Zaloguj

Zaloguj

portland

Mecz jakiego dawno nie widzieliśmy. Mecz, który w myśl ubiegłych sezonów powinniśmy przegrać. Zapraszam na krótką relację z meczu, który wygraliśmy.

Na dobre startujemy z relacjami. Lekkim usprawiedliwieniem za brak poprzednich niech będzie dla redakcji fakt, że sezon ruszył w okresie świąteczno noworocznym.

W dalszym ciągu brakuje nam kilku zawodników więc wystartowaliśmy piątką z Porterem zamiast Lauriego. Początek spotkania to festiwal trójek ze strony gospodarzy, którzy pierwsze 12 punktów zdobyli w czterech rzutach. Graliśmy starając się wykorzystać Wendella, który jednak szybko złapał dwa faule walcząc z olbrzymem nazwiskiem Nurkic, przy którym nasz center wyglądem przypominał juniora. Kolejne trójki Portland i w połowie kwarty przegrywaliśmy już 20 do 10. W między czasie Wendell złapał 3 faul. W grze utrzymały nas akcje 2+1 Younga i Whitea. Niemniej run 14 – 0 na koniec tej kwarty zapowiadał, że będziemy świadkami tego, co oglądamy już od kilku sezonów. W kolejnej odsłonie brak obrony i brak skuteczności sprawiły, że traciliśmy do rywala już 20 punktów. Mimo trójki Temple graliśmy słabo a ja żałowałem, że siedzę przy kompie o tej nieludzkiej godzinie (godziny meczów na zachodzie to dla minie koszmar). W tym momencie przycisnęliśmy troszkę mocniej w obronie i po trójce Portera mieliśmy już tylko -7. Zaczęło nam coś wpadać a blok Cartera na potworze, z którym przyszło mu się dziś mierzyć był jak miód na moje serce. Do przerwy przegrywaliśmy 54-45.

Po powrocie na boisko obraz gry trochę się poprawił. Ciągle brakowało nam punktów Zacha niemniej zamiast siłować grę nasza gwiazda wzięła się do asystowania, co robiła dziś całkiem nieźle. Dogoniliśmy Portland na pięć punktów jednak kilka głupich strat i trójki przeciwników sprawiły, że znów byliśmy 12 punktów w plecy. Prbówaliśmy dalej, jednak co doszliśmy na kilka punktów to gospodarze znów odjeżdżali. Po trójeczkach Templa i White'a na ostatnią odsłonę wychodziliśmy przy wyniku 81-85 i nadzieja na zwycięstwo wciąż była żywa.

W ostatniej kwarcie nasza gra nareszcie zaczęła wyglądać lepiej. Po kilku minutach wyszliśmy wreszcie na prowadzenie. Zach podjął dwie niecelne próby rzutu za 3 na szczęście dobry mecz rozgrywał nasz rookie i na tablicy widniał remis 100 do 100. W tym momencie mieliśmy przydługą przerwę, w której sędziowie postanowili zaznaczyć swoją obecność i pooglądać trochę telewizję. Dobra gra w końcówce spotkania i Coby na 1,40 do końca wyprowadził nas na sześciopunktowe prowadzenie. Niestety kontrowersyjna jak dla mnie decyzja sędziów i Lilard trafia trzy rzuty wolne. Tutaj kolega Dwa Łańcuchy na czacie wyprorokował, że Lilard będzie się teraz kładł a sędziowie będą mu dawać rzuty. Po zanurkowaniu pod nogi naszego obrońcy Lilard trafia kolejne wolne i na 30 sekund przed końcem prowadzimy już tylko jednym punktem. Piłka trafia oczywiście w ręce Zacha, który robi coś co zatrzymało mi serce. Na 11 sekund przed końcem trafia piękną trójeczkę. Co ten człowiek ma w głowie, że przy tak słabej grze w ataku decyduje się na coś takiego? Nie wiem. Brawa jednak dla niego bo wykonanie było wprost cudowne. Gospodarze posyłają piłkę w ręce swojej gwiazdy, która jakże by inaczej trafia za 3. My posyłamy piłkę do White’a, który trafia obydwa wolne. 111 do 108 dla nas i Melo niecelnym rzutem kończy to spotkanie. Dawno nie widziałem takiego meczu, meczu, w którym przez dłuższy czas nie szło jednak Byki pokazały charakter i potrafiły doprowadzić do zwycięstwa.

Plusy:

- nareszcie wygrana końcówka

- nareszcie wygrany mecz, w którym musieliśmy odrabiać duże straty

- Temple jako weteran

- trener na ławce

- wygrana tablica

- asysty Zacha

- dobra gra Williamsa

Minusy:

- brak skuteczności

- obrona na obwodzie

- faule Wendella

A kto jeszcze nie widział to zapraszam na skrót meczu:

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież