Zaloguj

Zaloguj

C:\Users\Bartek\Desktop\holidaybulls.png

Philadelphia – Po porażce z miejscowymi 76ers Zach LaVine zboczył z drogi do autobusu i wykonał parę kroków w kierunku automatu z przekąskami. Potrzebował przekąski a „te serowe” zdawały się go wzywać zza szyby maszyny. Jednak kiedy Zach wybrał numer i przesunął kartę nic się nie wydarzyło. Cierpliwe przeciągał kartę znowu i znowu, aż w końcu pracownik hali przyszedł mu z pomocą. Jedno przeciągnięcie kartą później dwie paczki serowych crackersów spadły na dół podajnika i LaVine mógł opuścić budynek z ulgą – może i Bulls przegrali mecz ale skoro nie mógł opuścić hali Sixers z wygraną na koncie, to przynajmniej opuścił ją z czymś innym czego bardzo chciał.

Wciskanie przycisku „RESET” w organizacji jaką jest drużyna NBA może być równie zdradliwe co obcowanie z uszkodzonym automatem pełnym przekąsek. Czasami wybrane przez nas rzeczy utykają gdzieś na drodze między płatnością a wypadnięciem do podajnika skąd możemy je zabrać. Innym razem maszyna nie odpowiada na komendy albo omyłkowo wybieramy zły numer i otrzymujemy niechcianą przekąskę. Kiedy zeszłego lata Bulls zdecydowali się na oddanie Butlera i rozpoczęcie przebudowy na poważnie poprzez pozyskanie Zacha LaVine, Krisa Dunna i 7 picku, z którym wybrano Lauri Markkanena, rozumieli podejmowane ryzyko i zaakceptowali konsekwencje takiej decyzji. Jednak w Chicago nikt nie zamierzał być długo na dnie i inwestować wyłącznie w loterię draftu oraz picki jako drogę do powrotu na szczyt. Chcieli zebrać możliwie dużo talentu i sprawić by przegrywanie było bardziej akceptowalne a przebudowa wykonalna – ale przecież mogli potknąć się już na wyborze „rdzenia” nowego projektu.

„Myślę, że najważniejsze dla nas jest to, że nie zaczynamy kompletnie od zera.” Powiedział wice prezydent do spraw operacji sportowych John Paxson. „Mamy trzech bardzo utalentowanych zawodników i uważam, że spokojnie możemy dodać do nich Portisa, który pasuje do wyznaczonego przez nas kierunku. Wydaje nam się, że zmierzamy w dobrym kierunku ale nie chcemy też przeceniać tego co już mamy. Wiemy, że aby zwyciężać na najwyższym poziomie w tej lidze potrzebujemy świetnych zawodników i mamy nadzieje, że już posiadamy jednego czy dwóch takich graczy gdzieś w naszym rosterze. Mamy nadzieje, że możemy wychować sobie takich zawodników i idąc dalej chcemy podejmować takie decyzje aby dodawać do tego projektu kolejne elementy.”

C:\Users\Bartek\Desktop\b173a87c4c02a250af7771411ee5acb0.jpg

Początek tej przebudowy nie był zbyt ciekawy. Dunn złamał palec, Portis połamał szczękę Mirtociowi podczas bójki na treningu a Bulls byli tak straszni, że prawie wprawiali fanów w nostalgiczną tęsknotę za sezonami z Timem Floydem po tym jak zakończyła się dynastia Michaela Jordana. Potem, w cudowny sposób, Bulls odpalili po tym jak do drużyny wrócił Mirotić a prawdziwi hejterzy krytykowali trwającą dobrą passę zespołu mówiąc, że ten nie potrafi nawet w dobry sposób tankować. „Naszą decyzją nie jest wychodzić na boisko i tankować. To nasz teren. Wychodzisz na parkiet i nie chcesz się poddać przed kimkolwiek, nieważne z kim gramy i co ludzie mówią.” Powiedział Zach LaVine dla Yahoo Sports. „Wychodzimy tam by wygrywać.”

Od tego momentu w Chicago trochę się zmieniło i obecnie możemy oglądać drużynę gotową do walki z każdym, którą świetnie się ogląda a jej przyszłość wygląda obiecująco. Gdzieś pomiędzy ciosem Portisa 17 października i niefortunnym upadkiem Dunna twarzą o podłogę po dynamicznym wsadzie 17 stycznia, który spowodował jego wejście w „concussion protocol”, Bulls zdążyli przekonać się, że 3 elementy układanki pozyskane w wymianie z Minnesotą, które miały pomóc w lepszym starcie tej przebudowy mogą naprawdę stanowić fundamenty dla przyszłych sukcesów.

C:\Users\Bartek\Desktop\98057ad4523590b1d3c49a49aef0002d.jpg

Mogła to być tamta sesja filmowa na Uniwersytecie w Charlotte, podczas której Dunn poznał przyczyny swoich błędów w końcówce czwartej kwarty meczu z Pacers i obiecał sobie, że to już więcej się nie powtórzy. Mogło to być też wtedy kiedy Markkanen wyszedł na parkiet hali Madison Square Garden po raz pierwszy i dał lekcję koszykówki Porzingisowi rzucając osiem trójek. Mogło to być też wtedy gdy miał miejsce długo wyczekiwany debiut Zacha LaVine 13 stycznia, w którym to dał próbkę swojego dobrze znanego atletyzmu ale też i innych niedocenianych umiejętności, które  sprawiły, że podjęto ryzyko pozyskania go kiedy był w trakcie rehabilitacji po tak poważnej dla sportowca kontuzji.

„Jimmy dawał tej drużynie bardzo dużo, ale pozyskanie trzech młodych zawodników, wszystkich ze świetlaną przyszłością przed sobą, to ekscytujące i myślę, że Ci goście na ten moment przeszli nasze oczekiwania.” Powiedział trener Bulls Fred Hoiberg.

Początkowo wymiana z udziałem Jimmiego Butlera nie była zbyt doceniana, niektórzy sugerowali, że Bulls otrzymali bardzo mało w zamian za tak wielki talent. Ale jak pokazały później wymiany z udziałem Paula George’a i Carmelo Anthony’ego, żadna z drużyn, które zdecydowały się wymienić swoich All-Starów nie zyskała lepszych zawodników czy picków w zamian. Paxson i Forman dali Butlerowi szansę gry o coś więcej w Minnesocie i zdecydowali się poczekać aż pozyskany talent się rozwinie. „Aby przeprowadzić dobrą wymianę, to co oddają obie drużyny musi być porównywalne.” Powiedział Paxson. „Możecie porozmawiać z oboma stronami wymiany i myślę, że jesteśmy tak samo zadowoleni z jej rezultatu.”

Od kiedy Hoiberg powierzył ofensywę Byków w ręce Dunna po tym jak ten wrócił do zespołu po kontuzji, Kris przypomniał wszystkim dlaczego tak wiele drużyn – w tym Bulls – myśleli o jego wyborze w drafcie 2016, jeszcze przed tym jak katastrofalny rookie sezon zostawił jego pewność siebie w strzępach. Dunn był nieustępliwym obrońcą i nieustraszonym graczem w ofensywie, zawodnikiem na końcówki, zdolnym doprowadzać sprawy do końca. Bulls będą potrzebować Dunna aby utrzymywać odpowiedni poziom agresji w grze, chociaż wszyscy liczą się z tym, że początkowo może grać z większą ostrożnością po tym jak niefortunnie upadł na twarz po wsadzie w meczu z GSW a jego zęby odcisnęły trwały ślad na parkiecie w United Center.

Najwyższa możliwa szansa na wysoki pick w loterii draftu wydawała się być głównym celem na ten sezon i plan ten był widoczny po tym jak Bulls zaczęli sezon z bilansem 3-20, z serią 10 porażek z rzędu, w tym 49 punktowy blowout z Golden State Warriors. Ale jeżeli mieli byśmy przytoczyć jeden pozytyw z okresu po „Miroticowym wypadku” to to, że dzięki temu Markkanen zyskał rolę startera i stało się to dużo wcześniej niż początkowo zakładano a Lauri mógł pokazać, że może być zawodnikiem kalibru „franchise player”. „Myślę, że ten dzieciak ma szansę stać się kimś wyjątkowym.” Powiedział Fred Hoiberg na temat swojego fińskiego rookie.

Markkanen, mierzący 7 stóp Fin, grający rok na boiskach NCAA w drużynie Arizony, był zawodnikiem, w którego Bulls głównie celowali przed draftem i na szczęście udało im się go wybrać. Fred Hoiberg był wręcz zakochany w zestawie umiejętności i tym jak atletycznym graczem jest Lauri. Jego zdaniem te cechy były idealne dla nowoczesnego wysokiego. Pierwszoroczniak zdążył już zapisać się w historii NBA jako zawodnik, który potrzebował najmniejszej ilości spotkań aby osiągnąć 100 celnych trójek. Rekord ten należał wcześniej do Damiana Lillarda. Do tego dodać należy jego umiejętności do ścinania z piłką na kosz i wykańczania akcji layupem lub potężnym wsadem. Talent Lauriego nie przeszedł niezauważony przez samego Dirka Nowitzkiego, który w swoich wypowiedziach po meczu z Dallas Mavericks docenił talent „Finnishera”.

„Nie wiem czy ktokolwiek zauważył jego opanowanie, które ma już w tak młodym wieku. Jeżeli oglądasz go regularnie zauważysz, że on nie ulega frustracji w żaden sposób i w żadnej formie.” Powiedział Paxson. „Nie wycofuje się. Nawet w meczach kiedy piłka rzadko do niego trafia, on zachowuje się tak samo. Nie złości się, nie frustruje. Nie mówi, że nie dostaje piłki. Wydaje się, że po prostu to rozumie. Będą sytuacje kiedy będziemy wymagali by był bardziej stanowczy, ale do tej pory był świetny. Posiada wielki potencjał.”

LaVine, dwukrotny triumfator konkursu wsadów, przed kontuzją wypracował sobie pozycje, dzięki której stał się częścią młodej wielkiej trójki obiecujących talentów z Minnesoty, grając u boku dwóch zawodników wybranych z pierwszymi pickami wcześniejszych draftów – Townsem i Wigginsem. Zach Zagrał zaledwie 6 spotkań po kontuzji, w tym tylko 3 z Dunnem i Markkanenem. To nowe trio Byków będzie musiało rozwijać swoje koleżeństwo i chemię na boisku ale Hoiberg jest póki co zadowolony z tego co pokazuje LaVine. „Sprawia, że ciężkie rzeczy wyglądają na proste, nie ma wielu takich zawodników w lidze.” Powiedział trener Bulls.

Ograniczenia minutowe nieco spowolniły jego produktywność na parkiecie, co oczywiście nie jest żadną niespodzianką. LaVine nie chce być szufladkowany jedynie jako dunker.  „Od konkursów wsadów, przez fanów i media, oni po prostu przypinają Ci łatkę. Wszyscy w NBA wiedzą, że sam atletyzm nie oznacza, że potrafisz grać. Zawsze byłem gościem, który pokazywał co potrafi kiedy tylko była ku temu okazja.” Powiedział Zach LaVine. „Nie mogę kontrolować tego co wszyscy mówią. Wiem, że wnoszę do drużyny swój talent i zamierzam udowodnić, że mamy wystarczająco dużo umiejętności aby osiągnąć sukces. Zamierzam udowodnić, że byłem warty tego co za mnie oddano. Jimmy Butler to wspaniały zawodnik, All-Star, zawodnik ze ścisłego topu. Mam trochę czasu by wejść na ten poziom i mam zamiar tego dokonać.”

Bulls dali Zachowi szansę, którą niekoniecznie dostał w Minnesocie, czy nawet na uczelni UCLA, co spowodowało, że jego krótki pobyt w Chicago już zdążył przekonać go do tego by chciał zostać częścią długofalowych planów zespołu. „Nie wybieram się nigdzie indziej.” Powiedział LaVine, który latem będzie zastrzeżonym wolnym agentem. „Najważniejszą rzeczą jest bycie chcianym przez ludzi, którzy Ci ufają. Odczuwam tutaj miłość i na pewno chcę kontynuować tu swój rozwój i stawać się lepszy. Chcę pomóc wrócić tej organizacji na należne jej miejsce, to jedna z najlepszych drużyn w historii NBA. W latach 90 zostaliśmy rozpieszczeni przez Pewnego Gościa. Chicago zasługuje na to, musimy wrócić do tamtych sukcesów.”

I tak jak z serowymi przekąskami w maszynie, Bulls muszą teraz tylko mieć nadzieję, że przycisk z napisem „RESET” wyrzucił im do podajnika co najmniej dwa solidne fundamenty pod budowę przyszłych sukcesów tak zasłużonej, legendarnej organizacji.

[źródło: yahoo! sports]

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież