Zaloguj

Zaloguj

Jimmy Butler 21

14 września 1989 rok - Houston. Na świat przychodzi Jimmy Butler. Ojciec znika tak szybko, jak na świecie pojawia się młody Byk. Kto wie, może gdyby zdawał sobie sprawę, że z jego syna wyrośnie gwiazda NBA, nie zostawiłby matki JB z noworodkiem. A kto jest w ogóle jego ojcem...? W sieci pojawiały się plotki, że to syn - UWAGA - Michaela Jordana. Cała ta historia powstała w wyniku niejasnej przeszłości Butlera i wielu podobieństw Jimmy'ego do MJ'a. A poza tym, nie od dziś wiadomo, że największa koszykarska legenda nie raz była posądzana o ojcostwo i zdrady przez kolejne kobiety.

Historia Butlera szokuje, wzbudza współczucie i sprawia, że nabiera się zdecydowanie więcej szacunku dla tego chłopaka.

 

Londa Butler wyrzuciła swojego trzynastoletniego syna, żegnając słowami:

"Nie podobasz mi się. Wynoś się!"

I tak Jimmy wylądował na ulicy. Koczował po kilka tygodni u znajomych i przenosił się do następnego domu. W zasadzie już wtedy mógł zaprzepaścić swój los, wplątać się w półświatek i skończyć marnie. Przecież wiele dzieciaków, tak właśnie rujnuje swoje życie. Butler jednak, zamiast stoczyć się na dno ulicznego rynsztoku w Tomball, zakochał się w koszykówce. I to ona pozwoliła mu przetrwać. Można powiedzieć, że uratowała mu życie. Bo to dzięki basketowi, poznał Jordana Leslie podczas Ligi Letniej. Chłopak był młodszy od JB o dwa lata, ale bez pardonu, wyzwał Jimmy'ego na pojedynek rzutowy. Tak stali się kumplami. Jako, że młody Byk nie miał swojego miejsca na ziemi, często przebywał u nowego przyjaciela. Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, a Butler, któremu brakowało domowego ciepła opieki, a przede wszystkim dachu nad głową, dobrze czuł się u Jordana. Coraz częściej u niego nocował i coraz lepiej dogadywał się z rodziną.

Michelle Lambert: "Powiedziałam synowi - może czasem przychodzić i u nas nocowac. (...) ale przychodził coraz częściej i częściej. Aż w końcu powiedziałam Jordanowi - Hej, Jordan to są dni szkolne. Nie możesz z nim spędzać każdej nocy. Może spędzać u nas nie więcej niż dwie nocki. - Trzeciej nocy powiedziałam - Jordan, to już trzecia noc! Jordan, co jest grane?! - wtedy jedno z moich dzieci powiedziało - Ale Jimmy śpi dziś u mnie, a nie u Jordana! - Zdałam sobie sprawę, że nie wygram z nimi. Pomyślałam tylko - wy małe, podstępne dzieciaki!"

W końcu Michelle Lambert zgodziła się, żeby bezdomny chłopiec z nimi zamieszkał.

JB: "Przyjęli mnie do swojej rodziny. I nie przez koszykówkę. Michelle Lambert była kochana, nie mogę uwierzyć, że zrobiła coś takiego."

I ja nie mogę w to uwierzyć, bo Michelle wychowywała już czwórkę dzieci. Jej mąż zmarł i związała się z innym mężczyzną, który również miał swoje pociechy. W domu było więc już siedem buzi do wykarmienia, Jimmy został ósmą. Rodzina nie była zamożna, co sprawia, że to, co zrobili dla Butlera było tak niewiarygodne. Lambertowie dali mu dawno już zapomnianą przez niego miłość. Ten dzieciak znów czuł się kochany.

M. Lambert: "Powiedziałam mu, że jest idolem moich dzieci. Miał ciężko pracować, trzymać się z dala od kłopotów i dawać im przykład. Zarówno na boisku, jak i w szkole. I wiecie co? Jimmy dał radę! Robił wszystko to, o co go prosiłam. Bez żadnych pytań."

Ten chłopak był wyjątkowy. Swoją wdzięczność okazał właśnie tak, jak Michelle sobie tego życzyła. Mimo swojej przeszłości nie sprawiał problemów wychowawczych i dobrze się uczył.
Nauka, basket, matka, dom, pełny talerz. W końcu miał normalne życie. Mógł skupić się na rozwijaniu swoich talentów, a nie walce o przetrwanie na ulicy.

 

Na początku liceum, w ekipie Cougars, rzucał około 10pkt. na mecz, a w swoim ostatnim roku - kiedy był już kapitanem zespołu i niekwestionowanym liderem, notował 19,9pkt. i 8,7zb.

To wszystko jednak nie wystarczyło, by dostał się na najlepsze uniwersytety. Trafił do Tayler Junior College, ale już w pierwszym meczu udowodnił, że zasługuje na więcej. Rzucił wtedy 34pkt. A w całym sezonie, jako freshman, notował średnio 18,1pkt, 7,7zb. i 3,1as. Zaczęły pojawiać się oferty z coraz lepszych uczelni. Jimmy mógł w nich przebierać, ale w ostatecznymm wyborze, pomogła mu nowa matka. Wybór padł na Marquette.

M. Lambert: "Miał wiele ofert, ale ja byłam pod wrażeniem Marquette. To świetna szkoła. Powiedziałam mu, że powinien tam iść, bo koszykówka może się nie sprawdzić, tak na dłuższą metę. On potrzebował wykształcenia i stopnia naukowego."

Podczas pierwszego sezonu w barwach Golden Eagles notował 5,6pkt. i 3,9zb. Musiał pogodzić się z rolą rezerwowego, więc skupił się na doskonaleniu swoich umiejętności technicznych i obronnych. Trener Buzz Williams widział w nim ogromny potencjał i drugi sezon rozpoczynał już w pierwszej piątce. Rzucał średnio 14pkt. na mecz i zbierał około 6 piłek. Williams wziął go pod swoje skrzydła i pomagał jak tylko mógł.

Buzz Williams: "Jimmy nie jest arogancki. Jest zwyczajnie pewny tego, co robi. Wierzy, że najważniejsza jest ciężka praca."

Oni w ogóle mieli do siebie wyjątkowy stosunek. Każdy z nich widział w drugim cząstkę siebie. Byli zwyczajnie bardzo podobni, co sprawiło, że dogadywali się bez słów.

JB: "Buzz zawsze był dlamnie jak ojciec. Nauczył mnie całej tej ciężkiej pracy. Kocham tego gościa. Jest bardzo emocjonalny. Ale to chyba właśnie sprawia, że Buzz to po prostu Buzz."

W ostatnim sezonie dla Marquette, JB notował średnio 15,7pkt., 6,1zb. i 2,3as. Jimmy nawet nie miał pojęcia od jak dawna, na jego meczach pojawiali się skauci z najlepszej ligi świata. Przed draftem w 2011 roku, jeden z managerów NBA powiedział:

"Jego historia jest jedną z najbardziej wyjątkowych, jakie słyszałem przez wszystkie moje lata pracy przy koszykówce. Miał tyle okazji, żeby się stoczyć. Za każdym razem wygrywał, dawał sobie radę. Przy każdej rozmowie, kiedy wspomina się o jego historii, on waha się, nie chce o tym mówić."

I to właśnie sprawia, że ten chłopak jest tak wyjątkowy. Przecież mógłby wykorzystać swoją przeszłość. Prosić o pomoc, litość i na tym budować swoją karierę. Ale Jimmy jest inny.

JB: "Nie chcę, żeby to mnie definiowało. Nie znoszę, kiedy ta historia znów wychodzi na jaw i ktokolwiek próbuje ze mną o tym rozmawiać. To nie sprawiło, że jestem dziś tu, gdzie jestem. Jestem dziś świetnym zawodnikiem, bo ciężko pracowałem. Jestem świetnym zawodnikiem, bo miałem cudownych ludzi wokół siebie. Jeśli trwałbym w wydarzeniach z przeszłości, nigdy nie mógłbym stawać się coraz lepszy."

 

 

 

23 czerwca 2011. Draft. Z numerem pierwszym, do Cavs wybrany Irving, a potem kolejne nazwiska. Numer 29 - do SAS wędruje Cory Joseph. Wtedy David Stern wypowiedział zdanie, które będzie huczało w głowie JB już do końca życia

"Z numerem 30. W Drafcie 2011, Chicago Bulls wybrało Jimmy'ego Butlera z Uniwersytetu Marquette! To koniec pierwszej rundy."

Marzenia się spełniają. Butler trafił do Chicago, ale nie było łatwo. Byki miały wtedy mocny skład - Deng, Boozer, Noah i Derrick Rose w szczycie formy. Młody zawodnik musiał się pogodzić z myślą, że nie będzie błyszczał. Pracował mocno nad obroną, ale przede wszystkim spędzał godziny nad poprawą rzutu.

JB: "Pochodzę z Tomball i jakimś cudem, jakimś sposobem, udało mi się dotrzeć tutaj. Jestem tak samo pewny siebie jak na studiach. Tak długo, jak będę ciężko pracować, tak tu zostanę i będę coraz lepszy."

Tom Thibodeau, wierzył w tego chłopaka i wiedział, że będzie z niego kawał zawodnika.

Thibs: O cokolwiek go poproszę, on świetnie się sprawdza. Nie jest samolubny, ale przede wszystkim jest bardzo efektywny, skuteczny. Może punktować na różne sposoby. Poza tym, obroni każdego."

W swoim pierwszym sezonie dla Bulls (skróconym przez lockout) nie wyszedł ani razu w pierwszej piątce. Zagrał w 42 meczach, a na boisku spędzał niecałe 9 minut. Przy tym, rzucał 2,6pkt. Cóż, marnie. Ale Byki nie pozwoliły, by JB się załamał. Pod swoje skrzydła, a w zasadzie rogi, wzięli go Luol Deng i Adrian Griffin.

Luol Deng: "Kocham tego chłopaka. Ma niesamowitą szansę i ogromny talent. Staram się mu pomóc, mamy świetne relacje i bardzo sobie to cenię. Powiedziałem mu - jeśli będziesz grać twardo w obronie, to Thibs to zauważy, wtedy będziesz grać coraz więcej - i on właśnie to robi."

To kontuzja Denga sprawiła, że Butler miał szansę w końcu się pokazać. W 82 meczach swojego drugiego sezonu na zawodowych parkietach, rzucał średnio 8,6pkt. i zbierał 4 piłki. A 9 kwietnia 2013, w meczu przeciwko Toronto Raptors, rzucił rekordowe wtedy dla siebie 28pkt.

Adam Romański, Polsat Sport: "(...)Przecież wybrany jako ostatni w pierwszej rundzie draftu, musiał powalczyć  o pozostanie w NBA. Gdzieś się pętał na końcu ławki, zdobywał swoją pozycję grając w obronie - niech to będzie nauką dla młodych kandydatów na gwiazdy."

 

Sezon 2013/14 to już awans w hierarchii Bulls. W s5 rozpoczął wszystkie spotkania. Rzucał koło 13pkt. i zbierał średnio 5 piłek na mecz. Jego talent coraz bardziej rozkwitał. Kiedy 7 stycznia 2014, Bulls oddali Luola Denga do Cavs, Butler zaczął zyskiwać coraz więcej na parkiecie. Przede wszystkim zdecydowanie bardziej uwierzył w siebie.

Przed sezoniem 2014/15 zrobił coś, co miało ogromny wpływ na jego dalsze losy w NBA. Postanowił, że zostanie gwiazdą. Po prostu. Wrócił do swojego domu w Houston, wyłączył ze swojego życia wszystko, co nie było związane z koszykówką i całe lato przepracował indywidualnie z trenerem Chrisem Johnsonem.

JB: "On był pierwszą osobą, która powiedziała, że zrobi ze mnie All Stara. Oczywiście, nie uwierzyłem."

A Johnson, jak powiedział, tak uczynił - i Jimmy musiał uwierzyć. W sezonie 2014-15 wybrano go do All Star Game. Z resztą rok później, również. Ale musiał zrezygnować z występu przez kontuzję kolana i zastąpił go Pau Gasol.

Sezon 14/15 był dla niego przełomowy. Już 25 listopada, rzucając 32pkt. przeciwko Denver Nuggets, pobił rekord swojej kariery na zawodowych parkietach.

JB: "Pewność siebie. Tego lata bardzo ciężko pracowałem. Ale dzięki temu mam teraz tę pewność siebie i myślę, że na parkiecie to widać. Moi kumple z zespołu to widzą, mój trener to widzi. Czuję się bardzo komfortowo w tej sytuacji."

Na początku grudnia został wybrany zawodnikiem miesiąca, a już 18 grudnia, po raz kolejny przeskoczył swój rekord. W zwycięskim meczu z NYK rzucił 35 oczek. W całym sezonie notował średnio 20pkt. i 6zb. Natomiast w PO, zaliczał około 23pkt.

Thibs: "Uważam, że dziś jest najlepszym zawodnikiem w lidze, który potrafi zarówno atakować, jak i bronić. To wszystko nie stało się przez przypadek. To, jak ciężko pracował, pokazuje, jaki ma charakter. Jaki jest. Oczywiście, żeby być tu, gdzie Jimmy jest teraz, potrzeba ogromnego telentu, a on niewątpliwie go posiada. Ale, jeśli połączysz talent z jego inteligencją, jego historią i determinacją, powstaje coś wyjątkowego."

Dużo było spekulacji, co z następnym sezonem Butlera w Bulls, ten jednak zdecydował się podpisać kontrakt w Windy City.

JB: "Kocham to miasto jakbym stąd pochodził. Oczywiście, kocham też Tomball, ale Chicago darzę wyjątkowym uczuciem."

Może i Bykom całe te rozgrywki nie ułożyły się najlepiej, ale on, jako zawodnik mógł doskonale się rozwinąć. A pamiętajmy, że nie jest jeszcze weteranem, dla którego każdy sezon bez mistrzostwa to powód do rozpaczy. Może jeszcze pozwolić sobie na słabszy wynik drużynowy... bo jego indywidualne osiągnięcia, zamykały usta hejterów. Na początku grudnia ustanowił swój nowy rekord - rzucił 36pkt. w meczu przeciwko Celtics, a jeszcze w tym samym miesiącu, ten rekord pobił. Przeciwko Pistons rzucił 43pkt. 14 stycznia znów przeskoczył kolejną barierę - tym razem, zanotował 53pkt. 10zb, 6as. przeciwko 76ers. Jednocześnie stał się jedynym Bykiem, który rzucił ponad 50pkt. od 2004. Na kilka tygodni wyeliminowała go kontuzja kolana, ale to nie przeszkodziło mu, by już 2 kwietnia zaliczyć swoje pierwsze triple-double. I to nie jakieś takie sobie td, tylko potężne! 28pkt, 17zb., 11as. W całym sezonie notował 20,9pkt., 5,3zb., 4,8as.
W 2016 zdobył też olimpijskie złoto z kadrą USA na igrzyskach w RIO.

 

Ten sezon to już największy skok w jego zawodowej karierze. Odejście DRose'a sprawiło, że Butler mógł zostać najjaśniejszą gwiazdą w Wietrznym Mieście. Ale znów nie było to takie latwe. Wiele osób komentowało, że nie da sobie rady, jako te pierwsze skrzypce. W związku z tym, powstało bycze Big Three, a to Wade miał być jego niekwestionowanym liderem.

JB: "Wiem, że mogę się od nich wiele nauczyć. Jak wygrywać. Wade to przecież kilkukrotny mistrz. No i Rondo ze swoją siłą i zaciekłością. To wszystko.. tego właśnie mi trzeba, żeby być jeszcze lepszym. Oni mogą mi w tym pomóc. Pokazać drogę."

DW kilka razy zaznaczał, że Bulls to zespół Butlera.

DW: "Pamiętam podobną sytuację gdy grałem w Miami Heat i dołączał do nas Shaq. Powiedział wtedy, że nie możemy gadać o tym cały rok i od razu wyjaśni, że to drużyna Wade'a. Ja chcę zrobić to samo. Bulls to drużyna Butlera, ja i Rondo przyszliśmy tutaj pomóc."

Po jego doskonałym wejściu w sezon, kibice przekonywali się, że tak, jak zapowiadano, to Flash będzie najważniejszym Bykiem. A co Jimmy na to? Z meczu na mecz gra coraz lepiej, a ostatnie spotkania w jego wykonaniu, to już rajd po tytuł MVP - 9 listopada, przeciwko Celtics 39pkt. 12 listopada, przeciwko Wizards 37pkt., 8zb., 9as. 15 listopada przeciwko Portland 27pkt., 12zb., 5as.  ...i to wszystko na niemal 50% skuteczności.

A. Romański, Polsat Sport: "(...) przez ostatnie kilka sezonów ten koszykarz zawsze mnie zadziwiał. Najpierw trzeba było się zastanowić, czy to w Bulls nie wylądował przypadkiem odgrzewany Mitchell Butler z lubianych kiedyś przeze mnie Washington Bullets, czy to nie Caron, a może Rasual Butler? W 2016 roku nie ma już wątpliwości - „NBA player Butler” to Jimmy z Chicago."

Wielu kibiców za nim nie przepada, ale ja tego kompletnie nie rozumiem. Może dlatego, że jestem ślepo zapatrzona w te moje Byki. Ale on od samego początku miał w sobie coś takiego, że od pierwszego meczu, po prostu wiedziałam, że - to jest Jimmy Butler. Od dziś, zaraz za Derrickiem, to będzie mój ulubiony koszykarz. I tak od dawna moja sympatia do niego rosła. Jego historię znałam po łebkach. Ale przygotowując tyen artykuł poznałam ją dogłębnie i teraz, już nie tylko sympatia jest określeniem tego, jakie uczucia żywię względem niego. Teraz jest to przede wszystkim ogromny szacunek. Za to, co przeżył, jak sobie z tym poradził i jak bardzo próbuje się od tego odciąć, żeby ludzie się nad nim nie litowali. Ale hej, Jimmy, nikt się nad Tobą nie lituje. Ludzie Cię za to podziwiają. Możesz być dumny. Ale nie zapominajmy, że JB nie poradziłby sobie tak doskonale, gdyby nie ludzie na których trafił, gdyby nie Michelle Lambert.

JB: "Kocham ją. Dzwonię do niej każdego ranka. Jest cudowna. To moja rodzina. To Michelle Lambert. To moja mama."

Lubię takich ludzi. Twardy facet z przeszłością, ale kiedy trzeba, potrafi powiedzieć dziękuję, kocham, będę jeszcze lepszy. Determinacja i ciężka praca - to najlepiej definiuje Jimmy'ego Butlera - chłopaka z Tomball bez dachu nad głową, ale z talentem i marzeniami.

OKIEM EKSPERTA:

ADAM ROMAŃSKI, POLSAT SPORT

No właśnie, Jimmy Butler. Szczerze mówiąc, przez ostatnie kilka sezonów ten koszykarz zawsze mnie zadziwiał. Najpierw trzeba było się zastanowić, czy to w Bulls nie wylądował przypadkiem odgrzewany Mitchell Butler z lubianych kiedyś przeze mnie Washington Bullets, czy to nie Caron, a może Rasual Butler? W 2016 roku nie ma już wątpliwości - „NBA player Butler” to Jimmy z Chicago.

Ale to nie wszystko. Przecież wybrany jako ostatni w pierwszej rundzie draftu musiał powalczyć o pozostanie w NBA. Gdzieś się pętał na końcu ławki, zdobywał swoją pozycję, grając w obronie - niech to będzie nauką dla młodych kandydatów na gwiazdy. Potem były kolejne szczeble na hierarchicznej drabinie drużyny, aż dzisiaj trudno sobie wyobrazić Bulls bez niego. Ale i tak, patrzysz na League Pass na jakieś mecze, podziwiasz jego umiejętność zdobywania punktów w pracy zespołowej lub solo, cenisz obronę, i w końcu patrzysz na statystyki kariery i mówisz do siebie: „ale aż 20,9 ppg? naprawdę?” Zawsze zadziwia. Na plus.

No i jeszcze do tego wszystkiego to olimpijczyk, złoty medalista z Rio. Ma dopiero 27 lat, więc wiele jeszcze przed nim. Choć można się zastanawiać, czy w karierze, w której wydarzyło się już tak wiele, może jeszcze zdarzyć się dużo więcej? A może teraz będzie nudne 10 lat na poziomie 20 punktów w zespole grającym co roku w play-off? Przez sympatię dla Byków z Chicago, którą ma pod skórą każdy kibic NBA z wczesnych roczników 70-tych, oby tak było!

 

 

DAMIAN JESZKE, ROSA RADOM

Moim zdaniem jest to bardzo ciekawa postać NBA widać ze drużyna z Chicago chce na niego stawiać i wykreować go na lidera tej ekipy  co bardzo mi się go podoba. W tym sezonie może się wiele nauczyć grając u boku wade'a. Co do gracza jest bardzo atletyczny i świetnie panuje nad swoim ciałem

Czy wiecie że..?

-ulubioną muzyką Jimmy'ego jest muzyka Country

-najważniejszą cześcią jego ubioru są zawsze buty

-w Chicago poleca turystom festiwale muzyczne i... spotkania z nim

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież