Zaloguj

Zaloguj

Bulls Beat Pacers

Wygrywamy z Indianą po dogrywce i naprawdę cieszy fakt, że nie skopaliśmy tych ostatnich pięciu minut.

Do s5 Byków powrócił dziś Wendell Carter Junior, który  po swojemu złapał  wątpliwy faul już w 14 sekundzie gry. W startującej piątce znalazł się dziś również Temple, który w niemal każdym meczu potwierdza swoją dużą przydatność. Wynik otworzył nam nasz Junior rzutem z półdystansu. Nasza gra wyglądał całkiem ładnie.  Swoją szansę na boisku znów dostał Kornet który nie trafia dwóch trójek, szczęśliwie przeciwnicy również pudłowali i mecz toczył się punkt za punkt.

Wraz z pojawieniem się na boisku Sato pojawiły się tez asysty. Ładny and one Tadeusza wyprowadził nas na prowadzenie17-13a pierwszą odsłonę meczu skończyliśmy wynikiem 24 do 21.

Całkiem niezły początek drugiej kwarty spowodował, że objęliśmy prowadzenie  31-23. Niestety za chwile na tablicy widać było już tylko 33-30. Denzel trafił trójeczkę, kolejne punkty dołożył Zach i znów lekko odskoczyliśmy. Głupie straty, które od początku sezonu są bolączką Bulls dziś również nas nie opuszczały.  Na cztery minuty przed końcem kwarty mieliśmy remis po 40.

Williams i LaVine dołożyli po trójeczce i na przerwę schodziliśmy prowadząc  49-45.

Drugą połowę zaczęliśmy z przytupem.  Udało nam się odskoczyć na 54-45. Grając całkiem dobry basket utrzymywaliśmy kilkupunktowe prowadzenie. Całkiem nieźle prezentowali się zarówno Tadek jak i Temple. Kornet dorzucił jeszcze jedno pudło za trzy i był już 0 na 5 z za linii.  Gospodarze na trzy minuty przed końcem kwarty doprowadzili do remisu po 64. W czwartej kwarcie znów udało nam się odskoczyć na 8 punktów jednak wróg nie spał i szybko zniwelował straty. Graliśmy punkt za punkt. W końcówce niesamowicie jak zawsze prezentował się Zach. Facet ma nerwy ze stali. Trójka jaką popisał się gdy przegrywaliśmy 103-101 była czymś niesamowitym. Tym razem udało nam się nie przegrać w końcówce i 48 minut gry doprowadziło do tego, że na tablicy widniał remis.

Dogrywka to popis gry Byków. Szybkie objęcie prowadzenia i utrzymanie go aż do końca meczu. Wygrywamy 120 do 112.

Plusy:

- LaVine – nie da się go nie doceniać

- Tadzio Young – po tym jak dał się poznać w poprzednim sezonie to ja kolegi nie poznaję, niesamowicie przydatny na boisku

- Temple – facet robi wszystko czego oczekiwać by od niego można

- Sato – jak by tak grał częściej może zgodził bym się go zostawić w składzie

- Dogrywka – naprawdę rozegrana po mistrzowsku

Minusy:

- roztrwonienie małej ale jednak przewagi

- straty, w niektórych przypadkach baaaardzo głupie straty

- Kornet i jego trójki

- nie widać tego, że nie ma Lauriego

- nieodgwizdane faule na Zachu, to było aż dziwne, do tego techniczny, który dostał. Oj nie lubią go sędziwie, nie lubią…

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież