bulls basketball court by arzell

Witajcie.

Świętujemy dziś drugie – okrągłe wydanie Byczoptymizmu.

Za nami pierwszy tydzień najnowszego sezonu. Za niektórymi z nas też pierwszy, jeszcze łatwy tydzień nocnego wstawania. A wbrew pozorom było co oglądać i bynajmniej nie myślę w tym momencie o Swingin’ Seniors. Zatem do dzieła, zobaczmy co byczoptymistycznego przytrafiło się nam w tym pierwszym tygodniu.

Na początku coś, co ta już nieco bardziej rozmnożona część z was zrozumie doskonale – spokój nocnego meczu. Sezon wystartował wiec jest motywacja by w nocy podnieść się z ciepłego łóżeczka i zasiąść przed ekranem. I gdzieś tak w okolicach końca pierwszej kwarty przyzwyczajasz się do tego, że nikt z domowników nic od ciebie nie chce. Ech... uwielbiam NBA.

Wszyscy już widzieli jak wszedł w grę nasz młodzik rodem z krainy Muminków? Facet ma w sobie coś, co sprawia, że oglądanie go dostarcza wiele radości. Pokazał, że umie rzucać za 3, co w dzisiejszej NBA, jak i w wesołej filozofii gry naszego ( i tu muszę się posiłkować sporą dawką optymizmu by słowo to przeszło mi przez palce) trenera, typu walić ile wlezie, sprawia, że facet z miejsca staje się groźny. Do tego z meczu na mecz widać, jak większą pewność zyskuje przy wjazdach pod kosz. Cieszmy się ludziska, cieszmy bo jest z czego. Lauri, przypakuj trochę, nabierz masy, pamiętaj tylko, że ( znów pozwolę sobie zacytować słowa piosenki, jak ktoś zna niech pisze w komentarzach, będę zbierał szczękę z podłogi) „ Jedzenie robi mnie w balona”. I w razie czego zatrzymaj się z nabieraniem masy wcześniej niż Felton.

I co? Tutaj według większości opinii na jakie trafiłem w sieci mogę kończyć ten felieton. Nic bardziej mylnego proszę ja was. Nic bardziej mylnego.

Słyszał ktoś wcześniej o grajku zwanym Felder? Ja przyznaję się, że nie. Facet wywarł na mnie mega wrażenie. Panowanie nad piłką, prędkość i energia, dzięki której można by oświetlić moje niewielkie miasteczko. Komu z was jeszcze ten olbrzym przypadł do gustu?

A  żeby niedowiarkom udowodnić, że Byczoptymizmu można się doszukać wszędzie, nawet w meczu przeciwko SAS to proszę. Postać ochrzczona na czacie jako Bagietka już nie gra w naszej drużynie. Kogoś jeszcze to cieszy?

 Jednak w tym tygodniu największym optymizmem natchnął mnie mecz z Cavs. Nasz młody skład wyszedł zmotywowany jak ........( i tutaj proszę o wstawienie właściwego, często przez ciebie używanego określenia. A jak już wstawisz jakieś to podziel sie tym z nami w komentarzach na dole). To co zagraliśmy z Cavs budzi nadzieję, że w tych młodzikach drzemie jakaś niebagatelna moc. Graliśmy jak równy z równym co tylko potwierdza moje na ten sezon teorie.

Mamy też pierwsze zwycięstwo. Wywalczone w trudzie i znoju, choć podawane przez przeciwników na tacy przez cały mecz, niemniej jest to zwycięstwo i tego będę się trzymał.

I patrzcie, tyle tych plusów, że zapomniał bym jeszcze o panu nazwiskiem Nwaba. Zgodzicie się, że facet ma przyszłość?

Pora teraz na nowiutki, jeszcze nieśmigany kącik na naszych łamach. Kącik o roboczobrzmiącej nazwie „Byczoptymista tygodnia”. A zaszczytu tego w historycznym, bo już się nigdy nie powtórzy, pierwszym tygodniu dostępuuuuujeeee... Robin Lopez! Brawa dla pana, który gdyby to była gala wręczenia statuetek wstał by właśnie z miejsca i skulony, by nie wyróżniać się z tłumu obcierał by teraz łzy wzruszenia. A za co zapytacie? Jeśli nie to ja i tak odpowiem. Za minę przy swoim pierwszym w sezonie rzucie za 3. Mina ta była tak pełna wiary w sukces, że pchnęła ona tę piłkę i umieściła ją w koszu. Brawa i liczymy, że przy najbliższym ASG statuetka za zwycięstwo w konkursie trójek wróci do Chicago! ( A tak swoją drogą to nie pamiętam czy kiedyś tam była, panowie redaktorzy od statystyk i archeologii proszę zabrać głos).

Kończąc te wzniosłe rozważania nieodmiennie zapraszał będę na nasz czat meczowy, który w cudowny sposób pojawia się na stronie i znika po meczu. Oto kolejna próbka tego co się tam dzieje. Muszę tu jeszcze zacytować moją małżonkę, która przeczytawszy poprzedni Byczoptymizm skomentowała to dość wydaje mi się trafnie: „ Wy to macie nasrane w głowach”. Zatem nie zwlekając dalej przytaczam wypowiedzi, które mnie w tym tygodniu ujęły, i tak, nie regulujcie ekranów, napisałem wypowiedzi, gdyż wybranie jednej jak widzę będzie często niemożliwe.

Czekam jak nie będzie można NIDGY dotykać obręczy.” – po odgwizdaniu technika za niby wieszanie się na takowej po wsadzie.

A , że nie samymi Bykami czat żyje udowadnia wymiana zdań, komentujących równolegle rozgrywany mecz GSW:

- „co Durant znowu buta zgubił? :D „

- „byle tylko w przerwie drużyny nie zmienił ^^ ”

No i jeszcze wisienka na torcie, rozbudowująca kącik złotych myśli Łańcucha: „Jakaś klątwa wisi nad tą organizacją, cyganka nasrała w united center czy coś”

Dziękuję zatem tym co wytrwali aż dotąd i zapraszam w kolejnych odsłonach tego jedynego w swoim rodzaju spotkania z Byczoptymizmem. A jeśli ktoś dostrzegł coś więcej to zachęcam, komentujcie jak najwięcej.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież