19864504 mmmain

Playoffy w NBA rozkręciły się na dobre, aktualni mistrzowie z Cleveland, oraz zespół z Golden State zakończyły swoje serie bez porażek, w pozostałych parach, w tym i w naszej toczą się bardziej lub mniej, ale jednak wyrównane batalie.

Słowem wstępu chciałem podzielić się swoim subiektywnym spostrzeżeniem po 4 już rozegranych spotkaniach z Celtics. Mimo słabości do zawodników Chicago, mimo wielkiej sympatii do każdego z graczy poza jedną czarną owcą ( Cameron Payne ), te 2 pierwsze zwycięstwa przysłoniły mi trochę smutny fakt. Poza Jimmy’m w rosterze mamy po prostu zbieraninę przyzwoitych, bądź przeciętnych graczy, którzy z jakiegoś powodu utracili w poprzednich latach/miesiącach miejsca pracy.

Canaan, Carter-Williams, Morrow, Lauvergne, Payne, Rondo to nie są gracze o których angaż zabijały się mocne organizacje, nawet Robin Lopez mimo, że prezentuje się lepiej jak solidnie to gracz po prostu średniej klasy, który dobrych parę lat temu został wygryziony przez Marcina Gortata.

Jest i Wade, który ma fenomenalna karierę, osiągnięcia, ale z racji długiej listy urazów, kontuzji, nie jest to zawodnik, który zrobi różnicę w 70+ spotkaniach sezonu.

Pomijam już postać Nikoli Miroticia, niech o klasie Chicago Bulls świadczy fakt, że w playoffach 2017 w zespole błyszczy Paul Zipser, który w ubiegłym roku o tej porze grał w finale Pucharu Niemiec…

Możemy się też czepiać trenera, bo jest o co, jednak patrząc na historię ostatnich 2 porażek Hoiberg ryzykował, zmieniał, szukał odpowiedzi na zoptymalizowanie ustawienia na pozycji PG co jest wynikiem fatalnej postawy teoretycznych zmienników Rajona Rondo.

Uświadomiłem też sobie jedno, z tym rosterem, z tak fatalnie dopasowanym składem czy to jest Fred, czy byłby Thibs – zmieniłyby się po prostu detale, charakter, ale nie jakość prezentowanej gry. Umówmy się w tej konfiguracji, nie bylibysmy faworytem jakiejkolwiek serii playoffów, te 2 pierwsze zwycięstwa chyba za bardzo rozbujały Naszą wyobraźnię i apetyty.

Po 4 meczach serii jest niespodzianka i wynik 2-2, gramy teraz z drużyną z pierwszego miejsca serię „best of 3” i jak słaby by nie był ten wschód, to szarpmy tą piękną, krótką historię. Przecież większość ekspertów nie widziała w tej serii 6 spotkań, mniej na pewno nie będzie, Bulls już sprawili niespodziankę.

Tak na spokojnie, świeżo, ma ktoś podobne zdanie?

Wracając do tematu tekstu spójrzmy jak wyglądają na tle innych drużyn statystyki Naszych Byków?

Podsumowania indywidualne zrobię po sezonie, pod lupę bierzemy tylko cyfry drużynowe, w tle dla porównania są też statystyki naszych rywali z Bostonu ( Statystyki Golden State są po 3 meczach, na NBA.com nie były jeszcze zaktualizowane po dzisiejszym zwycięstwie )

Punkty

1.Golden State Warriors 116,7

9.Boston Celtics 101,8

13.Chicago Bulls 99,8

Nie jest niespodzianką, że oba zespoły rzucają mało punktów. Było do przewidzenia, że kiepska ofensywa Chicago vs. przyzwoita defensywa Bostonu da niezbyt wysokie wyniki. 

Zbiórki

1.Chicago Bulls 48,3

16.Boston Celtics 38,3

Brak porządnego rim-protectora w ekipie Celtów ma swoje przełożenie w statystyce zbiórek. Warto tutaj podkreślić, że Robin Lopez z kolegami zbierają niemal 15 piłek/mecz na atakowanej tablicy co również jest najlepszym wynikiem w tych playoffach. Niestety żeby nie było zbyt kolorowo, mimo, że oba zespoły dzieli przepaść w ilości zbieranych piłek, to zespół Freda Hoiberga pozwala Celtics na zbieranie w serii ponad 10 piłek w ataku. Patrząc na całokształt, to po prostu niedopuszczalne.

Asysty

1.Golden State Warriors 27,3

1.Boston Celtics 27,3

7.Chicago Bulls 20,8

Statystyka-klucz, która w moim odczuciu przesądziła o tym, że Bulls nie dali rady wyszarpać choć jednej wygranej w Chicago. Niskie ustawienie Bostonu daje im duże pole manewru na atakowanej stronie, a na piątkę swoje szanse w wyjściowej piątce wykorzystuje zapomniany Gerald Green. Szybki ball-movement, zbyt łatwe mijanie obrońców przez Thomasa i zbyt szybkie robienie przewagi w pomalowanym powodowały, że w większości akcji Boston miał wolnego gracza, albo właśnie pod koszem po ścięciu, albo na obwodzie. Niby to wszystko proste, łatwe do odczytania.

Bloki

1.Golden State Warriors 10,7

5.Chicago Bulls 6,0

13.Boston Celtics 3,5

Przechwyty

1.Oklahoma City Thunder 8,8

3.Chicago Bulls 8,5

4.Boston Celtics 8.3

Straty

1.Portland Trail Blazers 16,7

3.Chicago Bulls 15,3

5.Boston Celtics 14,5

% z gry

Chicago Bulls 43,8

Boston Celtics 45,8

% z obwodu

Chicago Bulls 30,2

Boston Celtics 35,2

O ile w Bostonie udało się ograniczyć szaleństwa Celtics na obwodzie, to w Chicago po roszadzie w ustawieniu Amir Johnson <-> Gerald Green, Boston po prostu rozstrzelał Chicago wypracowując w dużej mierze dzięki trójkom duże przewagi już w pierwszych kwartach obu spotkań.

% z linii osobistych

Chicago Bulls 84,7

Boston Celtics 71,6

W zbyt małym stopniu Bulls wykorzystują fakt, że rzuty osobiste tak jak w całym sezonie zasadniczym są mocną stroną drużyny. Butler w ostatnim spotkaniu wykonywał aż 23 rzuty z linii, to pozostali gracze zrobili to tylko 10 razy. Gra pod faul jest brzydka, nieefektowna, ale co z tego. Bulls powinni wykorzystywać swój atut i fakt, że takie łatwe punkty wykorzystują na najlepszym procencie w tych playoffach.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież