie jednym z koszykarskich idoli. Przez to oprócz dalszego trzymania Chicago Bulls na powierzchni, chciałbym jednocześnie dobrego rozwiązania dla niego samego, a więc odejścia do ekipy, która aspiruje do przerwania hegemonii GSW-Cavs i zawalczenia o mistrzowski pierścień (może ciągle starający się o jego sprowadzenie Celtics byliby dobrą opcją). A przecież Jimmy jest już w szczytowym wieku dla koszykarza – 14 września skończy 28 lat, więc jeśli chce osiągnąć sukces musi odejść teraz, bo potem może być już za późno. Niestety, sprawa jest skomplikowana. Butlerowi zostały jeszcze dwa lata kontraktu i opuści Wietrzne Miasto jedynie wtedy, kiedy duet Gar Forman i John Paxson wpadnie na szalony pomysł totalnej przebudowy, której skutki zobaczylibyśmy dopiero za 5-8 lat. W taki przebieg akcji jednak bardzo wątpię. Wracając do jego oceny w świeżo zakończonej kampanii: Nie można nie wystawić mu maksymalnej noty. All-star, mentalny oraz fizyczny lider. Niejednokrotnie widzieliśmy mecz, kiedy mimo przeciętnej postawy drużyny i jego samego, brał na siebie odpowiedzialność i potrafił samotnie finiszować rzucając 10-15 ostatnich punktów. Poza tym, średnia 24 oczek na mecz przemawia sama za siebie. Jimmy na pewno nie ma statusu Westbrooka, czy innego Antetokounmpo, jednak pozostaje najsilniejszym ogniwem i ostatnią nadzieją. A one man show jakie odstawił w trzecią noc 2017 roku w United Center w meczu z Charlotte Hornets zapamiętam na bardzo długo.

Wade - Najtrudniejszy do oceny członek Chicagowskiego Big 3. Przede wszystkim: Nie mogliśmy oczekiwać cudów po trzydziestopięcioletnim gościu, który raczej przymierza się do przejścia na koszykarską emeryturę; który ma za sobą 13 lat bardzo barwnej i tym samym intensywnej, eksploatacyjnej kariery; który ekipę swojego życia – Miami Heat opuścił, bo po prostu nie dogadał się z zarządem w kwestii ustalania nowego kontraktu. Nie mógł dostać tyle pieniędzy ile oczekiwał i kto wie, czy już wyżej wspomnianej emeryturze by nie był, gdyby pod dach United Center za 23 miliony dolarów (za jeden sezon) nie przygarnął go duet naszych GM’ów...

Moim zdaniem, jeden konkretny nauczyciel w Chicago wystarczy. Jest nim Rajon Rondo – zawodnik cztery lata młodszy, z widocznym wpływem na zespół na parkiecie, jak i poza nim.

Natomiast Wade miał raczej rolę kogoś od pozytywnego nastawienia i team spiritu. Kilkukrotnie mogliśmy zobaczyć wspólne eskapady i imprezowanie z kolegami z drużyny. Poza tym, miał nauczyć przewodnictwa Jimmy’ego Butlera, ale czy przemiana jaka zachodzi, bądź zajdzie w Butlerze będzie odbywać się pod wpływem Flasha – tego nie wiemy.

Wielkich momentów w sezonie miał raczej mało, ja zapamiętałem jedynie „gilotynę” z 31 października przeciwko Celtics. Nie wyróżniał się, ale zazwyczaj oferował solidność. W sześćdziesięciu rozegranych spotkaniach wykręcił bardzo stabilną średnią 18 punktów, ok. pięciu zbiórek oraz asyst. Czy za takie pieniądze można dostać kogoś lepszego? Tak. Czy Dwyane Wade został przepłacony? Pod względem czysto biznesowym – absolutnie. Jersey Bulls z „trójką” na przodzie w rankingu sprzedaży oficjalnego sklepu NBA zajął 11. miejsce, wyprzedzając produkty podpisane m.in. takimi nazwiskami jak Rose, Thomson, Thomas, czy Lillard. Jednak jeśli w Chicago chcą pójść na przód względem aspektu sportowego, powinni lepiej spożytkować te pieniądze.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież