Zaloguj

Zaloguj

bulls raptors

Po tym, jak przez kilka lat Bulls regularnie ogrywali Raptors, w tym sezonie przeciwnicy z Kanady mają znacznie odmienne niż Bulls aspiracje i w odwecie za poprzednie late, to oni leją niemiłosiernie nasze Byki. Chicago wracają do przegrywania, ale muszą się postarać, bo obecnie zajmują dopiero 8 miejsce w wyścigu po numer jeden draftu.

 

Powrót Dunna to była niewątpliwie jedna z najważniejszych informacji przed meczem z Raptors. Fani w United Center zobaczyli go wychodzącego w wyjściowym składzie. Od razu też rozpoczął mecz od trafienia. Po pierwszych minutach granych na zasadzie ‘wet za wet’, nagle goście zrobili run 7-0 i coach Hoiberg brał pierwszy timeout w połowie kwarty. Gracze z Kanady dominowali zwłaszcza w pomalowanym. W ten sposób zdobyli 18 z 21 pierwszych punktów. Ofensywa Byków także była przyzwoita i w odpowiedzi na udaną serię przyjezdnych mogli pochwalić się runem 9-2, okraszonym wsadem LaVine’a:

Drugą połowę kwarty gospodarze wygrali 20 do 8 i prowadzeni przez trafiającego zza łuku Holidaya (2/3 za trzy) i straszącego hakami Lopeza (8 oczek) Byki prowadziły z liderem konferencji Wschodniej 33-27.

Rezerwowi Byków w dwie minut stracili przewagę z pierwszej odsłony i nadal nie widzieliśmy na parkiecie żadnego z drogich ‘podgrzewaczy ławki’ (Asik, Felicio). Turek nawet ubrał się w garnitur, by czasem nie musiał wbiec grać. Za to pod koszem jako czwórka występował Zipser. Chicagowski drugi unit mizernie wyglądał przy swoich odpowiednikach w barwach rywali. Ci zaliczali 26 punktów (z 49 zdobytych) swojej ekipy w połowie drugiej kwarty. Wśród Byków, po słabych występach kolejno parkiet opuszczali rezerwowi. Dunn, LaVine i Markkanen mieli okazję dopiero czwarty raz zagrać razem w jednym meczu, ale oglądanie ich w akcji nastawia pozytywnie w kontekście przyszłości organizacji.

Mankamentem była jednak skuteczność (Zach nie trafił m.in. wsadu). Raptors szybko odskoczyli na dwucyfrową przewagę. Po 24 minutach spotkania i rzucie ośmieszającym defensywę Bulls DeRozana przyjezdni prowadzili 61-49. 10 punktów i 4 zbiórki miał RoLo. Dla Raps po 12 puktów uciułali podkoszowi: Ibaka i Valanciunas.

 Raptors wrzucili drugi bieg na początku drugiej połowy i po trzech minutach prowadzili aż 18 punktami. Opór stawiał jedynie Lauri, bo pozostali zawodnicy miejscowych wyglądali na rozczarowanych. Na domiar złego Lowry’emu wpadało wszystko do kosza i z tak przeciętną defensywą, jaką prezentowali miejscowi, w połowie trzeciej kwarty przy wyniku 61-84, Bulls wrócili na (jedyną obecnie słuszną) drogę tankowania. Po bezbarwnej trzeciej kwarcie goście prowadzili 95 do 76. Toronto trafiali przez 3/4 meczu na 52% skuteczności.

Kolejne trójki Toronto na początku czwartej odsłony odebrały sens widowisku i mogliśmy już ze spokojem dopisać kolejną porażkę Chicago i utrzymać pozycję w walce o top draftu 2018. LaVine jeszcze kilka razy mógł się na parkiecie zdenerwować, bo wyglądało, że nawet sędziowie chcą iść jak najszybciej do domu, bo rzadko sięgali po gwizdki. W samej końcówce zadebiutował w barwach Bulls Vonleh. Nawet trafił do kosza. Ostatecznie w United Center Bulls przegrali aż 98 do 122.

Plusy:

- Markkanen regularnie pokazuje, że jest przyszłością NBA - miał 14 punktów, 6 zbiórek i 2 bloki.

- Portis - kiedy nikomu już się nie chciało, on wciąż walczył jak lew. Miał 18 punktów w 21 minut na parkiecie na 57% skuteczności.-

- Wygrana pierwsza kwarta, po dobrej grze gospodarzy.

- Powrót Dunna - nie wyglądał najlepiej, ale ważne że wrócił.

- Tylko 6 strat Byków.

- Henry w formie:

Minusy:

- Wyraźnie przegrana zbiórka 50-42 i brak obrony w 'pomalowanym'.

- Asik wciąż w garniturze na meczu (nie mam pojęcia czemu).

- Felicio dostał całe 5 minut, a Zipser 'produktywnie' w 15 minut zrobił 2 punkty i 3 zbiórki oraz 1/5 z gry.

- LaVine tym razem miał dzień cegły - 5/17 z gry.

 

Nie ma to jak walentynki:

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież