Zaloguj

Zaloguj

bulls cavs preseason

Chicago Bulls po interesującym offseason pierwszy raz od wielu miesięcy wybiegli na parkiet, by rozpocząć nowy rozdział. Era Karnisovasa właśnie się rozpoczyna i po tym spotkaniu mam nadzieję, że takich spotkań zobaczymy znacznie więcej.

 

Już pierwszą akcją meczu Lonzo Ball pokazał, że trójki to nie będzie jego słaba strona, jak kilka jeszcze kilka sezonów temu się zwykło uważać.

Pierwsza kwarta to show Javonte Greena. Koleś, który miał mieć problem z dostaniem się do rotacji, szalał po obu stronach parkietu. Zagrał kapitalne 6 minut meczu 7 pt, ¾ FG, 2 bloki.

Cała ekipa imponowała przede wszystkim… defensywą. Ball wyglądał jak elitarny obrońca, Green sprzedawał rywalom bloki, a i Zach potrafił ustać na nogach najtrudniejsze zwody rywali.

Pod koniec pierwszej kwarty Byki okrasiły mecz serią trójek rezerwowych, PJ Brown Jr. z rogu trafił trzy razy.  Po 12 minutach Byki w nowym zestawieniu powąchały parkiet i prowadziły skromnie 33-27. 



W drugiej kwarcie nadal mogła podobać się gra w obronie Byków. Gospodarze wymusili 15 strat przeciwnika w 20 minut gry. I nie był to efekt braku zgrania, ale szybkich rąk i niezłego przesuwania się graczy z Chicago. Nie specjalnie wyglądał za to grający w Cavs Markkanen. Publikę i ławkę rozgrzała akcja Caruso - DeRozan.

A podgrzał to jeszcze latający LaVine - przedsmak tego, co duet z doskonałym podającym Ballem może dziać się w tym sezonie. Egzaltacji Kinga nie było końca. Nie pamiętam by kiedykolwiek w preaseson aż tak emocjonował się akcjami, jak miało to miejsce po dwóch wsadach LaVine’a. 

Cavs nie trafili z gry przez prawie 7 minut w tej kwarcie.

Przewaga gospodarzy po drugiej kwarcie wywindowana została na poziom ponad 20 oczek. 



Trzecia kwarta to była już zabawa i fun z oglądania akcji ofensywnych Byków. Zaliczyli w pierwszej części run 21-2, wymieniali piłkę z lekkością i równie łatwo zabierali ją przeciwnikom. Javonte Green postanowił nawet upokorzyć dawnego Byka Markkanena częstując go potężnym posterem.

Szansę wejście na boisko dostał rookie Bulls - Donsomu.

Po trzech kwartach Chicago po pokazie siły praktycznie zamknęli rywalizację prowadząc 113-72.

Ostatnia kwarta to klasyczny garbage time. Szansę pograć dostali panowie z końca ławki i było to trochę widać na parkiecie. Po drugiej stronie mogliśmy zobaczyć występ znajomego - Denzela Valentine’a.

Wolę go widzieć po tej stronie.

Wynik mniej więcej się nie zmienił i nikt jakoś bardzo się nie wyróżnił, ale po dobrej grze Byki zmiażdżyły Cavaliers 131-95.




Na koniec kilka luźnych obserwacji ode mnie:

    • Javonte Green - wydawało się, że będzie takim zapychaczem ławki, a tu wyszedł w s5 i pokazał kawał defensywy - miał 4 bloki!
  • Bardzo dobrze pokazali się zawodnicy, z którymi nie wiążemy zbytnich nadziei. Fajnie na deskach walczył się Alize Johnson - miał 11 zbiórek.
  • Matt Thomas to nasz nowy Arcidiacomo - czyli niewysoki białas, który ambitnie biega po parkiecie i potrafi razić z dystansu. 
  • Caruso zdążył rozdać 10 asyst i już przy wejściu publika okazała mu sympatię. Podał najlepszego loba meczu. Jedyne double double w Bulls (10 punktów - 10 asyst).
  • LaVine grał jakby był z innej bajki niż reszta.
  • DeRozan nawet zagrał coś w obronie, ogólnie jeszcze był trochę nienaoliwiony.
  • Vucevic był niewidoczny przez większość spotkania, nie znalazł skuteczności, ale 10-9-4 zrobił w 23 minuty na parkiecie.
  • Nie miałem pojęcia, że Troy Brown Jr potrafi być takim zagrożeniem z dystansu.
  • Trochę spięty i elektryczny był na boisku rookie Ayo Dosnumu, ale w sumie to jego debiut, więc dajmy mu czas.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież