15146751522755

W dzisiejszym, sylwestrowym wydaniu największego dziennika sportowego w Hiszpanii MARCA, Nacho Duque ekspert NBA publikuje wywiad na wyłączność ze skrzydłowym Chicago Bulls. Mirotić otwiera się i mówi o konflikcie z Portisem, aktualnej sytuacji w drużynie, nowym podejściu do treningów, możliwym transferze i wszystkim innym co z pewnością zaspokoi ciekawość każdego fana Byków.

„Nawet w najgorszych snach nie spodziewasz się takiej agresji, a tym bardziej od partnera z zespołu."

„Zawsze było trochę ⟨⟨złej krwi⟩⟩ między nami. Obaj jesteśmy konkurentami, gramy na tej samej pozycji. Jednak jedną rzeczą jest być konkurencyjnym, a innym jest robić to, co on.”

„Moja przyszłość? Będę słuchać propozycji.”

 

Termometry w Chicago wskazują -19 stopni, chociaż odczuwalna temperatura jest jeszcze niższa z powodu silnego wiatru, którego w Windy City naturalnie nie brakuje przez cały rok. „Przyzwyczaisz się do tego”, mówi Nikola Mirotić, który udziela wywiadu MARCE – pierwszemu hiszpańskiemu medium po akcie agresji jaki poniósł na treningu z rąk jego vis-a-vis na parkiecie – Bobby’ego Portisa. Zdarzenie miało miejsce 17 października, a Nikola przegapił z powodu złamań kości twarzy 23 mecze NBA. Mimo wszystko nie nosi w sobie urazy. MVP [ligi hiszpańskiej, z 2013 roku – przyp. tłum.] zachowuje się profesjonalnie i koncentruje się na grze. Bardzo dobrze. Aha, przy okazji jest najlepszym strzelcem swojej drużyny Chicago Bulls ze średnią 18,1 punktu na mecz, utrzymuje 48% skuteczności na linii rzutów za trzy oraz jest drugim najlepszym rebounderem (7,3/PG).

 

Od lata wiele się działo: rezygnacja z kadry Hiszpanii, akt agresji, powrót, wreszcie sukces…

Mam się teraz bardzo dobrze. Na początku sezonu było ciężko, po tym co się stało z moim kolegą z drużyny. Miałem 23 mecze przerwy bez grania. Po lecie, które ostro przepracowałem nagle się to przydarzyło i wydawało mi się, że wszystko poszło się je**ć. Chciałem pozostać w pozytywnym, powtarzałem sobie ciągle: „Niko, kiedy wrócisz, spróbuj wrócić tak, jakby nic się nie stało”. Ale starałem się zachować pozywtywne nastawienie do siebie i do moich kolegów z drużyny, bo tego potrzebowali. Zanim wróciłem, grali słabo i przegrali łatwo 10 meczów. Chociaż nie było to proste wróciłem ze świeżą głową, aby rywalizować, grać dobrze, pomagać zespołowi. Nie grałem dużo od lata, ale wszystko poszło dobrze i praca z tamtego okresu daje teraz rezultaty. Chcę by ten moment trwał jak nadłużej.

 

Do tego wszystkiego to zdarzenie z Bobbym Portisem.

Nawet w najgorszych snach nie spodziewasz się takiej agresji, a tym bardziej od partnera z zespołu. Myślę, że już nie ma sensu wchodzić w szczegóły i rozmawiać o tym. Miałem zły czas, szczególnie dlatego, że zrezygnowałem z kadry narodowej, ze względu na pracę, którą wykonałem latem, ponieważ miałem teraz grać w wyjściowej piątce, czułem, że to będzie mój rok, wiedziałem, bo czułem się gotowy... Rozpoczęcie sezonu i utrata pozycji przez coś takiego było bardzo trudne. Ciężko było mi zrozumieć i być pozytywnym, ale pokazałem, że nic nie może mnie złamać.

 

„Nawet w najgorszych snach nie spodziewasz się takiej agresji, a tym bardziej od partnera z zespołu"

 

Jakie miałeś z nim relacje przed tamtym incydentem? Czy dochodziło do jakiś spięć?

Zawsze było trochę „złej krwi” między nami. Obaj jesteśmy konkurentami, gramy na tej samej pozycji. Jednak jedną rzeczą jest być konkurencyjnym, a innym jest robić to, co on. To był normalny związek. Nic więcej. Byliśmy profesjonalistami. Trenowaliśmy, wykonywaliśmy pracę, wracaliśmy do domów i to wszystko.

 

Jak wspominasz tamten dzień?

Pamiętam to bardzo dobrze, ale nie chciałbym o tym rozmawiać. Nie jest na to pora.

 

„Zawsze było trochę ⟨⟨złej krwi⟩⟩ między nami. Obaj jesteśmy konkurentami, gramy na tej samej pozycji. Jednak jedną rzeczą jest być konkurencyjnym, a innym jest robić to, co on.”

 

A jak teraz wyglądają wasze relacje?

Zmieniły się. Nie rozmawiamy ze sobą. Przemawiamy do siebie tylko na parkiecie, ale to dlatego, że musimy to robić. Chodzi o komunikację.

 

To musi być dziwne przebywać z partnerem z ekipy bez rozmawiania, prawda?

Nie nadajemy temu większego znaczenia. Na początku ludzie interesowali się co z nami teraz stanie. Przede wszystkim co ja zamierzam z tym zrobić. Czułem na sobie te wszystkie spojrzenia. Jednak pomimo tego, musiałem pozostać zawodowcem. Zawsze nim byłem i to się nie zmieni. To moja praca.

 

Więc po 23 października już nie rozmawialiście?

Poza parkietem, nie, nigdy. Zero.

 

A na odprawach, spotkaniach, czy zebraniach zespołu?

Na obiedzie oddzielnie. W autokarze oddzielnie. Każdy po swojej stronie. Nic więcej.

 

Portis został ukarany ośmioma meczami, a ty odpadłeś zna 23. NBA stwierdziło, że Bulls dobrze poradzili sobie z tą sprawą. Co Ty o tym myślisz?

Dobre pytanie. Powiem tylko, że taka była decyzja NBA i musiałem ją uszanować.

 

„Musiałem pozostać zawodowcem. Zawsze nim byłem i to się nie zmieni. To moja praca.”

 

15146753339457

 

W końcu wróciłeś i zmieniłeś oblicze Byków. Podczas nieobecności, 3-20. Po powrocie, 10-2, jak żadna inna drużyna w tym okresie. Co dałeś drużynie?

Po trosze wszystkiego. Jak powiedział trener Hoiberg, pewności. Zapewniam im spokój w ważnych momentach. Szukają mnie w takich sytuacjach i czuję się pewnie by je rozwiązać. Myślę, że od powrotu byłem świetnym kolegą dla innych. Byłem pozytywny. Drużyna miała spuszczone głowy w dół i jest to normalne po tak wielu porażkach. Ciężko jest wtedy cieszyć się koszykówką. Kiedy przybyłem, myślę, że koledzy z drużyny byli zmotywowani i zaczęli grać trochę inną koszykówkę. Wspólnie przezwyciężyliśmy delikatną chwilę.

 

Oby tak do „playoffs".

Cóż, to nie musi być żart. Jeśli zachowamy ten progres, kiedy Zach Lavine wróci i jeśli wszyscy będziemy zdrowi, będziemy mogli powalczyć. Jesteśmy na wschodzie, a tu nie ma dużych różnic. Jesteśmy kilka gier przed wejściem do walki. Będzie to jednak też zależało od kierunku, w którym zarząd będzie chciał pójść, gdy nadejdzie czas transferów. Ale teraz liczy się to, że zespół jest zdrowy i gra dobrze.

 

Teraz Twój poziom zaufania jest olbrzymi. W ostatnim meczu trafiłeś osiem trójek. Nawet Jordan tego nie zrobił.

W takich chwilach obejrzenie wiadomości sprawia, że czujesz się lepiej. Czujesz mrowienie, ludzie piszą do Ciebie… To jest spektakularne. Ale najważniejsze jest to, aby wygrać. Jeśli przegrasz, to nie to samo. Jeśli wygrasz, cieszysz się bardziej.

 

Latem skupiałeś się na budowaniu muskulatury. Ile przytyłeś?

Około 10 kilogramów. Obawiałem się utraty szybkości i zwinności. Nigdy nie poświęciłem się tak pracy jak w to lato. Czuje się jednak wyśmienicie. Harowałem na siłowni cztery lub pięć razy w tygodniu i jadłem jak zwierzę. Dostałem dobrą dietę, tak, że przytyłem dzięki dobrym kaloriom.

 

Czy dostrzegasz to w grze?

Tak, pracowałem, wiedząc, że jest dużo do poprawy. Możesz zobaczyć, że moja gra jest teraz inna, nie jestem tylko od trójek. Dużo lepiej poruszam się bez piłki. Moja gra nie zależy teraz tylko od rzutu, ale od niewidocznej na parkiecie pracy. Ponadto, po treningu pozostaje pół godziny dłużej, aż trafię 200 lub 300 trójek, przez co rzucam z większą pewnością siebie.

 

Jak żyjesz z plotkami o możliwym transferze?

Wszystko zależy od kierunku, w jakim po 15 stycznia chce podążać klub. Będą słuchać propozycji. Ja też, bo mogę powiedzieć „tak” lub „nie”. Zobaczymy jaką decyzję podejmiemy. Oboje musimy być zadowoleni. Zostało jeszcze kilka tygodni i muszę grać najlepiej jak mogę grać, a będzie wiele opcji.

 

Od twojej gry zależeć będzie sytuacja na rynku.

Mam nadzieję, że tak. Jestem pewien, że nadchodzi moja najlepsza koszykówka i będzie wiele zespołów, które będą chciały skorzystać z tej chwili.

 

Czy odnowienie kontraktu było trudne?

Tak, trudno było dojść do porozumienia. Moim zamiarem było odpisanie długoterminowego kontraktu. Mając 26 lat myślałem, że dobrze będzie jak podpiszę umowę na trzy lub cztery lata. W końcu doszliśmy do porozumienia na opcje 1+1. Może tak się stało z powodu, którego jeszcze nie rozumiem, ale na końcu okaże się to lepsze.

 

Musiałeś zrezygnować z gry dla reprezentacji w Eurobaskecie.

Bolało mnie to. Widziałem jednak wszystkie nasze mecze i wspierałem chłopaków jak szalony. Udało się zdobyć medal po tylu trudnościach, po kontuzji Llulla, absencji Alexa [Abrinesa], mnie, Rudy’ego... Mimo tego dobrze się spisali.

 

Tego lata nie ma międzynarodowych mistrzostw, ale są mecze kwalifikacyjne do mundialu w 2019. Czy będziemy mogli Cię zobaczyć?

Widziałem, że że grali bardzo dobrze w pierwszych dwóch spotkaniach. Mam nadzieję, że na koniec nie będziemy mieli problemów z zakwalifikowaniem się. Zespół jest na dobrej drodze, ale jeśli będziecie mnie potrzebować, będę do Waszej dyspozycji. Hiszpania ma zagwarantowane moje zaangażowanie. Latem zdarzyło się to, co się stało, ale dalej mają mnie do dyspozycji jeśli będę potrzebny.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież