Zaloguj

Zaloguj

bulls pistons

Trochę dajemy ciała z regularnością relacji, ale to skutki napiętych grafików, ale i koszmarnych występów Bulls. Ciężko znaleźć motywację, by oglądać pojedynki, w których Chicago nie chce wygrywać. Nie ma to wiele wspólnego ze sportem i ciężko znajdować motywację, by znaleźć w tych pojedynkach sens.

 

Postraszeni przez ligę Bulls przywrócili na mecz z Pistons do pierwszego składu Holidaya i Lopeza. I to goście z Wind City zaczęli od dobrej gry w pomalowanym i z najbliższej odległości zdobyli pierwsze 8 punktów. Chicago szybko osiągnęli prowadzenie i musieli zwolnić, żeby nieporadni w ataku (3/10 w 7 minut) gospodarze zaczęli w końcu trafiać. W międzyczasie za trzy przymierzył sobie także RoLo (trzecia trójka w sezonie). Bulls wygrali pierwszą odsłonę 26-21, a powracający center zdobył 9 punktów (4/4 FG). I to bvło na tyle jeśli chodzi o jego występ w tym meczu.

 

Mimo obecności Payne'a Bulls jeszcze zwiększali przewagę, grając rezerwowymi. Jedynie Portis dawał się niszczyć w obronie Morelandowi. Bobby grał katastrofalnie i znów zasiewał wątpliwość przy myśleniu o nim, jako o przyszłości organizacji. Odwrotnie Vonleh – ten wyglądał kapitalnie: trafił za trzy i wszedł bardzo twardo pod kosz. Rezerwowi doprowadzili już nawet do wyniku 39 do 29. Wtedy jednak zaczęli wracać starterzy, a dystans punktowy zaczynał się zmniejszać. W ostatniej minucie Tłoki nawet przechwyciły prowadzenie i po wolnych Griffina prowadzili 49-47 na półmetku pojedynku.

 Tak jak można podejrzewać ani RoLo, ani Holiday nie wybiegli na początku drugiej połowy. Za to atomowym wsadem drugą połowę zaczął Markkanen. Oglądając styl Pistons, można śmiało powiedzieć, że jest to drużyna Blake Griffina. To PF decyduje, jak będą wyglądać akcje i bardzo rzadko odbywa się ona bez jego udziału. Bulls natomiast pudłowali nawet z najłatwiejszych pozycji. Przodował w tym LaVine. Chciałoby się powiedzieć, że królowała obrona, ale była to bardziej nieudolność. Nawet ciekawie wyglądał podkoszowy duet Vonleh-Felicio, który kończył na parkiecie trzecią kwartę. Byki przed ostatnią częścią wypełniali plan i przegrywali 62-73. Co ciekawe Pistons, w tym czasie, aż 8 razy zablokowali zawodników Byków, graczom z Chicago ta sztuka się nie udała.

Portis nie odzyskał pewności w czwartej kwarcie, a Pistons bawili się coraz lepiej. Zaczęli 7-2 ostatnią odsłonę i nie musieliśmy się bać, że Byki wygrają ten mecz. Nadwyraz dobrze za trzy rzucał Payne, który w piątej minucie kwarty notował 4/6 zza łuku. Dzielnie walczył też Valentine, który prezentował najdziwniejsze sposoby zdobywania punktów. Chwilowy zryw szybko wygasił wracający na parkiet Griffin, ładną trójką z rogu. Pistons na trzy minuty przed końcem meczu, gospodarze prowadzili 19 punktami. To był znak, że Byki odpuszczają już mecz. Na parkiet wbiegł Blakeney.

 

Plusy:

- RoLo - zagrał jedną kwartę - zdobył 9 punktów i pokazał, że stanowi wartość na boisku i powinien znaleźć się klub zainteresowany wymianą z jego udziałem.

- Dunn - 13 punktów, 4 asysty, 3 przechwyty. Cały czas chce pokazać, że potrafi grać i z optymizmem patrzę na jego przyszłość w Bulls.

- Payne -17 punktów, ciekawe czy ktoś typował go jako najlepszego strzelca w naszym facebookowym typerze.

- Ciekawy jest ten Vonleh - zobaczymy, co z nim zrobią po sezonie.

 

Minusy:

- Portis - 1/10 z gry. Był beznadziejny. Seriami nie łapał podań, dostawał czapy i grał 'na siłę'. Tylko jego frustracja potwierdzała mi, że nie dołował tak specjalnie.

- Markkanen/Lavine - 6/25 FG - maestria tankingu.

- Interwencja ligi wymuszająca ustawianie rosteru przez Bulls.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież