Zaloguj

Zaloguj

Chicago Bulls New York Knicks

Madison Square Garden to miejsce legendarne, więc wszystkie mecze w tej mekce koszykówki mają specjalny klimat. Niestety po ostatniej nocy świętować mogli gospodarze, których w pogoń za 18 punktową stratą prowadził Bobby Portis, jeszcze nie dawno nazywający United Center swoim domem.

 

Chicago zaczęli spotkanie od festiwalu niecelnych trójek w pierwsze trzy minuty, bo trafili tylko 1 z 7 prób dystansowych. Wobec beznadziejnych Knicks nie stanowiło to jednak problemu, bo trener gospodarzy David Fizdale zmuszony był brać czas przy stanie 9-3 i 1/9 jego ekipy w piątej minucie meczu. Pierwsza piątka miejscowych nie zrobiła Bulls krzywdy, bo rzucili jedynie 6 punktów w 8 minut spotkania. Ich niemoc przełamał ex-Byk Bobby Portis, który zdobył 7 punktów (3/3) zaraz po wejściu nas parkiet. Nie uchroniło to Knicks przed fatalnym startem i wynikiem 33 do 15 dla Chicago po 12 minutach.

 

Miejscowi trafili tylko 29% rzutów wobec 52% Lavine’a (8 punktów) i spółki. Bulls przez pierwszą kwartę nie zrobili ani jednej straty.

 

 

Rezerwowi Knicks w drugiej kwarcie szybko zrobili run 8-0 i przewaga Byków zaczęła maleć. Gra dość oryginalną trójką na obwodzie: White-Dunn-Arcidiacono pozwalała jednak nie roztrwonić całej przewagi. Najlepszym zawodnikiem rywali był przez większość czasu Bobby Portis, który już w połowie drugiej kwarty osiągnął 10 punktową zdobycz. Był jednak tylko pojedynczą iskierką. W 18 minucie meczu gospodarze mogli pochwalić się taką samą liczbą strat, jak i trafień z gry – 9. Fatalną skuteczność zaczęli jednak nadrabiać walką o zbiórkę, skąd regularnie znajdywali kolejne szanse na ponowienie (zaliczyli 12 zbiórek w ataku w połowę meczu). To w połączeniu z brakiem skuteczności za trzy Bulls (4/17) sprawiło, że do szatni zawodnicy obu ekip zbiegali przy wyniku 52-42 dla gości z wietrznego miasta.

 

W dużej mierze Byki opierały od początku drugiej połowy grę na swoim młodym centrze, który w pojedynkę walczył często z kilkoma przeciwnikami po obu stronach parkietu. Jednocześnie zdjął z boiska Mitchella Robinsona, który uciekał się fauli, by zatrzymać Wendella. Trafiając wolne Carter jr szybko osiągnął 18 punktów (6/7 FG).

 

W ekipie Knicks mogli liczyć na Portisa, który regularnie ogrywał Korneta i swoją zaciętością, którą pamiętamy, z czasów jego gry w ekipie z Chicago, nakręcał gospodarzy. Jednocześnie ciągle zagadywał dawnych kolegów - widać, że czuł się jak u siebie. Po tym, jak 28 z 30 punktów w trzeciej kwarcie Knicks zdobyli z pomalowane i wolnych, przewaga gości zmniejszyła się o kolejne 2 punkty – przed decydującą częścią Bulls prowadzili 80-72.

 

Efektownego buzzera z rogu rzucił na początku czwartej kwarty – Arci.

 

 Potem nie było już tak kolorowo. Nieudane próby Byków, brak pomysłu na ofensywę doprowadziły, że w 6 minucie kwarty przewaga wynosiła tylko jedno posiadanie – 88-85. A po kolejnym trafieniu Bobby’ego był remis. Wówczas Sato pokazał, że jest jakiś cel jego przebywania na parkiecie i obsłużył kolegów podaniami, a ci w końcu trafili: run 8-0 gości. Knicks odpowiedzieli runem 10-0, z trójką Portisa, który przeciwko dawnym kolegom rozgrywał mecz życia. Potem kolejna trójka Bobbye’ego – 28 punktów w tym spotkaniu - i wynik 103-98 był nie do odrobienia dla Bulls.

 

Plusy:

- Wendel Carter Jr był niewątpliwie najlepszym graczem gości w tym spotkaniu - 20 punktów, 10 zbiórek, 3 bloki.

- Arcidiacono - zawsze waleczny - miał kapitalną sekwencję, gdy trafił buzzera, podawał i wymusił faul ofensywny na początku 4 kwarty.

- Mało strat Chicago - tylko 9, z czego pierwsza w drugiej kwarcie.

- Świetna pierwsza kwarta 15-33, której efekt udało się w 3 kolejne zaprzepaścić.

 

Minusy:

- Przegrana w fatalnym stylu deska (63 do 38 dla miejscowych i aż 25 zbiórek w ataku).

- Postawa LaVine'a w czwartej kwarcie - kilka bezsensownych akcji pod siebie i airballe spod samej obręczy przesądziły o ostatecznym wyniku.

- Rotacja: Kornet - to on jest współautorem świetnego wyniku Portisa. Dunn nawet nie próbuje trafiać, oddając rzuty bez wiary w powodzenie (1/6 FG), podobnie Satoransky, który przez 3 kwarty był nieobecny.

- Skuteczność i liczba rzutów za trzy - tylko 9/35.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież