bulls thunder

To, że starcia z Oklahomą może być ciężkie było wiadome od początku. Oklahoma to ekipa na tzw. "dorobku" i dopiero wyrabia sobie markę, tym samym są raczej bezlitośni dla takich ekip jak Bulls. Nie inaczej było tym razem. Problem, że gracze Chicago nie tylko przegrali, ale nie można powiedzieć, żeby walczyli.

Początek spotkania w zasadzie potwierdził, że będzie to jednostronne widowisko. Start przyejzdnych 12-3 i trójki George’a i Melo szybko pokazały, po co OKC przyjechało do United Center. Do pierwszej piątki Bulls wrócił Zipser i to on i Markkanen (2 trójki) byli autorami jedynych punktów swojej ekipy w pierwsze 5 minut meczu. Lauri wykorzystywał fakt, że krył go znany z przeciętnej obrony – Carmelo Anthony. Po fatalnym początku zmiana taktyki na grę z szukaniem Lopeza pod koszem i rozrzucaniem po obwodzie pozwoliła Bulls na zbliżenie się na 4 punkty. Ciekawym zagraniem było starcie pod koszem braci Grant, kiedy ten grający w Oklahomie Jerami zgasił starszego brata - Jeriana - wjeżdżającego pod kosz. NBA to liga bez sentymentów. W 9 minucie w Chicago zadebiutował Dunn. Kilka razy próbował efektownie podać, ale w pierwszej części nie urzekł niczym. Mimo to Chicago zagrali dobrą kwartę, po fatalnym początku i przegrywali jedynie 23-26. Trafili aż 6/10 za trzy i to był klucz do tego niezłego wyniku.

 

Bez Lopeza na parkiecie Chicago wyglądali naprawdę słabo. Od początku drugiej kwarty, a ich akcje rzutowe nawet nie były blisko pozytywnego zakończenia. Czterech minut potrzebowali, aby zdobyć pierwsze punkty, ale w tym czasie przyjezdni zrobili run 9-0. Szkołę koszykówki dawał młodym Bykom, nieco przy grubawy Felton. Gospodarze zaś trzymali się konsekwentnie taktyki „Nie wiem co robić, rzucam za trzy”. Fatalny był ten nocy Holiday, który nie tylko pudłował, ale i tracił seryjnie piłki. Ekipa z Wietrznego miasta zdobyła jedynie 4 punkty przez 8 minut gry. Przewaga Oklahomy systematycznie rosła i w połowie meczu Big Three z Zachodu uzyskało dla swojej ekipy prowadzenie 50-31. Przez całe 12 minut drugiej kwarty Bulls zdobyli 8 punktów.

Filozofia Hoiberga to zakochanie się w rzutach za trzy i próba powielanie wzorców z Golden State. Problem jednak upada na poziomie wykonawców. Młodzi gracze Chicago nie są jeszcze nawet blisko do bycia regularnymi w swoich rzutach. Dzięki temu OKC jeszcze powiększali swoje prowadzenie w drugiej połowie. A całość show okrasił przepięknym flopem Carmelo Anthony.

Nie jest zbyt optymistycznym akcentem, kiedy to najbardziej stara się najstarszy z ekipy, a młodzi ze spuszczonymi głowami nawet nie próbują walczyć. Jedynie stali za łukiem i rzucali trójki. Show dla kibiców robili za to goście, w których szeregach efektownymi dunkami popisywał się Steve Adams. Za zaangażowanie można pochwalić jeszcze Dunna, który naprawdę walczył o każdą piłkę i zależało mu, żeby się pokazać. Po trzech kwartach nie było sensu dłużej rozmyślać na tym spotkaniem, bo dla gwiazd Oklahomy ono już się skończyło. Szansę na grę dostawali rezerwowi przy ich prowadzeniu 82-53. W końcówce kwarty na Bykach wyżył się jeszcze Anthony, aplikując dwie trójki.

Garbage time rządzi się swoimi prawami i wynik miał w ostatniej kwarcie drugorzędne znaczenie. Na początku kilka minut do gry otrzymał Carmelo, żeby sobie jeszcze poprawić statystyki. W Bulls szansę na więcej minut dostał Pondexter i Dunn, obaj byli jednymi z najbardziej widocznych na boisku.

In minus wyglądał Denzel Valentine, który w kolejnym meczu udowadnia, że jego koszykarskie IQ do najwyższych nie należy. W końcówce pojawił się, lubiany przeze mnie, Felder, ale nic nie pokazał. Bulls zatrzymali się na magicznej liczbie 69 i efektownie przegrali spotkanie z Thunder.

 

Plusy:

- Jak zawsze niezawodny RoLo. Kiedy grał Bulls przynajmniej nie wyglądali jak drużyna z D-League.

- Markkanen też prezentuje raczej równy poziom - 15 punktów, 8 zbiórek. W tym sezonie jeszcze nie zszedł poniżej poziomu 13-8.

 

Minusy:

- Brak zaangażowania, fatalna skuteczność, zero pomysłu na grę, miliony strat.

- Z nazwisk - najgorsza piątka meczu: Valentine, Holiday, Grant, Felicio i Zipser. Wszyscy zagrali źle.

- Nie jestem w stanie ogladać tego, co wyczynia na parkiecie Denzel Valentine.

- Zbieranie. Felton zbierał Bulls piłki w ataku!

- Skuteczność - 28% i 27% za trzy (10/37). Niech ktoś zatrzyma w końcu tego coacha, bo taktyka polegająca na tym, żeby rzucać tak samo często z dystansu, jak za 2, to nie jest coś, co chciałbym oglądać. (37 prób za trzy i 41 za dwa Byków w tym meczu).

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież