Zaloguj
Menu główne

getty images 620671530

Sezon regularny za nami, zarówno Bulls jak i Celtics startują teraz od zera i jak to określił w wywiadzie Jimmy, zaczynają grę na śmierć i życie. Boston to team, który od lat podąża drogą budowy jaką narzucił Danny Ainge, Bulls to organizacyjnie teoria chaosu, którą prowadzi zarząd bez idei, oraz coach z problemami komunikacyjnymi. Nie ma przypadku w tym, że to Boston przystępuje do fazy playoffs z miejsca nr 1, nie ma natomiast wątpliwości, że zespół z Chicago jest bardziej nieobliczalny i co istotne na tym etapie, ma w rotacji dwóch mistrzów NBA. Redakcja w składzie Marek i Dawid oraz nasi goście w postaci Krzyśka z Boston Celtics Polska, Krzysztofa Sendeckiego z Radia TOK FM, Macieja Zielińskiego czyli 8-krotnego Mistrza Polski a prywatnie fana Bostonu, oraz Michała Górnego z Magazynu MVP odpowiedzieli na moje 3 pytania przed tą serią - Serdecznie zapraszam.

1.Chicago Bulls - jaki to był sezon w skali od 1 do 10? Co zaskoczyło Cię na plus/minus?

Marek Miernik - 6/10 – Przed sezonem zakładałem walkę o awans do play-offs. To się (rzutem na taśmę) udało. Na plus:

- 4-0 z Cavaliers,

- pojedyncze wygrane ze Spurs czy Warriors

- Rozwój Butlera jako crunch playera. W tym sezonie w crunch time trafiał 36% za trzy, był siódmy w lidze w ilości zdobytych w tym czasie meczu punktów oraz miał 95% z linii.

Minusy to wiadomo: niemoc wobec Knicks, Mavericks, Clippers, Rockets i Nuggets oraz trener Hoiberg.

Dawid Jama - To była szalona kampania dla Chicago Bulls. Minusem i jednocześnie plusem było to, że Byki przez cały sezon zmagały się syndromem Robin Hooda i w myśl zasady bohatera średniowiecznych legend kradli zwycięstwa takim ekipom jak Cavs, Raptors, czy nawet po razie z Warriors, Clipps i Spurs, by chwilę później przekazać je takim tuzom ligi jak Knicks, Lakers, Suns, czy niedawno Nets. Na spory minus zapisuję dziwną atmosferę w szatni. Na początku zdawało się mieć wrażenie, że w Wietrznym Mieście wszyscy są zadowoleni - każdy przybija piąteczki, daby, cieszynki, wspólne imprezowanie, aż nagle wypowiedzi pomeczowe Butlera I Wade’a wywołały burzę. Piłeczkę rzuconą przez tę dwójkę szybko za pośrednictwem social medium odbił Rondo i zrobił się dym. Dalsze konsekwencje już znamy: następnego dnia spotkanie drużyny z zarządem, a po nim mecz kary dla niesfornej dwójki. Potem doszły już znane z poprzedniego roku plotki, zaczynając  od konfliktu Jimmy’ego Butlera z całą organizacją, przez gorące krzesło Freda Hoiberga, kończąc na niezadowalającej wszystkich wymianie z Oklahomą City Thunder. Ale przechodząc do rzeczy – jeśli mam ocenić postawę Chicago Bulls w skali od 1 do 10 jako całości, a więc przez pryzmat decyzji właścicieli, GM’ów, coachów, postawy zawodników, tego co można było zrobić, a czego nie zrobiono, daję lichą czwórkę.

Michał Górny - Po pozyskaniu Rondo i Wade’a nie spodziewałem się cudów aczkolwiek spodziewałem się, że przynajmniej do połowy sezonu Bulls będą prezentować coś więcej niż same nazwiska. Mniej więcej tak było, jednak to nie było to, czego się spodziewałem. Problem w dalszym ciągu tkwi w trenerze, który nie potrafi kontrolować drużyny lub najzwyczajniej w świecie nie ma żadnego posłuchu wśród zawodników. Plotki o wysyłaniu do szatni Randy’ego Browna w roli szpiega przemilczę….

Drugim minusem obok spraw trenerskich jest transfer McDermotta i Taja Gibsona do OKC, za…tak naprawdę nic. Jeśli chce się o coś powalczyć w playoffach to ta dwójka zdecydowanie byłaby na miejscu. Tymczasem Gar zrobił swoje…

Plusem jest to, że mimo wszystko Bulls dostali się do najlepszej ósemki na Wschodzie. Trochę ze wstydem, ale zawsze to plus po rocznej przerwie wrócić na to miejsce.

Krzysztof Sendecki - Ocenę najbardziej zaniżają panowie Forman i Paxon. Po oddaniu Taja Gibsona i Douga McDermotta byłem przekonany, że ten sezon można w Chicago spisać na straty. Z tej perspektywy – awans do play-off to prawdziwy sukces. Nie wiem jaką postawić ocenę. Pewnie coś koło 5, bo Bulls grali przede wszystkim bardzo nierówno. Wygrywali (na wyjazdach!!!) z Golden State Warriors, San Antonio Spurs czy Cleveland Cavaliers, przegrywali z NY Knicks, Brooklyn Nets czy Philadelphia 76ers. Do tego kłótnie i nieporozumienia na linii Butler-Wade-Rondo-władze Bulls, plotki transferowe i trener Fred Hoiberg, który – mam wrażenie – nie panuje nad sytuacją. Ostatecznie największym (jedynym?) plusem sezonu jest bilans 41:41, nie taki najgorszy bo dał awans do play-off.

Maciej Zieliński - sezon na 5 udało się awansować do playoff!!! To będzie dobre przetarcie dla młodych zawodników!

Krzysztof Mielczarek - Mam nieodparte wrażenie, że Bulls rzutem na taśmę i to dość zaskakująco uratowali honor. Przed rozpoczęciem rozgrywek należałem do grupy, która w zespole z Chicago upatrywała kandydata do zameldowania się w ścisłej czołówce Wschodu - obok Cavs, Raptors i Celtics. Okazało się jednak, że roster, który na papierze wygląda bardzo solidnie i uzasadnia wysokie aspiracje, to tylko jedna strona medalu. Druga to odpowiednie dopasowanie taktyki, stylu gry, rotacji oraz wykreowanie w szatni team spirit. A tego w drużynie ze stanu Illinois zabrakło i otrzymaliśmy kolejny przykład na to, że teoria i praktyka to zupełnie inne historie. Powierzonemu zadaniu nie podołał Fred Hoiberg, który nie potrafił okiełznać liderów i wydobyć potencjału drzemiącego bez wątpienia w Bulls. W konsekwencji osiągnięty bilans 41-41 należy traktować jako porażkę, a być może nawet pewien rodzaj kompromitacji. Kilka tygodni temu mieliśmy przyjemność dyskutować w ramach cyklu „Przesłuchanie” na BostonCeltics.pl i wówczas jednoznacznie stwierdziłeś, że Hoiberg to nie jest trener na poziomie NBA. Od tego momentu zacząłem baczniej obserwować szkoleniowca Bulls i po czasie muszę przyznać, że masz dużo racji. Niestabilna rotacja, dziwne decyzje kadrowe, a przede wszystkim taktyczne – do dziś zastanawiam się czy ktokolwiek inny wpadłby na pomysł przekazania Butlerowi krycia IT w ostatnich minutach drugiego meczu w United Center, który ostatecznie zakończył się w kontrowersyjnych okolicznościach wygraną gospodarzy. Ale słaby wynik obciąża nie tylko trenera. Może to kontrowersyjne, ale mam wrażenie, że w organizacji z Chicago brakuje profesjonalizmu i to właściwie na wszystkich płaszczyznach - wymiana z Thunder i oddanie Taja Gibsona to w moim przekonaniu błąd managemantu, który jeszcze długo będzie odbijał się czkawką, zaś drużyna przypomina schadzkę zawodników, którzy kompletnie nie utożsamiają się z zespołem, nie wykazują odpowiedniego zaangażowania i skupiają się wyłącznie na tym, aby po obowiązkowym wypełnieniu zadań, w domowym zaciszu liczyć wpływające dolary z kontraktów. Przy takim podejściu ten sezon nie mógł się udać i projekt 2016/17 na chwilę obecną jest po prostu niewypałem. Na pewno awans do PlayOffs przy wszystkich niesprzyjających okolicznościach - odejściu Gibsona, konfliktach w szatni oraz kontuzji Wade’a – to duża niespodzianka, która w ostatecznym rozrachunku może spowodować, że Butler da się przekonać do pozostania w Chicago na jeszcze jeden rok i do jeszcze jednej próby zbudowania w Illinois drużyny na miarę finału konferencji. Zaskoczeniem in plus jest również wygrana w imponującym stylu seria w sezonie regularnym z broniącymi tytułu Cleveland Cavaliers. Podsumowując, sezon w wykonaniu Chicago Bulls oceniłbym raczej na marną i rozczarowującą czwórkę.

2.Boston Celtics - w czym Bulls powinni szukać swoich szans w rywalizacji z pierwszą drużyną konferencji?

Marek Miernik - Zbiórki na atakowanej desce. Bulls byli w tej statystyce drudzy w lidze (12.2 na mecz), Celtics w trzeciej dziesiątce. Możliwość ponawiania akcji i dobijane rzuty z bliska mogą zrekompensować problemy Byków ze skutecznością. Ogólnie Chicago muszą wykorzystać swoją przewagę wzrostu pod koszem i uniemożliwić Celtom rzucania dwa razy w jednej akcji.

- Co ciekawe przeciwko w RS w starciach obu ekip, nigdy nie błyszczał Al Horford – na niego Byki mają sposób. Kluczem będzie, to jak Rondo będzie pracował na Thomasie, który napsuł Bykom w Regular najwięcej krwi spośród graczy rywali.

- Inna sprawa to fakt, że łatwego życia na pewno nie będzie miał Butler, Celtics mają dobrych obwodowych obrońców. Koncentracja defensywy na nim robi miejsce reszcie. Ciekawy jestem podejścia Bostonu do krycia Rondo na obwodzie, który od marca trafił – 50% swoich rzutów za trzy (24/48).

Dawid Jama - Naprawdę żałuję, że Cavaliers oddali pierwsze miejsce w Konferencji na rzecz Celtics. Tak zamiast przeciwnika będącego w kryzie, co prawda spadającego z Mount Everestu, ale jednak spadającego, dostajemy drużynę, która sezon zaczęła powolnie i przeciętnie, ale kiedy już się rozpędziła to zamiotła wszystkich. Myślę, że Bulls po takim zakończeniu sezonu, kiedy dwa ostatnie mecze zakończyli gromiąc swoich rywali 39 punktową przewagą, wyjdą pewni siebie i być może uda się coś zdziałać. Ta drużyna jest nieobliczalna i to jest jej największa broń.

Michał Górny - Bulls a właściwie Fred Hoiberg powinni obejrzeć jak najwięcej materiałów z zeszłorocznych playoffs i zobaczyć jak Hawks poradzili sobie z Thomasem. Ograniczenie do granic możliwości Thomasa (zwłaszcza w czwartych kwartach) to będzie najważniejsza sprawa w tej serii. Trapowanie Thomasa będzie nam się śnić po nocach….

Ważnym czynnikiem będzie również forma Robina Lopeza, który bez Taja Gibsona będzie miał pełne ręce roboty. A praca na tablicach i gra przeciwko wysokim teamom to nie jest to, co lubią Celtics.

Krzysztof Sendecki - Mimo wszystko dla Bulls to dobrze, że nie trafili na CAVS, bo moim zdaniem w play-off zobaczymy raczej tych Cavaliers z poprzedniego sezonu niż tych których widzieliśmy ostatnio. Ale to nie znaczy, że będzie łatwo. Celtics są rozpędzeni, wygrali o 12 meczów więcej, dobrze bronią, mają dłuższą ławkę i są budowani z głową. Ściągnięcie Ala Horforda musiało w końcu wypalić i wypaliło. Żeby awansować Chicago musi zagrać idealnie – Rajon Rondo rozdający miliony asyst i kierujący grą, Jimmy Butler superstrzelec, Dwyane Wade taki sprzed 10 lat... To jest możliwe, chociaż mam wrażenie że może wystarczyć na jakieś 2 zwycięstwa w serii.  

Maciej Zieliński - Szans oczywiście nie widzę, ale walka będzie na pewno i tu upatruję małą szansę Chicago. Trzeba się drużynowo przeciwstawić Celtom i postawić na fizyczną potyczkę

Krzysztof Mielczarek - Przede wszystkich Bulls muszą na każde ze spotkań w tej serii wychodzić jako prawdziwy zespół, a nie zestawienie kilku uznanych graczy o wybitnych osobowościach, przy których pozostali zawodnicy bezmyślnie biegają po parkiecie. To fundamentalny warunek do tego, aby podjąć rękawice i nawiązać walkę z Celtami. Nie od dziś wiadomo, że słabym punktem ekipy z Bostonu jest postawa na tablicach i w tym aspekcie z kiepskimi wskaźnikami plasuje się ona w ogonie ligi. To największa luka i mankament w grze C’s, dlatego bezkompromisowa walka w pomalowanym powinna być priorytetem dla podopiecznych Hoiberga. Ekipa z Illinois koniecznie musi postarać się zneutralizować największe atuty Celtów, dlatego agresywna obrona na obwodzie może ograniczyć płynny ball movement oraz kreowanie czystych pozycji na dystansie. Zawodnicy Bulls nie mogą zapominać o Horfordzie, który jest najlepiej podającym wysokim graczem w lidze (5,0 APG), a w dodatku potrafi rzucać zza łuku, co często wykorzystuje wypracowując jednocześnie miejsce pod koszem na szalone wjazdy dla IT. Szans Bulls upatrywałbym również w silnej ławce – Portis, Felicio, Grant, Carter-Williams czy Morrow muszą dawać starterom odpowiednie wsparcie i wygrywać bezpośrednią rywalizację z rezerwowymi Celtics, którym poza Olynykiem i Brownem brakuje stabilności. Ponadto, Celtom zdarzały się mecze, w których przy wysokim prowadzeniu, na przełomie trzeciej i czwartej kwarty tracili koncentrację i doprowadzali do nerwowej końcówki – pierwszym z brzegu przykładem może być niedawne stracie z Nets, gdzie w kilka minut przyjezdni z Nowego Jorku zeszli z -27 do -6. Być może Hoiberg powinien rozważyć opcję wystawienia w starting line-up MCW jako swoistego plastra na Thomasa, a przecież taki wariant był już przez niego realizowany w pierwszych trzech kwartach meczu numer trzy sezonu regularnego w United Center i trzeba przyznać, że przynosił wówczas efekty. Oczywiście, taka taktyka nie wyłączy w pełni lidera C’s, ale może ograniczyć jego poczynania, o czym przekonaliśmy się w niedawnych starciach przeciwko Wizards i Bucks, kiedy Thomasa nękali odpowiednio Oubre i Brogdon. Zmierzając do konkluzji, Celtics to z pewnością nie jest jeszcze zespół kompletny, jednak trzeba zaznaczyć, że na chwilę obecną jest drużyną zdecydowanie lepszą niż Bulls i posiada po swojej stronie pełną gamę koszykarskich argumentów do triumfu w nadchodzącej serii. Podopieczni Brada Stevensa są powtarzalni. Oczywiście, zdarzały się im wpadki, jak choćby w Phoenix, Denver czy Filadelfii, jednak generalnie to zespół, który zawiesił sobie wysoko poprzeczkę i rzadko kiedy nie potrafił jej przeskoczyć. Nie bez znaczenia będzie przewaga psychologiczna, którą Boston wypracował sobie ostatnią dwudziestopunktową wygraną w TD Garden. Z kolei Bulls w najbliższych dniach muszą rozegrać kilka spotkań na poziomie, na którym w Regular Season grali sporadycznie i co najważniejsze, nieregularnie. To oczywiście możliwe – pytanie tylko, czy ktoś postawi na to więcej niż stówkę z Jagiełłą.

3.Jakim wynikiem zakończy się ta seria? Co/Kto będzie głównym x-factorem?

Marek Miernik - Nie miałem szans na wygraną w naszym typerze, bo nigdy nie postawiłem na zwycięstwo innej ekipy z Bulls. Nie zrobię inaczej także teraz. Doceniam klasę rywala, ale wydaje mi się, że Celtics nie docenią Bulls, którzy wygrali przynajmniej raz z każdą z ekip z pierwszej ósemki Wschodu. Mój typ 4-2 dla underdoga.

X-factorem będzie nie kto inny jak Nikola Mirotic. To jego powrót do dobrej gry i lepsza celność za trzy sprawiły, że Byki zaczęli lepiej grać w koszykówkę i wygrali z 7 z ostatnich 9 spotkań RS. Jeśli będzie grał dobrze i trafiał zza łuku, to Celtics nie mają takiego mobilnego wysokiego obrońcy, który byłby w stanie go zatrzymać. Słowo klucz – ‘jeśli’.

Dawid Jama - Jeśli Byki mają odesłać pierwszą ekipę Wschodu już w pierwszej rundzie play-offs to na pewno nie szybciej niż po 6 bądź 7 meczach. Jak wcześniej wspominałem, największym atutem podopiecznych Hoiberga jest nieobliczalność. Być może jestem zaślepionym fanatykiem Chicago, ale wcale nie uważam, że bostończycy łatwo przejdą przez tę rywalizację. Może być różnie i Celtowie mogą się w pierwszych dwóch meczach w Bostonie zdziwić, kiedy przyjezdni utrzymają ostatnią dyspozycję, a do tego dołączy się uśpiony ostatnio Nikola Mirotic, który zacznie bombardować z dystansu, a Rajon Rondo wróci po kontuzji i zacznie narzucać taki movemant piłki, że Isaiah Thomas będzie mógł się tylko bezradnie przeglądać. Ale to tylko fantazje i uważam, że pierwszy mecz da nam już obraz na całą serię, jednak nie oszukując się, uczciwie przyznam, że Bulls potrzebują więcej szczęścia niż Celtics. Dużo więcej.

Michał Górny - 4-2

Niestety. ESPN twierdzi, że ta seria ma największy potencjał na „upset”. Patrząc na bezpośrednie pojedynki to można uwierzyć takie narracji. Dodać do tego doświadczenie Dwyane’a Wade’a, który ma więcej rozegranych minut w playoffs niż cały skład Celtics i naprawdę można w to uwierzyć.

Jednak C’s mają zbyt dużo talentu i mają zbyt głęboki skład, żeby dać ograć się samemu Butlerowi.

Oczywiście w alternatywnej rzeczywistości, tam gdzieś koło tytułu mistrzowskiego PRZED kontuzją Derricka Rose’a, rysuje się wizja – Rajon Rondo gra mecze po 18 asyst i pokazuje swojej starej drużynie środkowy palec, Dwyane Wade gra jeszcze lepiej niż w przed rokiem dla Heat a Jimmy Butler po trzech kwartach tak zamęcza przeciwników w obronie, że Hoiberg już w trzeciej kwarcie daje mu odpocząć do końca spotkania. Aha i Cristiano Felicio ma double-double w tej serii.

Wynik serii 4-2 dla C’s

Krzysztof Sendecki - 4:2. Dla Bostonu. Chociaż zwycięstwo Chicago wcale bardzo mnie nie zaskoczy. Boston jest po prostu bardziej przewidywalny, to będzie podobna drużyna jak w sezonie zasadniczym. Po stronie Bulls – wszystko może się zawalić albo wszystko wypalić. Wade, Butler, Mirotic, Rondo – to wciąż są koszykarze, którzy mogą przesądzić o losach serii (a może jestem jednak zbyt wielkim optymistą:)

Maciej Zieliński - Sweep? no niech będzie, że jeden mecz dla Bulls! Ze względu na stare czasy !!! 4-1 dla Celtics.

Krzysztof Mielczarek - Osobiście uważam, że lepszym rozwiązaniem dla zespołu Brada Stevensa było trafienie na Pacers, z którymi w tym sezonie grało się nam łatwo i przyjemnie. Nie zmienia to jednak faktu, że w starciu z Bulls, to Celtics są zdecydowanymi faworytami do awansu pomimo, że po raz ostatni wygrali w Chicago kawał czasu temu, bo 09 listopada 2014 roku. Przewiduję wygraną Bostończyków w pięciu meczach, choć pierwsze dwa, może trzy pojedynki powinny być bardzo wyrównane. Co do drugiej części pytania, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że najważniejszą postacią w nadchodzącej rywalizacji będzie Thomas. Chłopak rozgrywa najlepszy sezon w karierze, od początku rozgrywek nie schodzi poniżej pewnego poziomu i właściwie do tej pory nikt nie potrafił go zatrzymać. Z niemal pewnością można przewidywać, że w każdym z meczów IT da zespołowi standardowe 25+ pts i 5+ ast. W związku z tym, osobiście uważam, że większe znaczenie dla serii będą miały matchupy Bradley-Wade oraz Crowder-Butler, które w ostatecznym rozrachunku padną łupem duetu z Bostonu.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

FacebookTwitterRSS