Zaloguj

Zaloguj

 pat williams 9

W dziwnym i pierwszym zdalnym drafcie w historii NBA Chicago mieli wybierać z czwartym numerem. Do końca jednak nie brakowało plotek, że może się to zmienić zarówno w wyższy (Warriors), jak i w niższy (Pistons) pick. Czy ostateczna decyzja Bulls jest słuszna? Spróbujmy dowiedzieć się więcej o nowym graczu drużyny z United Center.

 

Jedną z największych plotek przedraftowych była próba wymiany picków Bulls z Golden State Warriors. Na jej mocy Byki miałyby być skłonne do oddania swojego pierwszopiątkowego centra – Wendella Cartera Jr i wyboru numer 4 w zamian za możliwość wybrania centra Jamesa Wisemena z numerem 2. Ostatecznie nie doszło do tego ruchu i w zasadzie nie wiadomo w jakim stopniu wymysłem był on dziennikarzy jak bardzo faktycznie taka propozycja się pojawiła. Executive director Bulls - Artūras Karnišovas – zaprzeczył, jakoby taki deal był na stole. Drugą popularną plotką była wymiana picków z Detroit Pistons, którzy zachwyceni byli talentem Williamsa.
Ostatecznie Bulls pozostali z numerem czwartym i zgodnie z większością mock draftów wybrali drugiego najmłodszego gracza draftu - Patricka Williamsa z Florida State.

 

Nie wszystkim ten wybór się spodobał. Statystyki Williamsa z jedynego rozegranego sezonu na uczelni nie są imponujące i na tym najczęściej opierają swoją opinię krytycy. Skrzydłowy Florida State notował bowiem jedynie 9.2 punktu, 4 zbiórki i 1 asystę na mecz, trafiając na skuteczności 46% z gry i 32% zza łuku. Przytaczanie przeciętnych statystyk i twierdzenie o dość niskim ‘suficie’ sportowym Patricka powoduje, że ten wybór Karnisovasa nie spotkał się z 100% akceptacją.
Nie ekstrapolowałbym jednak tych negatywnych komentarzy w internecie na całość fanowskiej społeczności. Natknąłem się bowiem na jednym z popularniejszych kont na twiterze o Chicago Bulls na ankietę na temat oceny draftu przez kibiców. Spośród czterech opcji najpopularniejszą (ok. 60% głosów) była odpowiedź o tym, że ludzie są raczej zadowoleni z draftu.
W powszechnej opinii Bulls ściągnęli młodego perspektywicznego gracza rezerwowego, który przede wszystkim wspomoże drużynę w defensywie. A także pozwoli na wykorzystanie swoich talentów w różnych rolach na boisku. Dodatkowo z racji młodego wieku i nieprzeciętnych warunków fizycznych od początku będzie w tym elementach mógł wnieść wartość dla Byków, gdzie właśnie obrona stanowiła problem.

Co wiemy w takim razie o nowym zawodniku Chicago Bulls?


Współczesna koszykówka wymaga od skrzydłowych solidnych umiejętność rzutowych i tutaj jest element, który ciężko na tym poziomie jednocześnie określić u Williamsa, dlatego w kwestii oceny wyboru Bulls warto oddać głos zawodnikom i trenerom, którzy mieli do czynienia z Patrickiem. W ich opiniach pojawia się kilka głównych argumentów za tym zawodnikiem. Spróbuje podsumować mocne i słabe strony nowego Byka.
Wszyscy podkreślają jego wysoki skill defensywny i dużą uniwersalność na parkiecie. Williams ma doświadczenia gry jako rozgrywający, na tej pozycji występował (kiedy jeszcze rósł) w szkole średniej. Natomiast na uczelni przeniósł się znacznie bliżej kosza i najczęściej pojawiał się jako power forward. Stąd będzie mógł stanowić backup na wielu pozycjach, aczkolwiek eksperci umieszczają go raczej jak skrzydłowego, a więc pewnie będzie rotował między SF a PF, zmieniając Otto Portera albo Lauriego Markkanena.

 

Byki w poprzednim sezonie mieli spore problemy z bronieniem, a to jest jednak z cech, która wyróżniała Williamsa spośród tegorocznych kandydatów. Jego wysokie koszykarskie IQ oraz dużą szybkość reakcji pozwala mu na skuteczną pomoc w obronie i ewentualne bloki. Jego rozpiętość ramion na poziomie 211 cm (przy wzroście 203) też robi wrażenie i czyni go gotowego, by utrudniać wjazdy. Z jego parametrami może nawet zostać wykorzystany jako center podczas gry small ballem.

Ofensywnie również mówi się o solidnym zawodniku, który co prawda trafiał w sezonie jedynie 32% rzutów trzypunktowych, ale jednocześnie notował aż 85% skuteczności z linii. Eksperci uważają, że takie statystyki (zwłaszcza kiedy mówimy o 19-latku) pozwalają zakładać poprawę rzutu z dystansu w przyszłości.
Doświadczenia z rozgrywania i taktyki, w jakiej grał zespół z Florida State wynika bardzo dobrze oceniany ball handing Patricka. Spotkałem się nawet z opinią jednego z trenerów, że lepiej kozłuje lewą ręką, mimo że jest praworęczny.
Poza aspektami czysto koszykarskimi często podkreśla się etykę pracy nowego nabytku Bulls. 19-latek nie tylko przedstawiany jest jako skromny, ale też bardzo przyjacielski i pozytywny kompan w szatni.

„Hard worker. Gym rat. Great teammate. Very unselfish, humble kid.”

 

Co w takim razie może być problemem młodego gracza? Co jest powodem, że nie jest to najbardziej chwalony wybór w drafcie w historii klubu?


Pierwszą rzeczą może być to, że choć nowy numer 9 w Chicago jest świetnym rim protectorem to już gorzej radzi sobie z kryciem obwodowych. Sprawia to, że dojście Williamsa nie naprawia problemów, jakie Bulls mieli już w poprzednim sezonie. Nie umieli bowiem zapobiec serii rzutów dystansowych przeciwników.
Jednak to nic przy obawach o grę w ataku. Niska średnia punktowa w koledżu wynika z tego, że był rezerwowym i z taktyki grania drużyny Florida State. Nie zmienia to faktu, że nie zaliczył żadnego spotkania z ponad 20-punktami na koncie w rozgrywkach uczelnianych. Nie był też zbyt regularny w swojej skuteczności. Tutaj Bulls muszą trzymać kciuki za rozwoju zawodnika i nabrania przez niego stabilności w tym elemencie.
Kolejny problem, który miewał Patrick Williams to spory procent strat. Tutaj sprawa rozchodzi się o to, jak duży będzie on miał udział w grze ofensywnej Byków. Na ten moment nie wydaje się, żeby akurat rookie miał być głównym elementem ofensywnej układanki Donovana.

 

Obok faktów sportowych warto zawsze wyciągnąć kilka ciekawostek o nim samym i o jego dołączeniu od organizacji z Chicago, które pojawiły się w związku z tym faktem.

  • Williams wybrał numer 9. Poza Rondo, który ostatnio biegał z takim numerem, dziewiątka to identyfikator ‘The origin Bull’ czyli Loula Dengi, który przez wiele lat był symbolem drużyny w Chicago, grając jako niski skrzydłowy
  • Patrick interesuje się nie tylko męską koszykówką, ale jest też fanem WNBA.
  • Oboje jego rodziców (Janie i Eddie) grali w koszykówkę na Johnson C. Smith University.
  • Jego mama prowadzi kwiaciarnię i Patrick swoją pierwszą pracę dorywczą wykonywał, dostarczając kwiaty.
  • Ma starszego brata o imieniu Kobie.
  • Został wybrany najlepszych rezerwowym konferencji ACC w zeszłym sezonie.

 

  • Kilka ciekawostek od Jeffa Mangurtena:

Williams to ósmy zawodnik w historii Bulls urodzony w północnej Karolinie.

To też siódmy zawodnik o nazwisku Williams, który będzie grał w barwach ‘Wietrznego miasta’ (Corey, Frank, Jay, Jerome, Michael (Carter), PATRICK, Scott)

To dopiero trzecie zawodnik w historii Bulls, który pochodzi z uczelni Florida State.

 

Na pojawienie się nowego zawodnika szybko zareagowali jego nowi koledzy z drużyny.
Chyba najbardziej z tego wyboru ucieszony jest Coby White. Obaj panowie pochodzą z North Carolina i ich miejscowości dzieliło 220 mil. Grali też jako koledzy w jednego drużynie w 2018 podczas zawodów Josh Level Classic w Greensboro. Grali też przeciwko sobie w turnieju EYBL.

 


Podobnie, trochę zgodnie z tradycją, nowego gracza powitali inni zawodnicy z Chicago.

Natomiast tutaj krótki fragment tego, jak o tym picku wypowiadał się główny decydent, nowy chicagowski GM – Arturus Karnisovas.

Ostatnio głośno jest też o odpowiedzi z twiteraz Diwwidie:

Historię spotkania na parkiecie Coby’ego i Pata Williams opowiada w poniższy artykule Jacoby Davis – przyjaciel rodziny.

https://www.nbcsports.com/chicago/bulls/patrick-williams-high-school-coach-says-bulls-got-best-one-nba-draft

  W przeciwieństwie do wielu amerykańskich kibiców (i DŁ-a) nie oceniam źle tego wyboru Bulls. Byki dość jasno stawiają na swój young core, który nie miał jeszcze okazji, by pokazać swój potencjał. W obliczu dość przeciętnego draftu nowy duet Karnisovas/Eversley zdecydował się zaryzykować. 19-letni dopiero Williams to zawodnik na przyszłość, Bulls są świadomi, że poczekają kilka lat, by grał on tak jak tego potrzebują. Dzisiaj jest w stanie on wspomóc obronę i wchodzić zadaniowo z ławki. W końcu przecież sami nie wiemy, na co stać tak naprawdę innych graczy, których już trochę znamy w Chicago. Czas w tym wypadku działa na korzyść drużyny i dopiero w przyszłości będziemy w stanie ocenić czy AK miał rację. Na dzisiaj proponuję po prostu zaufać w jego przeczucia. A oceniając ruch z poziomu obecnej sytuacji, to nie wydaje mi się, żeby Chicago przepuścili jakąś perełkę i ewentualny trade up po Wisemana, o którym wspominałem na początku, zmieniłby oblicze tej drużyny. Nam kibicom zostaje tylko 'Trust the process'.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież