Zaloguj

Zaloguj

dł 1

 Jak obiecałem, tak robię. Oprócz cotygodniowego przeglądu newsów zobowiązałem się do oddawania w wasze ręce interesujących tekstów, na które natknąłem się w mediach zagranicznych.

Tym razem na tapetę weźmiemy wymianę, która była punktem zwrotnym dla obu organizacji i sprawdzimy, czy odpowiedź na pytanie o to, kto wyszedł z niej zwycięską ręką nadal jest taka sama. Miłej lektury.

 Tego lata w Chciago zdecydowano się na przebudowę. Oddając All Stara Jimmiego Butlera, razem z 16 pickiem draftu 2017 do Minnesota Timberwolves, w zamian za Zacha LaVine, Krisa Dunna i 7 pick draftu 2017, dla obu organizacji rozpoczęła się nowa era.

Z 16 pickiem Wolves wybrali Justina Pattona (aktualnie przypisany do zespołu G-League, po tym jak w wakacje doznał złamania stopy). Chicago Bulls z 7 pickiem sięgnęli po Lauri Markkanena.

W tamtym czasie wszystkim wydawało się, że Bulls dali się wręcz obrabować. Jimmiego Butlera - serce i duszę Byków, gwiazdę będącą u szczytu swojej kariery, zamieniono na słynącego z wsadów, latającego nad obręczą SG z zerwanymi więzadłami i PG, uznawanego za niewypał draftu 2016 oraz pick w drafcie, który zawsze jest niewiadomą.

Według ekspertów był to bardzo zły deal dla Chicago Bulls. Fakt, że oprócz Butlera oddano też pick 1 rundy sprawiał, że cała transakcja wyglądała jeszcze gorzej z perspektywy organizacji z Windy City.

Patrząc na historię poczynań Front Office Bulls na rynku transferowym taki ruch nawet nikogo specjalnie nie zdziwił. Potrafili już oddać Taja Gibsona i Douga McDermotta za Joffreya Lauvergne, Anthony Morrowa i Camerona Paynea, a także Tonego Snella za Michaela Carter-Williamsa w zeszłym sezonie. Rok później, z całej tej zbieraniny jedynie Cameron Payne wciąż jest częścią zespołu, dochodząc do siebie po operacji stopy. Kibice Chicago Bulls nie potrzebują chyba przypominania im poczynań „legendarnego” duetu GarPax.

Jak bardzo zła była więc naprawdę Wymiana Jimmiego Butlera ? Teraz, kiedy jesteśmy już na półmetku sezonu zasadniczego, sprawdźmy jak wyszły na tym obie strony.

 

Jimmy Butler i Minnesota w drodze na szczyt

dł 2

Zacznijmy od analizy sytuacji Timberwolves. Tom Thibodeau dostał do dyspozycji swoich dwóch ulubionych zawodników z czasów wspólnej pracy w Chicago Bulls – Jimmiego Butlera i podpisanego podczas Free Agency Taja Gibsona. Wspomniana dwójka wspólnie zapewniła młodej drużynie z Minnesoty tak potrzebne przywództwo i doświadczenie, którego Thibs potrzebował.  Jimmy i Taj we dwójkę wprowadzili do drużyny siłę, twardą grę w obronie, nad którą Thibodeau tak desperacko starał się pracować z Townsem, Wigginsem i resztą „Młodych Wilków”. Po zaledwie połowie rozegranego sezonu z łatwością można zauważyć, że nowe nabytki już zaczęły się spłacać.

Jednym z największych problemów, z którymi mierzyli się w zeszłym sezonie Timberwolves było oddawanie prowadzenia i słabe występy w końcówkach spotkań. W zeszłym roku Wolves znajdowali się na 28 miejscu w rankingu clutch game win percentage (procent wygranych spotkań w clutch time) z wynikiem 33%, wygrywając 15 a przegrywając 30 spotkań w clutch time. W ostatnich 5 minutach spotkań Timberwolves rzucali na skuteczności 39.4%, o 8.2% niżej niż średnia sezonu na poziomie 47.6% i zanotowali net rating 14.3 (Net rating jest to sposób na zmierzenie różnicy punktowej drużyny na 100 posiadań – różnica pomiędzy offensive rating a defensive rating). Zespół był również na 28 miejscu w clutch time ofensive rating z wynikiem 97.3, gorsi od Wilków w tym wzgędzie byli tylko Bucks i Pelicans. Byli też notowani na 22 miejscu w defensive rating z wynikiem 111.6. W skrócie – Minnesota Timbervoles była zespołem tragicznym w kocówkach spotkań.

 

 

W tym roku Jimmy Butler objawił się właśnie jako rozwiązanie problemów Timberwolves w clutch time. Mało który zespół może pochwalić się lepszym zawodnikiem niż Jimmy w tego typu sytuacjach. Butler jest w tym sezonie trzeci w lidze z 92 punktami zdobytymi w clutch time, rzucając 9-18 w ostatniej minucie. Już w czasach gry dla Bulls można było zauważyć, że JB posiada niesamowity talent do trafiania rzutów z dowolnego miejsca na parkiecie, trafiając nawet dobrze broniony rzut w momencie kiedy wynik meczu wisi na włosku. Z Jimmim u steru, drużyna Wilków legitymuje się wynikiem 59.1% w statystyce clutch time win percentege przy 13-9 (wygrane-przegrane) i wynoszącym 43.5% field goal percentege w końcówkach spotkań. Wciąż nie jest to do końca to czego oczekuje Thibs i ekipa nie błyszczy w defensywie ale potrafi już zniwelować wpływ tych braków na wynik dzięki lepszej skuteczności w końcówkach.

Od grudnia zespół z Minnesoty wygląda coraz lepiej w obronie. Powody rozwoju zespołu można wyjaśnić w prosty sposób, jedynie analizując grę drużyny gołym okiem, bez spoglądania w statystyki. Największą różnicą jest rozwój Karla Anthony-Townsa jako obrońcy. KAT wygląda dużo lepiej na bronionej stronie parkietu, podejmuje lepsze decyzje i nie zostawia „pomalowanego” aby szukać okazji do bloku tam gdzie nie trzeba.

Problemy KAT’a w defensywie nigdy nie były spowodowane tym jakim jest zawodnikiem, a raczej brakiem odpowiedniego szkoleniowca i pracy nad tym aspektem jego gry. W zamieszczonym powyżej filmiku można zobaczyć jak dobrze pojawia się by pomóc w powstrzymaniu Lillarda przed oddaniem rzutu w clutch time. Wydaje się, że rozwój gry obronnej to coś co będzie tylko postępować u Townsa. Jednak nie tylko to ma wpływ na zaskakująco dobra grę Timberwolves w obronie. Jimmy Butler wniósł do zespołu wyższy poziom intensywności  w grze obronnej. Jimmy został liderem i weteranem, którego Thibs potrzebował aby przekonać młodych zawodników do swojego systemu. W dodatku Wiggins nie jest już zawodnikiem oddelegowywanym jedynie do krycia najbardziej ofensywnie usposobionego zawodnika przeciwnej drużyny. Posiadanie na boisku Butlera daje dużo więcej opcji w obronie przed skrzydłowymi przeciwnika. Podsumowując – Pozyskanie Butlera było wspaniałym ruchem dla Minnesoty. Butler zapewnia siłę i twardą grę po obu stronach parkietu co ma olbrzymi wpływ na to jak zespół Wilków wygląda na parkiecie. Na własnych oczach obserwujemy proces dojrzewania tej drużyny i ich kolejny krok w drodze do poważnej gry w playoffs.

Powrót Byków

dł 3

Po ubiegłym sezonie większość fanów postrzegała go jako niewypał draftu 2016. 22 letni rookie, wybrany z 5 pickiem , Kris wydawał się być najlepszym PG tego draftu. Charakteryzowała go eksplozywność i atletyzm, ciało gotowe do gry w NBA i fizyczne „narzędzia”, predysponujące go do bycia świetnym zawodnikiem po bronionej stronie parkietu. W swoim pierwszym sezonie notował średnie na poziomie 3.8 pkt, 2.4 ast i 2.1 zb, grając 17.1 min na mecz. Dunn rzucał na skuteczności 37.7%, 28.8% za trzy i miał problem w praktycznie wszystkich elementach gry. W ataku Dunn nigdy nie czuł się zbyt dobrze, czasem grał zbyt pasywnie, innymi razy chciał zrobić za dużo. W obronie na pewno pokazywał swój potencjał, jego długie ramiona i atletyczna budowa pomagała mu w kryciu rywali i notowaniu przechwytów. W tym roku, Kris Dunn wygląda na zupełnie innego zawodnika. Jako podstawowy rozgrywający Byków jego średnie wyglądają już dużo bardziej okazale – notuje średnio 13.3 pkt, 6.0 ast i 4.8 zb na mecz, wywierając duży wpływ na grę po obu stronach boiska.

 

Prawie połowa posiadań Krisa to sytuacje pick & roll (47%), w których osiąga średnią 0.76 pkt na posiadanie, podobnie jak w zeszłym sezonie, i jest to wynik na poziomie 40 miejsca w NBA. Jednakże chemia między Dunnem i Laurim, będącym głównym adresatem jego podań obok Robina Lopeza, zmierza w dobrym kierunku a Kris pokazał już wiele inteligentnych zagrań, a do tego podejmuje lepsze decyzje. Na poniższym filmiku Kris z piłką zastawia się przed Wallem, zmuszając Gortata do interwencji co pozwoliło na oddanie celnego rzutu osamotnionemu Robinowi. Dunn wykazał się dużą cierpliwością w momencie oczekiwania na polskiego centra zanim zdecydował się na podanie do RoLo.

 

Jak większość „wybuchowych” rozgrywających, atletyzm Dunna jest bardzo pomocny w sytuacjach pick & roll. Zobaczcie w jaki sposób nasz PG przełamuje słabe podwojenie Beala i Gortata, kończąc akcję wsadem po zasłonie Lopeza. Jego szybkość w dryblingu zmusza wysokich graczy przeciwnika do pomocy i podwajania co często kończy się zostawieniem krytego przez siebie zawodnika na czystej pozycji. Warto także zauważyć w jaki sposób Lopez obraca się i stawia zasłonę dla Markkanena aby otworzyć mu pozycję. Byki pokazują w tym sezonie dużo gry bez piłki, która pozwala wyprowadzić Lauriego na czyste pozycje przy jego rzutach za trzy.

 

Rzut Dunna się rozwija ale to wciąż jeszcze nie to, jest mniej więcej w środku stawki jeżeli chodzi o guardów rzucając na skuteczności 43.2% i wciąż musi pracować na swoim jumpshotem. Większość swoich rzutów rozpoczyna od pompki , trafiając 37.7 % z nich. Jest także nieregularny w sytuacjach catch-and-shoot. Kontynuując pracę nad swoim jumpshotem, powinien zauważyć, że im większe zagrożenie stanowi z dystansu, tym częściej pojawią się wolne korytarze pozwalające mu ruszyć na kosz. Ta umiejętność w arsenale pozwoli mu oddziaływać w inny sposób niż dotychczas na otaczającą go sytuację na parkiecie.

Część rosnącej produktywności Dunna może być wyjaśniona też przez zmiany w treningu i systemie między tym czego doświadczył w Minnesocie, a tym co spotkał w Chicago. Kris otwarcie mówił o swojej frustracji w zeszłym sezonie kiedy to po raz pierwszy w swojej karierze był zawodnikiem wchodzącym z ławki, rozgrywając różne ilości minut na różnych pozycjach. Jako rezerwowy Dunn nie czuł jaka tak naprawdę jest jego rola na boisku. Drugą sprawą jest to, że trener Thibodeau słynie z braku zaufania do swoich rookies. Tak czy inaczej, w tym sezonie Kris Dunn w Chicago stał się zawodnikiem wnoszącym dużo więcej do zespołu, gra z większą agresją i co można z łatwością zauważyć – czuje się komfortowo na boisku.

„Fiński Dirk”

dł 4

Z otrzymanym w wymianie 7 pickiem draftu 2017 Chicago Bulls wybrali Lauriego Markkanena. Młody Fin notuje imponujące liczby jako rookie. Jego średnie to 14.9 pkt, 1.3 ast, 7.6 zb na mecz przy skuteczności rzutów 41.8%/34.2%/82.9%. Jako zawodnik, któremu wchodząc do NBA przyklejono łatkę strzelca, Markkanen robi właśnie to czego się po nim spodziewano. W trakcie pierwszych 35 meczów sezonu Lauri 49.8% swoich rzutów oddawał zza łuku. Jego gra opiera się głównie na ruchu bez piłki, stanowiąc duże zagrożenie w akcjach catch-and-shoot, z których to notuje ponad połowę swoich punktów.

Lauri Markkanen z łatwością wkomponował się w nowy styl Chicago Bulls dowodzonych przez Freda Hoiberga, mających realizować jego pomysł na szybką, ofensywną grę i stwarzanie przestrzeni. Drużyna kreuje wiele sytuacji stawiając zasłony i kreując czyste sytuacje rzutowe dla „Finnishera”. Niektóre ze stosowanych przez Byki zagrywek, włączając w to zasłony wysokich zawodników na wysokich zawodnikach przeciwnika, pozwalają stworzyć czyste sytuacje właśnie dla Lauriego.

Poza samymi czy strzeleckimi umiejętnościami, Markkanen często pokazuje przebłyski mogące zwiastować jego olbrzymi potencjał do rozwijania bardziej różnorodnych sposobów na punktowanie. Jest zaskakująco dobry z piłką w ręce, w akcjach pick & roll oraz w dryblingu. Pokazał też, że potrafi dobrze wykańczać akcje wykorzystując swoje warunki fizyczne, rzucając znad obrońcy. Jego gra pod koszem wciąż pozostawia duże pole do rozwoju ale już niejednokrotnie pokazał, że potrafi zakończyć akcję hakiem i to, że może atakować zarówno z lewej jak i z prawej strony. W Chicago spodziewają się, że po solidnie przepracowanym lecie, bez meczy reprezentacji, Lauri nabierze nieco muskulatury, popracuje nad swoimi umiejętnościami i udoskonali grę bliżej kosza.

Ogólnie rzecz biorąc, Lauri Markkanen był fantastycznym wyborem i posiada potencjał na bycie doskonałym, nowoczesnym wysokim zawodnikiem w NBA. Wspólnie z Krisem Dunnem ta dwójka to bardzo dobrzy młodzi zawodnicy pozyskani w zamian za Jimmiego Butlera. Nie zapominajmy jednak o najlepszym zawodniku wchodzącym w wymianę za JB. Zach LaVine wciąż jeszcze nie zadebiutował (możliwe, że czytacie to dopiero dzień po debiucie Zacha. Kończę pisanie na kilka godzin przed meczem). Zach LaVine, jego rzut za trzy, atletyzm i umiejętność rozgrywania powinna być kolejną wartością dodaną zespołu kiedy już będzie gotowy do gry.

 

Zwycięzcy i … zwycięzcy

 

dł 5

 

Jak więc na półmetku regular season „Wymiana Jimmiego Butlera” wpłynęła na obie jej strony?

Cały koszykarski świat myślał, że Minnesota wręcz okradła Chicago, zyskując najlepszego zawodnika w wymianie oraz rim protectora wybranego w drafcie z otrzymanym od Bulls 16 pickiem, oddając w drugą stronę kontuzjowanego zawodnika, 7 wybór w drafcie i „paczkę orzeszków”, którą miał być Kris Dunn. Jimmy Butler i jego unikalne cechy lidera i twardego zawodnika po obu stronach parkietu pokazują, że jest kimś więcej niż tylko gwiazdą. Pod wodzą JB Timberwolves wdrapali się już do czołowej 4 konferencji zachodniej i śmiało mogą szykować się na swoje pierwsze playoffy od lat. Na ten moment brakuje im nieco głębi składu, zwłaszcza po odejściu LaVine i Dunna. Dodając do tego jeszcze kontuzje Pattona sytuacja nie wygląda zbyt dobrze, jednak wciąż ich pierwsza piątka jest bardzo silna i pozwoliła im zajść tak wysoko w tabeli zachodniej konferencji.

Większą niespodzianką na pewno jest to co jak na tej wymianie wyszli Chicago Bulls.

Kris Dunn okazał się być atletycznym rozgrywającym, świetnym w obronie, z ogromnym potencjałem i z pewnością przeszedł już najśmielsze oczekiwania, które w tym sezonie przed nim stawiano. To zawodnik, którego ogląda się wspaniale, szczególnie kiedy już urwie się obrońcy i doprowadza widownie do zachwytu potężnym wsadem. Wystarczy spojrzeć na jego pojedynek z Johnem Wallem -  wspaniały pojedynek dwóch bardzo atletycznych rozgrywających. Na przestrzeni roku Dunn przeszedł transformację z wpadki draftu 2016 w dobrego rozgrywającego na poziomie pierwszej piątki, a jego potencjał na pewno jest dużo wyższy niż to co obecnie obserwujemy.

Dunn oczywiście wciąż miewa mecze, w których delikatnie mówiąc „cierpi”. Wciąż zdarzają mu się mecze ze skutecznością 1-12 czy spotkania, w których gra zbyt agresywnie i szybko łapie niepotrzebne faule. Ofensywny styl Freda Hoiberga pozwala też nieco zdjąć z jego barków ciężar rozgrywania, który w tym systemie rozkłada się też na resztę drużyny, co ewidentnie ma dobry wpływ na grę Krisa. Jeżeli w dalszym ciągu będzie pracował nad rzutem to ma szansę zostać topowym PG w NBA, a kto wie, może nawet All-Starem.

Lauri Markkanen także wygląda na zawodnika dobrze pasującego do drużyny i świetny wybór w drafcie. Jest dobrym strzelcem a jego gra może przywodzić na myśl wczesne lata gry Dirka Nowitzkiego, czy też potęgować często pojawiające się porównania do Porzingisa. Śmiało można powiedzieć, że jego potencjał jest „gwiazdorski”.

dł 6

Kiedy już do gry wróci Zach LaVine, do układanki Chicago Bulls 2018 zostanie dodany kolejny świetny element. Interesujące będzie oglądanie tego jak Zach dostosuje się do systemu preferowanego przez Hoiberga, który wydaje się być wręcz skrojony na miarę pod kogoś o jego profilu. Pamiętajmy też, że poza tymi teoretycznie posiadającymi umiejętności w grze za linią rzutu za 3 punkty, w zespole są również tacy młodzi zawodnicy jak Denzel Valentine, Bobby Portis czy rewelacyjny ostatnio David Nwaba.

Dla Front Office Byków, które zrobiło tak mało dobrego przez ostatnie lata, ta wymiana okazała się cudowną niespodzianką, która możliwe, że ocaliła posady duetowi GarPax. Kris, Zach i Lauri – cała trójka wygląda w tym momencie jako przyszłe „Big 3”. Co więcej, idealnie nadają się do systemu gry Freda Hoiberga. Wspaniale będzie oglądać rozwój tej drużyny. Front Office posiada już kilka kluczowych elementów przebudowy ale teraz należy podjąć bardzo ważną decyzję – Walka o mistrzostwo lub walka o pick w drafcie 2018 i dodanie kolejnego wielkiego talentu do naszego young core.

Dodać też trzeba, że mimo podziwiania dobrej gry młodych zawodników, dużą część obecnego sukcesu zawdzięczamy weteranom – Lopezowi czy Niko.

Koniec końców, mając za plecami już połowę rozgrywek, można postawić tezę, że „Wymiana Jimmiego Butlera” zakończyła się sukcesem dla obu ekip.

Timberwolves z każdym dniem są coraz bliżej tak upragnionych przez organizację playoffs, natomiast Bulls, jako rekompensatę za utratę swojej największej gwiazdy otrzymali prawdopodobnie trzon drużyny na długie lata i znajdują się w miejscu, w którym mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość.

[źródło: clutchpoints.com]

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież