Zaloguj

Zaloguj

dunn1

Dziś w nocy zobaczymy Mecz Gwiazd, po którym NBA wkroczy w ostatnią część sezonu. Finisz, który pewnie dla większości drużyn będzie batalią o jak najlepsze rozstawienie w play-offs lub po prostu wejście do nich. Są jednak takie przypadki jak Chicago Bulls, dla których aktualnym celem jest po prostu spokojne zakończenie rozgrywek, przegrywając możliwie jak najwięcej gier. Mimo wszystko okazuje się, że poza wykręceniem rekordu 1-24 w pozostałych spotkaniach, Byki nie kończą swojego sezonu, a my może będziemy mogli odnaleźć jeszcze jakąś celowość śledzenia ich poczynań. Oto cztery powody.

 

CHEMIA

Trio LaVine, Dunn i Markkanen zagrało wspólnie dopiero cztery mecze. Co więcej, zawsze jeden z nich – trzy razy LaVine i raz Dunn nie przekroczyli bariery 20 minut.

Zach rozegrał dopiero 14 spotkań po dojściu do sprawności po zerwaniu więzadeł. Dunn, który przegapił 11 gier z powodu wstrząsu mózgu zapowiada, że będzie w stu procentach gotowy po trwającej właśnie przerwie w rozgrywkach.

Trójka reprezentująca przyszłość Bulls musi się lepiej poznać. Zauważyć słabsze i mocniejsze strony kolegi obok. Tyczy się to przede wszystkim Krisa Dunna, który po przeprowadzce do Chicago odgrywa dużo większą role od tej, którą pełnił podczas dzielenia szatni Timberwolves z LaVine’em. Jednak samo bycie w tej samej drużynie w tym przypadku nie wiele znaczyło, albowiem w poprzednim sezonie ta dwójka przebywała ze sobą na parkiecie zaledwie 531 minut.

„Zdecydowanie musimy spróbować wytworzyć pomiędzy nami połączenie”, mówi sam Kris. „Kiedy odnajdujesz dobre relacje i każdy się zna, rzeczy są dużo łatwiejsze. Zach i ja lubimy atakować kosz. Lauri bardziej tworzy przestrzeń. Zajmie to trochę czasu, jednak spodziewam się, że będzie to świetne”.

 

DOJRZEWAJĄCY "PAYNES"

Gotowi lub nie – Felicio, Paul Zipser, Noah Vonleh oraz Cameron Payne, będą teraz ogrywani. Szczególnie ciekawy wydaje się przypadek tego ostatniego.

Payne nie gra od września, kiedy musiał przejść operację stopy. Teraz oczekuje się od niego świeżości, mocnego startu w systemie bardziej dostosowanym do jego umiejętności i wreszcie zaprezentowania całego potencjału. 11 rozegranych meczów od poprzedniego sezonu to po prostu katastrofa. Dla Camerona i spółki nadchodzi okazja na pokazanie się.

 

LIDER

Podobnie jak do „chemii”, która musi być wytworzona, podobnie Bulls muszą wykreować swojego lidera oraz zamykającego zawodnika. Przed powrotem LaVine’a, Dunn pełnił tę rolę podczas swojego mocnego grudnia. Jednak to LaVine, poprzez bycie głównym punktem wymiany z Jimmym Butlerem siłą rzeczy ma największe aspiracje do pełnienia obowiązków lidera, zawodnika, do którego będzie oddawana piłka w ostatnich sekundach meczu.

„Naprawdę czekam na Krisa, Zacha, Lauriego czy kogokolwiek, kogo wybierzemy do bycia gościem, który mógłby poprowadzić nas w decydujących momentach.”, mówi trener Hoiberg.

Podobnie myśli Dunn: „Każdy może być zamykającym w każdym momencie. Ktokolwiek to będzie, trener ułoży wszystko pod niego.” Sam nie pozostaje jednak również bierny w sprawie bycia liderem. Sam przyznaje, że jednym z jego kolejnych celów jest odgrywanie dużego znaczenia w nowych, przebudowywanych Bykach w następnym sezonie.

 

REKORD 

Może na to nie wygląda, ale Byki są aktualnie 24 trójki od rekordu organizacji ustawionego w pierwszym sezonie Freda Hoiberga 2015-16. To dobry znak, drużyna wreszcie zaczyna spełniać ofensywną wizję trenera. Chicago weszło w przerwę na Mecz Gwiazd z siódmym najlepszym współczynnikiem prób rzutów za trzy punkty (30.9) oraz dziewiątym średnią zdobytych w ten sposób punktów (11 P/G). 

 

Metaforyczny czołg rusza pełną naprzód do najwyższego wyboru w draftcie 2018. Mimo to nie możemy oczekiwać jedynie podkładania się rywalom. W Wietrznym Mieście cały czas pracują nad progresem. Mam przynajmniej taką nadzieję.

 

Źródło: Chicago Tribune/własne

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież