Craig Sager

Kolorowy, zawsze uśmiechnięty, wyjątkowy człowiek z pasją, który po prostu kochał ludzi. Chyba nie muszę przedstawiać o kim mowa.

Zawsze piszemy o Bykach i właśnie Łapacz Byków miał się dziś tutaj pojawić, ale musi poczekać. Bo nietaktem byłoby pominięcie, tej szczególnej dla NBA postaci.

Trochę nie wiedziałam, jak zabrać się za ten tekst. Bo gdybym miała faktycznie napisać o wszystkim, o czym chciałabym, pewnie zostawiłabym wam 15 stron felietonu...Dlatego postanowiłam krótko opowiedzieć historię walki o życie tego niesamowicie pozytywnego gościa i zebrać z ligi to, co działo się po jego śmierci. A cały koszykarski świat uczcił go najlepiej jak tylko mógł.

Urodził się 29 czerwca 1951 w Illinois. W 1973 skończył Uniwersytet w Chicago, gdzie wcielał się w rolę uczelnianej maskotki Dzikiego Kota Williego. Karierę zaczął w 1972 na Florydzie jako reporter dla WXLT – dzisiejsze WWSB- Channel 40 . Od 1981 pracował dla CNN, a od 1990 relacjonował mecze NBA dla TNT. I z tego właśnie zasłynął. Nieprzeciętne poczucie humoru, a przy okazji wiedza. Pokochali go nie tylko widzowie, kibice, ale przede wszystkim zawodnicy, trenerzy i cała wielka rodzina NBA.  Rzadko się zdarza, że dziennikarz tak bardzo wrośnie w społeczność sportową przy której pracuje. A on, dzięki swojej serdeczności po prostu to zrobił.

Od kilku lat zmagał się z chorobą. W 2014 roku zdiagnozowano u niego białaczkę, zniknął z parkietów NBA, by zwalczyć raka. Jednak życie podwójnie go doświadczyło, bowiem wstępna diagnoza była optymistyczna – raka nie ma, wszystko jest w porządku. Dopiero po kilku dniach, do Sagera dotarła informacja, że w wynikach był błąd i tak naprawdę jest bardzo ciężko chory, a jego życie jest zagrożone. To straszne, jak z dnia na dzień, ogromna radość i ulga, może przerodzić się w dramat.

Craig Sager: „ PO to mój ulubiony okres w roku. Z miasta do miasta, kolejne rundy, 40 meczów, 40 wieczorów. Zatrzymała mnie niestety ostra białaczka szpikowa. Byłem za linią autową, teraz jestem na aucie. 40 żył, 40 elektrolitów.”

Wyrazy współczucia płynęły z każdej strony, wszyscy chcieli, by Sager jak najszybciej wrócił na mecze i znów bombardował swoimi pytaniami.

LeBron James: „Craig Sager, obyś jak najszybciej wyzdrowiał! Będzie nam Ciebie brakować! Modlimy się za Ciebie i całą Twoją rodzinę.”

Był waleczny i przede wszystkim zawsze pozytywny. Optymista w każdym tego słowa znaczeniu.

Craig Sager: „Moja osobowość się nie zmieniła. Staram się myśleć pozytywnie i czuję się całkiem zdrowy. Dzięki Bogu za NBA na TNT, bo oglądam wszystkie mecze i to moja terapia. (…) Nagle zaczynają moją pierwszą chemioterapię i Mike Breen zaczyna transmisję słowami – Hej, chciałem tylko powiedzieć, że brakuje nam Craiga Sagera. – To zdarzyło się dokładnie, kiedy dostawałem pierwszą chemię… pomyślałem wtedy wow, od razu czuję się lepiej od tej miłości i wsparcia.”

Wszyscy mieli świadomość, że Sager być może rozgrywa swój ostatni mecz – o życie. I nawet Gregg Popovich, który zwykł ironizować, żartować i kpić sobie z reportera, pokazał swoją ludzką twarz. Kiedy przed czwartą kwartą meczu SAS – Mavs rozmawiał z nim syn Craiga, Popovich zaskoczył wszystkich.

Popovich: „Robisz świetną robotę, ale wolałbym, żeby stał tu Twój ojciec. Craig, tęsknimy za Tobą. Jesteś częścią tego wszystkiego. Chcemy, żebyś wrócił i obiecuję, że będę już dla Ciebie miły.”

Craig się nie poddał, walczył i wygrał. Kiedy wrócił po 11 miesiącach leczenia i znów pojawił się z mikrofonem za linią boczną, coach po prostu go przytulił i powitał ponownie.

Oczywiście zrobił to na swój sposób… ale jednak. To pokazuje, jak bardzo ceniony i szanowany był Sager.

Niestety, radość nie trwała długo. Bo mimo informacji, że dziennikarz jest już zdrowy i pokonał raka, to choroba wróciła. Reporter wyznał, że miał już dwa przeszczepy, a rzadko zdarza się, żeby ktokolwiek przeszedł trzy...Craig jednak tyle właśnie przeszedł. Powiedział, że Lekarze dają mu od trzech do sześciu miesięcy życia. Ale szybko dodał, że jest pod opieką najlepszych specjalistów i ma doskonałe leczenie, więc nie przywiązuje się do tej daty i nikt inny nie powinien.

Sager się nie poddawał i mimo swojego złego stanu zdrowia chciał być na meczach, chciał ciągle być częścią tej koszykarskiej społeczności.  Chciał robić to, co kocha. Steph Curry po zwycięskim spotkaniu z Wizards i ich szaleńczym wyścigu po rekord wygranych, powiedział Sagerowi:

Steph Curry: „Patrząc na Ciebie, robiącego to, co robisz, nie możemy mieć żadnych wymówek. Jesteś dla nas inspiracją, do tego, żebyśmy robili swoje, żebyśmy wciąż walczyli. Po prostu mamy taką mentalność. Twoja postawa nam się udziela! Dziękuję Ci.”

Do historii przeszedł tez jego wywiad z LBJ podczas finałów, gdzie w zasadzie ciężko określić, który z nich bardziej cieszył się z tego, gdzie jest.

LBJ: „Jak to jest możliwe, że przez ponad 30 lat nie byłeś na meczu finałowym? Przecież to nie ma sensu! Bardzo się cieszę, że mogę Cię znów widzieć. Mam do Ciebie wielki szacunek. Wszyscy bardzo Cię cenimy!”

 

 Na gali Jimmy V Award wygłosił emocjonalną przemowę, która zostanie w pamięci wszystkich na długie lata.

 

C. Sager: „Nigdy się nie poddam, nigdy nie odpuszczę. Będę ciągle walczył. (..) Będę żył życiem pełnym miłości i radości. To jedyny sposób na życie jaki znam.”

Kilka dni temu został włączony do galerii sław telewizji. Na gali płynęły w jego stronę potoki ciepłych słów.

Znany był przede wszystkim ze swoich niebanalnych marynarek, święcących krawatów i wyjątkowego poczucia humoru. Niejednokrotnie zawodnicy, czy trenerzy nabijali się ze stroju dziennikarza. Jego zamiłowanie do szalonych stylizacji narodziło się już w liceum, kiedy to do zdjęcia klasowego zamiast tradycyjnego eleganckiego stroju, założył ekscentryczną niebieską bluzę. I tak już zostało na zawsze. Oczywiście, nie porzucając korzeni, kupił piękny seledynowy garnitur. Kiedy był w niego ubrany, określano go jako "Aqua man".

Chyba szczególnie zapadła wszystkim w pamięć złota rada Garnetta, żeby Craig spalił swoją stylową różową marynarkę w białą kratę. Z resztą w ogóle KG lubił dawać Sagerowi wskazówki modowe.

Niestety, to już koniec jego potyczek słownych na ekranach telewizorów. 15 grudnia przegrał swój ostatni mecz. Choć walczył dzielnie, przeciwnik był zbyt silny. To ogromna strata, bo poza tym, że był zabawny, śmiesznie się ubierał, to był przede wszystkim doskonałym dziennikarzem z wieloletnim warsztatem. Miał ogromną wiedzę, a przy tym wszystkim idealnie wyczucie do rozmów. Nie deprymowały go zaczepki zawodników, czy trenerów. Bawiło go to, a to świadczy o jego wielkości. Oczywiście to wszystko było w kontekście "kto się czubi ten się lubi". A lubili go wszyscy, bez wyjątków. Był wyjątkowy. Kochał ludzi, kochał swoją pracę... i wszyscy kochali jego.

Zostawił na świecie żonę Stacy i piątkę dzieci. Kacy, Craig Jr, Krista, Riley i Ryan. To właśnie Craig Jr był dwukrotnym dawcą przy przeszczepach i wspierał ojca na parkietach NBA.

 

 

Kiedy informacja o jego śmierci obiegła świat, ze wszystkich stron zaczęły napływać kondolencje i wyrazy szacunku dla tego wspaniałego człowieka.

Klay Thompson: "Wszyscy fani basketu będą Cię wspaniale wspominać."

Draymond Green: "Zawsze doskonale było widzieć, że Sager przyjeżdża na mecz, do pracy"

Blake Griffin: "Świat stracił dziś legendę"

Chris Bosh: "Craig Sager był definicją odwagi, charyzmy, stylu i ogromnej siły. Prawdziwa legenda koszykówki."

Scottie Pippen: "Craig Sager wniósł do NBA ogromny entuzjazm. A jego walka do samego końca ogromnie mi imponuje."

Jason Kidd: "Nie ma drugiego takiego jak Craig. A mecze już nigdy nie będą takie same bez niego."

Dennis Rodman: "Dziękuję Ci za uratowanie mi życia, kiedy potrzebowałem pomocy w Detroit w 93'"  - W 93' Craig powstrzymał Rodmana przed samobójstwem.
C. Sager: "On miał pistolet i chciał to zrobić. Powiedziałem mu, jaką chce zrobić głupotę."

Szczególne wspominki o nim można też zobaczyć w Inside The NBA i polecam wszystkim obejrzeć, bo to chyba kwintesencja tego wszystkiego o czym piszę.

Charles Barkley: "Czuję, jakbym stracił dziś brata."

Shaq: "On zawsze zadawał odpowiednie pytania, zawsze. Był profesjonalistą"

NBA pożegnała go wyjątkowo, bo nie minutą ciszy, a ogromnym aplauzem, przecież był zawsze uśmiechnięty i cieszył się z tego co robi, więc te owacje były chyba jedynym słusznym sposobem na oddanie mu czci. To, jak ważny był dla całej ligi widać choćby po reakcjach klubów, zawodników. Ku jego czci, koszykarze rozgrzewali się przed meczami w koszulkach mających przypominać jego kolorowy garnitur.

 

Część redakcji Chicago Bulls Polska również wspomina Craiga Sagera, bo dla nas był nie tylko zabawnym gościem, ikoną NBA, ale przede wszystkim autorytetem jako dziennikarz sportowy.

Piotr Jankowski: Craig Sager to nie tylko reporter. To człowiek, który do ligi NBA wniósł równie wiele, co Michael Jordan, LeBron James, czy Kobe Bryant. Jego rozmowy z zawodnikami, Greggiem Popovichem dodały wszystkim transmisjom meczów kolorytu. Każdy kibic Chicago Bulls wie, że nie będzie drugiego Michaela Jordana. Ja wiem również, że nie będzie drugiego Craiga Sagera.

Marcin Więckowski: NBA interesuje się od 1998 roku, oglądam bez przerw ponad 10 lat, w mojej głowie są 3 legendy i 3 barwne postacie. Legendy to Michael, Kobe i Shaq, te barwne postacie to Rodman, Ron Artest aka Metta World Peace aka The Pandas Friend i właśnie Craig Sager. Sager z tych wszystkich osób, to on był człowiekiem najbardziej osiągalnym dla fana. Widziałem go praktycznie kilka razy w tygodniu albo podczas spotkań, albo w highlightach - jeśli oglądasz NBA i chłoniesz to środowisko, to Craig Sager był dla NBA tą samą personą, co dla Teleexpresu Maciej Orłoś, dla Klanu na TVP Rysiek, a dla Idola duet Wojewódzki/Leszczyński.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież