Zaloguj

Zaloguj

Taj Jami Gibson. Długo zastanawiałam się, jak podejść do pisania tego tekstu. W końcu, nie jest super gwiazdą z kosmicznymi statystykami, nie jest skandalistą. W zasadzie, to zwykły gość, który lubi pograć w kosza. To facet od czarnej roboty. Nie zawsze widoczny, ale to właśnie on jest tą osobą, dzięki której inni mogą błyszczeć. Postanowiłam więc skupić nie na jego wyczynach na parkiecie, a na tym, kim on właściwie jest, jaka jest jego historia. A jest po prostu dobrym człowiekiem.  

Urodził się 24 czerwca 1985 roku na Brooklynie. Koszykówkę ma we krwi. Jego ojciec - Wilbert Gibson był zawodnikiem kadry narodowej US Army w czasach wojny w Wietnamie.

"Wybrałem koszykówkę, kiedy miałem 5lat. NY, to koszykarskie miasto. Zawsze chodziłem do parku i patrzyłem, jak grają starsi goście. Oglądałem mecze NYK i Bulls. Zbierałem też karty NBA. Byłem po prostu koszykarskim fanatykiem."

Taj dorastał w dzielnicy Fort Greene pod surowym nadzorem ojca i matki, w towarzystwie młodszego brata i starszej siostry. Biorąc pod uwagę zeszłotygodniowy Łapacz Byków i historię Wade'a… szczęściarz z tego Gibsona. W domu był ład i porządek. Rodzice panowali dosłownie nad wszystkim. Czy Taj wyniósł śmieci, czy Taj odrobił lekcje, czy Taj posprzątał pokój… Cóż, dla nas to całkiem normalne, ale nie zapominajmy, że mówimy o Brooklynie i dzielnicy, w której był tylko jeden TAKI dom.

 

 

Kiedy miał 11 zaczęła się jego podróż w stronę NBA.  To niesamowicie pozytywny gość. Zapytany o najwcześniejsze wspomnienie związane z koszykówką, opowiedział historię, mnie rozbawiła.

"Byłem dzieciakiem, który po prostu wychodził z piłką i uśmiechał się. Tam, skąd pochodzę, ludzie tego nie rozumieli. Podszedłem do jakiś chłopaków i powiedziałem:

- Cześć, jestem Taj, mogę z wami zagrać? 

-Nie, ale pokaż nam swoją piłkę."


Jak się pewnie domyślacie, Spalding, którego TG dostał od ojca pod choinkę, bardzo spodobał się owym chłystkom  i nie zamierzali go oddać. Cała historia przerodziła się w bójkę, a koniec końców, zapłakany Gibson musiał prosić starszą siostrę o pomoc w odzyskaniu swojego skarbu. A po bójce, płaczu i ratunku od siostry, co zrobił Taj? Następnego dnia znów wychodził z domu z uśmiechem na ustach i Spaldingiem pod pachą…

"Ilekroć nie przydarzyła mi się żadna bójka, po meczu, chodziłem do sklepu na rogu, siadałem na hydrancie przed nim, brałem głęboki oddech i myślałem sobie - to był dobry dzień."

 

Przyszła gwiazda jednak musiała zachować równowagę, między koszykówką, a szkołą. Ojciec czuwał nad jego wychowaniem i przygotowaniem do życia. Wilbert nauczył go stolarki i czternastoletni Taj, zaczął pracę właśnie jako stolarz. Ten młody chłopak miał naprawdę poukładane w głowie.

"Czasem  brałem nawet nocne zmiany. To nauczyło mnie, jak być prawdziwym facetem." 

Gdy miał 15 lat, rodzice uznali, że najlepszym rozwiązaniem dla Taj’a będzie nauka w domu. Miało to pozwolić mu skupić się na wiedzy i trzymać go z dala od gangów i innych problemów, które były codziennością jego rówieśników. Gibson miał naprawdę dobry dom. W okolicy, gdzie dorastał, ich rodzina była jedyną pełną - Taj miał mamę i tatę. Właśnie, mama. Złota kobieta. Pomagała dzieciakom, których rodzice byli narkomanami, członkami gangów, czy siedzieli w więzieniu. 

Greg Watson - przyjaciel TG: "Mama Taj'a jest zapisana w moim telefonie, jako -MAMA- a moją prawdziwą matkę, zapisałem - Jeanette".


Jednak życie młodego Gibsona nie mogło być aż tak usłane różami. Kiedy po dwóch latach nauki w domu, chciał wrócić do szkoły na ostatni rok, dyrekcja uznała, że nie może zaakceptować jego ocen. Tym samym, TG musiał zacząć liceum od nowa. 

"Nie chciałem z nikim rozmawiać, nie grałem w kosza przez kilka tygodni. To było traumatyczne przeżycie. Powiedziałem jednak mamie, że się nie poddam."

Żeby uzyskać dyplom ukończenia szkoły średniej, trafił do Brooklyn’s High School of Telecommunications. Jako osiemnastolatek przeniósł się do Californi - do Calvary Christian High School. Trenerzy załatwili mu tam pracę w zakładzie stolarskim. 

"Czasem zabierałem ze sobą moje zadania domowe do pracy. To było trudne, ale zawsze wierzyłem, że mój czas nadejdzie i muszę być cierpliwy."

Cierpliwość się opłaciła - trafił na Uniwersytet Południowej Kaliforni. Jego specjalizacją była komunikacja w biznesie, wylądował w prestiżowej USC Annenberg School of Comunication. 

"Kiedy dostałem się na USC, nigdy nie opuściłem żadnych zajęć i zawsze miałem dobre oceny."

Ale przecież Taj miał zostać zawodnikiem, a nie uczelnianym omnibusem. Jego trenerem, w drużynie Trojan, był Tim Floyd, do którego Gibson miał stuprocentowe zaufanie. 

"Miał na mnie ogromny wpływ. Począwszy od nauki gry w koszykówkę, przez naukę bycia mężczyzną, do nauki bycia wzorowym ojcem."

 

Jako freshman, został wybrany do zespołu najlepszych 10 pierwszoroczniaków Konferencji, dostał też nagrodę od Collegehoops.net

Ustanowił rekord zbiórek pierwszoroczniaka w USC - 321, rekord bloków - 69. Ponadto 11 razy zaliczył double-double. W sezonie 2007-2008 ustanowił rekord USC bloków w jednym sezonie - 83. 

Phil Johnson – Asystent trenera Floyda: "Żeby cokolwiek wyszło, potrzebny jest oczywiście talent, ale potrzeba też zawodników, którzy nie grają samolubnie. Taj jest idealnym przykładem. Jest bardzo utalentowanym zawodnikiem, z doskonałym instynktem. On zawsze się przejmuje i zawsze daje z siebie wszystko."

 

 

W 2009 roku, wybrany przez Bulls z 26 numerem w Drafcie.  Dwudziestoczteroletni Gibson w swoim debiutanckim sezonie notował średnio 9 pkt. na mecz, 7,5 zb. i 1,3 blk. Wziął udział w All Star Weekend jako zawodnik Rookie Team. 

„Weekend Gwiazd był niesamowicie inspirujący. Zobaczyć tych wszystkich wspaniałych zawodników, słuchać ich opowieści, to było bardzo ekscytujące. Ale to była też super zabawa. Nie mogłem uwierzyć ilu zawodników zna moje nazwisko… ilu wie, kim jestem. Shaq do mnie zagadał! Nauczyłem się bardzo wiele, to tez mnie zmotywowało do dalszej ciężkiej pracy. Wierzę, że kiedyś będę mógł zagrać w All Star Game.”

 

Jednak ten ogromny entuzjazm i radość z życia, przyćmiły wydarzenia po sezonie. W ciągu sześciu tygodni stracił swoich trzech przyjaciół. Dwaj zostali zastrzeleni, a jeden zginął w wypadku samochodowym. 

TG Najpierw dowiedział się o Tremain’ie Pattersonie. Wmieszał się w złe towarzystwo, o co z resztą nie było trudno na Brooklynie. Znaleziono go zastrzelonego  we własnym domu. Gibson był zdruzgotany, potrzebował kogoś, kto pomoże mu to zrozumieć, w kim będzie miał oparcie. Taką osobą dla niego był Charles Wynn. Razem postanowili wyrwać się na chwile z zabójczego Brooklynu i spotkać w Las Vegas. Gibson czekał na Charles’a na miejscu. Zadzwonił telefon. To Sharon – mama Taj’a. Poinformowała syna, że Wynn został śmiertelnie postrzelony. Przyjaciel TG był spokojnym facetem, nie pakował się w kłopoty, nie miał zbyt wiele wspólnego z gangami i światem przestępczym, ale zeznawał w sprawie morderstwa i to prawdopodobnie było powodem jego śmierci. Miał zabrać swoją wiedzę do grobu. Gibson doskonale znał jego matkę, co jeszcze utrudniało mu pogodzenie się z tą sytuacją.

„Było mi naprawdę trudno pogodzić się z jej bólem. Nie chciałem, żeby aż tak cierpiała, traktowałem ją jak moją drugą matkę.”

Trzeci, zginął Johnny Smith. Ta seria niestety nie zakończyła jego karuzeli cierpienia. Niedługo później, jego sześcioletni kuzyn, został  zadźgany nożem w windzie.

„Zabili mojego małego super mana.” 

Dotychczas Gibson miał w zasadzie spokojne, dobre życie bez trosk i traum (poza tą, kiedy musiał powtarzać dwa lata szkoły, ale sądzę, że po tej czarnej serii, tamte wydarzenia zdecydowanie straciły na wartości), a nagle musiał zmierzyć się ogromnym nieszczęściem. W tamtym momencie, cały jego świat wywrócił się do góry nogami.  Ale przecież trzeba było skupić się na nowym sezonie. Te wydarzenia oczywiście początkowo rozbiły Taj’a na kawałki, ale ostatecznie, jednak wzmocniły jego psychikę. 

„Nie zapomnę. Myślę o nich każdego dnia”

 

 

Dom TG może i był pełny, rodzice go kochali, miał wzorce, ale nie do końca było tak idealnie. Często brakowało im pieniędzy, co wiązało się z wieloma rozczarowaniami. W 2013 roku, postanowił, że po raz pierwszy odmieni święta jednej z rodzin, by choć raz, te dzieciaki nie musiały przeżywać takiego samego rozczarowania, jak on kiedyś. 

„Zawsze będę pamiętał to uczucie i nigdy nie życzyłbym go nikomu.”

Rodzina, której pomagał, to bezrobotny ojciec, matka pracująca w domu towarowym i trójka dzieci. Każdy z nich miał swoją listę życzeń i dla każdego Taj osobiście zrobił zakupy. Razem z przedstawicielami Chicago Bulls pojechali do domu „wybrańców”, kiedy nikogo nie było. Moment ich powrotu Gibson, zapamięta do końca życia.

„Zobaczyłem rodziców, którzy prawie się rozpłakali, to była cudowna chwila” 

Taj zamienia wszystkie swoje złe wspomnienia w coś dobrego. Ma po prostu ogromne serce.

„Miałem cudownych rodziców, którzy dali mi doskonałe wzorce. Nauczyli mnie, że trzeba pomagać innym i to właśnie próbuję robić.”

 

 

 

 Wracając do NBA.. tak jak sezon 2009/10 był dla niego bardzo udany – 70 z 82 spotkań rozpoczął w pierwszej piątce, tak w drugim sezonie nie było już pięknie. Bulls podpisali kontrakt z Boozerem. Co prawda TG rozpoczął w sumie 19 z 80 spotkań w s5, ale to głównie dlatego, że CB, był kontuzjowany. Sezon dokończył z dorobkiem średnio 7,1 pkt. i 5,7 zb. W sezonie 2011/12 już ani razu nie wyszedł w pierwszej piątce, jednak spędzał na boisku około dwudziestu minut. Rzucał średnio 7,7 pkt., blokował 1,3 rzuty i zbierał około 5 piłek. W sezonie zasadniczym 12/13, 5 razy nie wchodził z ławki. Rzucał średnio 8 pkt. i tak, jak rok wcześniej, zaliczał około 5 zbiórek.  Zarówno sezon jak i playoffy 2013/14 były bardzo udane w jego wykonaniu. Zanotował najlepsze jak dotychczas, średnie: 13pkt., 6,8 zb., 1,4 blk.  w sezonie zasadniczym. 

Derrick Rose: „Od Taj’a można było się wiele nauczyć. Zawsze grał twardo, zawsze dawał z siebie wszystko. Jestem dumny, że możemy grać w jednym zespole i być przyjaciółmi. Jest wspaniałym człowiekiem z wielkim sercem.”

W PO nie rozpoczął żadnego spotkania w pierwszej piątce, ale na boisku spędzał prawie 31 minut. Rzucał 18,2 pkt., blokował 2,4 rzuty i zbierał 6,2 piłki.

RAFAŁ JUĆ: „(…) uważam, że w sezonie 2013-14 powinien zostać Sixth Man of the Year I mimo, że w poprzednim sezonie Gibson rozpoczął w pierwszej piątce 55 z rozegranych 73 spotkań, to bardziej wynikało to z urazów Joakima Noaha i Pau Gasola.”

TG nareszcie doczekał się czasów, kiedy od początku sezonu, wyszedł we wszystkich meczach w pierwszej piątce. I nie zanosi się na zmiany. Ale sam Gibson niespecjalnie zwraca na to uwagę. 

„Nie przejmuję się tym za bardzo. Wiem co mam robić, niezależnie od tego, czy zaczynam z ławki, czy nie.”

 

 

 

Ten Gibson to fajny facet. Mimo tego, że nie błyszczy, jak super gwiazda, kibice go kochają, o czym przekonałam się nawet, pytając o kim chcielibyście przeczytać… i dostałam chóralną odpowiedź – TAJ GIBSON. To taka cicha woda, po prostu Niewidzialny Superman. 

 

 

 

GŁOS EKSPERTA:

Rafał Juć - SKAUT DENVER NUGGETS, EKSPERT POLSAT SPORT 

Po tym jak Derrick Rose został oddany latem do New York Knicks, to właśnie Taj Gibson został ostatnim Bykiem który brał udział w pamiętnym awansie do finałów konferencji w 2011 roku. Kiedy poproszono mnie o opinię na temat Gibsona zastanawiałem się co ciekawego można o nim napisać? Gibson to zawodnik, który od lat pozostawał w cieniu innych. Stroni od pozaboiskowych skandali, nie jest ulubieńcem mediów. Po prostu wykonuje swoją robotę. Każdego dnia. Swoją drogą uważam, że w sezonie 2013-14 powinien zostać Sixth Man of the Year. I mimo, że w poprzednim sezonie Gibson rozpoczął w pierwszej piątce 55 z rozegranych 73 spotkań, to bardziej wynikało to z urazów Joakima Noaha i Pau Gasola. Aż trudno uwierzyć, że to dopiero pierwszy sezon kiedy Gibson został niekwestionowanym startem na swojej pozycji. Rezultaty jak na razie świetne. Media znowu rozpisują się o rewelacyjnym początku sezonu w wykonaniu Byków, uwaga skupiona głównie na local hero Dwyanie Wadzie, na próżno szukać wzmianek nt. Gibsona. Tymczasem on rozgrywa jeden z najlepszych sezonów w swojej karierze, notując 12.3 punktu, 9 zbiórek, blok i przechwyt w blisko 28 minut. Bulls mają potencjał żeby namieszać w Konferencji Wschodniej, wreszcie nastały lepsze czasy dla fanów Byków. Sporo się zmieniło. Tylko nie Gibson. W każdym meczu stawia drużynę na pierwszym miejscu i robi to, co wychodzi mu najlepiej – wykonuje "czarną robotę".

Michał Gabiński – ZAWODNIK POLFARMEXU KUTNO

"Nie tylko fani byków ale wszyscy kibice NBA z lat 90 pamiętają jak ważnym zawodnikiem w mistrzowskiej drużynie Jordana i Pipena był Horce Grant. Kimś takim w nowych bykach ma szanse stać się Taj Gibson właśnie. Zawodnik nie będący na pierwszym planie ale znacząco podnoszący poziom sportowy drużyny. Człowiek od ciężkiej pracy pod koszami, dzięki któremu wszyscy zawodnicy stają się o ten jeden krok lepsi. Jeden krok który może decydować o tytule, o którym na pewno marzą kibice w United Center".

Agnieszka Łapacz

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież